Rozdział 55
“Jesteś brudny”
Zaskoczony Gu Mang nie miał nawet czasu, by się uspokoić, zanim wpadł w głębiny gorącego źródła. Wypił kilka łyków źródlanej wody, zanim został podniesiony przez Mo Xi i przyciśnięty do kamiennej ściany.
Mo Xi wyciągnął rękę, aby zdjąć wstążkę z jego czoła. Z jakiegoś powodu ta akcja wywołała wielki strach w sercu Gu Manga. Zaczął gwałtownie walczyć. Jego ceremonialne szaty były całkowicie przemoczone. Pod rządami Mo Xi był jak złapana w pułapkę bestia lub wyjęta z wody ryba.
— Nie… nie… nie…
W głębi jego pamięci zdawał się być ktoś, kto z taką samą nienawiścią chciał mu to odebrać w przeszłości. Jednak Gu Mang nie mógł sobie przypomnieć, kto to był. Nie mógł nawet powiedzieć, czy to była jego iluzja, czy coś, co naprawdę się wydarzyło.
Czuł tylko ból w sercu.
Niejasno wiedział, że ta wstążka należała do niego… to było coś, na co zasłużył… za czym tęsknił, czego pragnął, ale mógł tylko patrzeć z daleka…
— Oddaj mi to.
— Nie… nie rób tego!
Obaj mężczyźni walczyli zaciekle w gorącym źródle. Woda kołysała się, a światło księżyca tańczyło chaotycznie na jej powierzchni. Nagle Gu Mang ugryzł grzbiet dłoni Mo Xi.
Jego duchowy rdzeń został zniszczony, jego duchowa energia zniknęła, jego ciało było usiane bliznami. Nie był już tak silny jak kiedyś. Nie mógł się równać z Mo Xi.
Teraz Gu Mang nie miał już możliwości konkurowania ze swoim Mo-shidi.
Został przyparty do muru i mógł wybrać tylko tak śmieszny i absurdalny, bestialski czyn.
Aby chronić swoją obsesję, której nie można było spełnić nawet po śmierci.
Mo Xi był naprawdę wściekły. W jego sercu było to tabu, którego absolutnie nikt nie mógł naruszyć — mógł tolerować, jak Gu Mang go dźga i zdradza, ale to było dziedzictwo jego ojca.
To była ostatnia rzecz, jaką zrobił jego ojciec, który zginął w bitwie pod dowództwem Kawalerii Płonącego Człowieka, aby chronić mieszkańców Chonghua.
Jak Gu Mang może być godny…!
Gu Mang ugryzł go brutalnie. Z grzbietu dłoni Mo Xi płynęła krew, jednak nie czuł najmniejszego bólu. Nie dbał o to. Gwałtownie wyciągnął rękę z ust Gu Manga, złapał wstążkę, a następnie z całej siły uderzył Gu Manga w twarz.
Plask!
Rozległ się ostry dźwięk. To uderzenie było ciężkie i bezwzględne, jakby chciał tym uderzeniem odpłacić za całą nienawiść z ostatnich siedmiu lat. Po uderzeniu Mo Xi poczuł piekący ból w dłoni. Jego palce drżały lekko z powodu intensywnych emocji.
W jego oczach była nienawiść, ale gdy mgła się podniosła, zdawały się mokre.
Jego jabłko podskoczyło, gdy zmusił się do otwarcia ust. Jego wargi poruszyły się, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Zamknął oczy i milczał przez chwilę, zanim znów się odezwał.
Ale jego głos był już niewiarygodnie ochrypły.
— Gu Mang. Jesteś taki brudny!
Twarz Gu Manga była odwrócona na bok. W uszach brzęczało mu od uderzenia, ale nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Jego policzek był spuchnięty, a kąciki ust wciąż poplamione krwią po ugryzieniu Mo Xi. Właściwie nie do końca rozumiał, co mówi Mo Xi.
Poczuł tylko lekki ból w sercu.
Wydawało się, że wiele lat temu zawsze bał się usłyszeć te słowa od mężczyzny stojącego przed nim.
Czy wiesz, jak bardzo jesteś brudny?
Czy wiesz, kim jesteś?
Jak mógłbyś być godzien?
To było tak, jakby zawsze był przygotowany na to, że Mo Xi powie mu te słowa. Mimo, że jego pamięć została skradziona, instynktowna obrona i powodowany przez nią piekący ból wciąż tam były.
Mo Xi wziął głęboki oddech, rozluźnił uścisk i powiedział cichym głosem:
— Wynoś się. Nie chcę cię więcej widzieć.
Jedwabna wstążka została zdjęta, a na jego czole nadal widniał śmieszny czerwony ślad. Gu Mang poruszał ustami, próbując coś powiedzieć, ale w końcu nie mógł nic powiedzieć. Spojrzał tylko w milczeniu na Mo Xi czerwonymi oczami i wspiął się na brzeg basenu, poobijany i wyczerpany.
Tak, nigdy nie był w stanie z nim konkurować… nigdy nie był w stanie konkurować z nikim.
Rzadko czegoś chciał, a mimo to traktowano go w ten sposób.
Przed opuszczeniem gorących źródeł Gu Mang odwrócił się, by spojrzeć na Mo Xi, który trzymał niebiesko-złotą, jedwabną wstążkę.
— Przepraszam… — powiedział cicho. — Przepraszam. Ale…
Ale naprawdę czuję, że ta sprawa jest dla mnie bardzo ważna.
Ja naprawdę…
Mo Xi nie odwrócił się.
— Wynoś się — powtórzył ochrypły, głosem.
…
Gu Mang wiedział, że nie ma nic więcej do powiedzenia. Przygryzł zakrwawioną wargę, spuścił głowę i powoli wyszedł z dziedzińca.
Kiedy Li Wei zobaczył, jak Gu Mang pojawia się w głównej sali, był tak zszokowany, że nie mógł nawet mówić. Gospodarza Li nie można winić za ignorancję. Naprawdę nie wiedział, co się stało. Nie wiedział, że Gu Mang założył szatę Mo Xi i szedł powoli w mroźną zimową noc.
Jak wędrująca dusza.
Jak dziki duch.
— Gu Mang… Hej, Gu Mang! — zawołał go, ale kiedy Gu Mang usłyszał jego głos, zatrzymał się tylko na chwilę, a potem kontynuował spacer ze spuszczoną głową do swojego małego gniazda.
Li Wei szybko podszedł, by go zatrzymać.
— Co robisz? Dlaczego nosisz konfucjańską szatę[1] Pana? Czy wiesz, jak ważna jest ta szata? Czy wiesz…
— Wiem. — Gu Mang w końcu otworzył usta. Jego mózg został uszkodzony. Kiedy był smutny, nie mógł ułożyć spójnego zdania. W ogóle nie mógł się wypowiedzieć. Starał się jak najlepiej wyrazić, ale wszystko, co mógł zrobić, to wycisnąć przez zęby kilka chropowatych słów. To wydawało się takie śmieszne, takie głupie. — Ja…mogę…zrozumieć. Spróbuję……zrozumieć…
Noc była zbyt zimna. Przemoczone ubranie przykleiło się do jego ciała, a kiedy wiał wiatr, było zimno. Nie wiedział, jak długo chodził boso, ale kiedy podniósł twarz, by spojrzeć na Li Wei, jego usta były blade i drżały.
— Chcę… chcę zrozumieć… chcę pamiętać… — Gu Mang z bólem zakrył głowę. — Ale nie mogę… nie wiem, gdzie popełniłem błąd… ciągle się mylę… ciągle się mylę… Dlaczego…traktują mnie w ten sposób…
Li Wei był oszołomiony.
Co…co się działo…?
Dlaczego miał czerwony ślad na twarzy, krew między ustami i zębami i mówił w ten sposób?
— Powiedziałem ci, żebyś się wykąpał, pobiegłeś do gorących źródeł?!
Gu Mang nic nie powiedział, a jego usta były mocno zaciśnięte.
— Oszalałeś?! To jest miejsce, w którym Pan się kąpie. Czy nie mówiłem ci, że ma obsesję na punkcie czystości? Czy wiesz, jaka jest twoja pozycja? Czy wiesz, jak bardzo...
Gu Mang wydawał się bać ponownego usłyszenia tego słowa z czyichś ust i nagle zadrżał. Chwycił Li Wei za rękę i przerwał mu. Starał się zachować kamienną twarz, jak wilk alfa próbujący odzyskać godność po krwawej porażce.
Ale kiedy zamrugał swoimi niebieskimi oczami, były w nich łzy.
— Tak… wiem. Jestem brudny. W przyszłości już się nie spotkam. Ale… — Jego rzęsy zatrzepotały. Nagle jego ciałem wstrząsnął szloch.
Nie wiedział nawet, dlaczego był taki smutny.
Przykucnął i zwinął się w małą kulkę. Po tylu latach wygrywał, przegrywał, był lojalny i zdradzany, ale nadal nie mógł zmienić swojej skromnej natury. Poza ciałem pełnym blizn i światem pełnym zbrodni, wciąż nie miał nic. I tak doznałby najboleśniejszego upokorzenia, gdyby choćby dotknął wstęgi symbolizującej krew męczenników.
— Nie rozumiesz, nie rozumiesz…Powinienem mieć… to moje…
Li Wei był kompletnie zagubiony. Chociaż był trochę plotkarzem i miał niewyparzoną gębę, jego serce zawsze było ciepłe. Nie żywił bezpośredniej nienawiści do Gu Manga. Kiedy więc zobaczył, jak ten nieszczęśliwy człowiek zwija się przed nim i nagle zaczyna płakać, nie wiedział, co powiedzieć.
Był niespokojny ie mógł się powstrzymać przed zapytaniem Gu Manga:
— Co powinieneś mieć?
Ale Gu Mang nie potrafił tego jasno wyjaśnić.
Nie pamiętał tej wstążki, co oznaczała, co symbolizowała.
Wiedział również, że to zdenerwuje Mo Xi, ale nie rozumiał, dlaczego tak go to boli.
— Co jest twoje? — zapytał Li Wei bezradnie. — Każde źdźbło trawy i każde drzewo w rezydencji Xihe należy do Pana. Nawet ja, nawet ty, wszyscy należymy do Pana. Co ty i ja możemy mieć? — Westchnął i poklepał Gu Manga po ramieniu. — Wstań, idź szybko i przebierz się z tych ubrań. Jeśli inni ludzie zobaczą cię w konfucjańskiej szacie urzędnika pierwszej rangi, rezydencja Xihe będzie miała z tobą kłopoty.
Gu Mang wrócił do „gniazda”, które zrobił z podartego materaca. Nie zależało mu na tej szacie. Wszedł i zdjął wszystkie te ubrania, przebrał się w swoją jedyną pomiętą bawełnianą szatę i wszystko Li Wei.
Li Wei wziął ubrania i początkowo chciał powiedzieć mu jeszcze kilka słów, ale widząc go w takim stanie, poczuł, że naprawdę nie wie, co powiedzieć. Mógł tylko westchnąć, odwrócić się i wyjść.
— Na szczęście są dwa komplety ceremonialnych szat… w przeciwnym razie byłyby kłopoty… — mamrotał po drodze.
Gu Mang usiadł w ciemnym pokoju. Łapacz Ryżu obudził się i podszedł. Jakby wyczuwając jego smutek, szturchnął go ciepłą głową i polizał go po policzku.
Gu Mang przytulił go do siebie.
— Nie uważasz, że jestem brudny. Mam rację?
Pies machnął ogonem i położył łapy na jego nodze.
Gu Mang otworzył oczy w ciemną noc. To był pierwszy raz, kiedy poczuł niechęć i ból, odkąd odzyskał przytomność. Ale nie wiedział, o co chodzi z tymi dwoma uczuciami. Czuł, że sprawiają, że czuje się bardzo nieswojo, jakby był chory. To był ból gorszy niż przy biciu.
Gu Mang zamknął oczy i dotknął głowy Łapacza Ryżu.
— Nie sądzę, żebym był brudny.
— Wof!
— Jesteśmy braćmi i mamy tutaj jedzenie. — Gu Mang potarł jego chłodny i wilgotny nosek, — Więc to tylko trochę boli. Mogę to znieść. W porządku.
— Woof!
Gu Mang przycisnął dłoń do piersi.
— W porządku, ten mały ból, mogę to znieść… mogę to znieść…
Kiedy się przyzwyczaisz, ból minie.
Wytrzymaj, a wszystko się skończy… wszystko się skończy.
Następnego ranka Mo Xi pchnął drzwi i wyszedł z sypialni.
Był już przebrany w ceremonialną szatę. Każdego roku mieszkańcy rezydencji z utęsknieniem czekali na ten dzień. Uważali, że Lord Xihe wyglądał szczególnie przystojnie i energicznie, gdy miał ją na sobie.
Ale w tym roku, kiedy przyszedł do sali, służący, którzy tam czekali, byli nieco zaskoczeni, gdy go zobaczyli.
Lord Xi Najwyraźniej nie spał całą noc. Wyraz jego twarzy był bardzo zły, a w jego oczach można było dostrzec nawet lekki ślad irytacji. Usiadł przy stole. Li Wei przygotował już naczynia. Jak zwykle nie chciał być ekstrawagancki. Były tam dwa parowary z kluskami do zupy, miska zapiekanej owsianki rybnej, talerz słodko-kwaśnej chrupiącej ryby, marynowana rzodkiewka w occie, marynowana na zimno paproć w oleju sezamowym, kryształowe tofu i talerz kolorowych przekąsek.
Mo Xi siedział przez chwilę przy stole i nic nie jadł.
— Panie? — odezwał się niepewnie Li Wei.
Mo Xi spojrzał na puste miejsce naprzeciwko niego i nic nie powiedział. Po chwili nabrał trochę owsianki do miski. Mo Xi zjadł trochę, a potem przestał jeść, jakby nie miał apetytu. Spojrzał na Li Wei i powiedział:
— Najwyższy czas. Musimy iść do Wschodniej Bramy i przygotować się do wyjścia. Ty… — przerwał, a potem powiedział sztywno: — Zawołaj go. Pójdę pierwszy.
Li Wei zgodził się, ale w głębi serca myślał, że Gu Mang musiał wczoraj zrobić coś, co rozgniewało Pana.. Zgodnie z pierwotną intencją Xihe-Juna, chciał powierzyć Gu Mangowi stanowisko osobistego strażnika, aby mógł mieć go cały czas na oku.
Ale teraz Mo Xi nie wydawał się tym przejmować i nie chciał widzieć Gu Manga. Został przypadkowo wrzucony do gwardii honorowej, o ile nie sprawiał kłopotów pod nosem Xihe-Juna.
Czy Mo Xi mógł być taki zły tylko dlatego, że Gu Mang wszedł do gorącego źródła?
Serce Li Wei biło jak bęben, ale nie śmiał zgadywać. Był bystrym człowiekiem i doskonale wiedział, że są rzeczy, których poznanie byłoby bardziej bolesne niż niewiedza.
Ciekawość nie była najbardziej nieznośną rzeczą na świecie.
Dochowywanie tajemnic było.
Li Wei utrzymywał mentalność, że woli być głupcem, i odrzucił te niewytłumaczalne, dzikie i fantazyjne myśli na dno swojego umysłu. Zgodnie z rozkazem udał się na tylny dziedziniec i zawołał Gu Manga z jego „gniazda”.
Gu Mang słuchał jego rozkazów i nie robił problemów. Bycie upośledzonym umysłowo miało też swoje zalety. Po nocy bardzo się uspokoił. Kiedy usłyszał, jak Li Wei mówi mu, żeby poszedł z gwardią honorową, zrobił to bez żadnych sprzeciwów.
Jednak Li Wei nie czuł się swobodnie. Po doprowadzeniu go do dał kilka instrukcji kapitanowi straży, a następnie podał mu butelkę z lekiem.
— To uspokajające lekarstwo przepisane przez mistrza Jianga. Myślę, że Pan będzie patrzył, jak je pije, ale może tak nie być. W każdym razie ty tu rządzisz. Jeśli Gu Mang tego nie wypije, wepchnij mu to do gardła. To nie jest żart.
Kapitan straży zgodził się i wziął butelkę.
Następnie grupa wyruszyła.
Komentarze
Prześlij komentarz