Rozdział 59
“Obudzone wspomnienia”
“Starszy Bracie, naucz mnie?”
Gu Mang nagle otworzył swoje niebieskie oczy, które błyszczały od wilgoci w ciemnej nocy.
W namiocie było bardzo cicho. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała gwałtownie, a plecy były mokre od potu. Słyszał bicie własnego serca w nocnej ciszy.
Przełknął ślinę. Co to był za sen?
Ostatni obraz w jego głowie przedstawiał Mo Xi naciskającego na niego i ssącego jego usta. Wrzące gorąco było zupełnie inne od zwykłej, zimnej postawy mężczyzny. Niemal czuł emocje wylewające się ze snu, pokrywające niebo i ziemię, oraz jego całego.
Ale jakie to były uczucia? Nie rozumiał. Czuł tylko, że emanowały z nich niesamowity żar i przerażająca wytrwałość. Niemal czuł zacierającą się granicę pomiędzy jawą a snem, sprawiając, że jego serce biło dziko, a krew się gotowała.
To było zbyt słodkie i zbyt niebezpieczne.
Gu Mang podświadomie podniósł rękę, aby dotknąć ust, po czym się odwrócił.
Zobaczył Mo Xi siedzącego na krześle obok łóżka i śpiącego z twarzą odwróconą na bok. Jego twarz wyraźnie różniła się od twarzy młodzieńca ze snu.
Nie był już taki młody i naiwny. Nie był już taki lekkomyślny.
Nie był już nawet taki szczery.
Czas nie odebrał mu pięknych rysów twarzy, ale pozbawił frywolności i naiwności młodzieńczego wyglądu. Gu Mang spojrzał na niego i przypomniał sobie, że kiedy spotkali się po raz pierwszy, Mo Xi powiedział: „Znaliśmy się wcześniej”.
Gu Mang wcześniej nie traktował tych słów poważnie, ale teraz nagle poczuł się zagubiony. Znali się kiedyś, prawda?
Wydawali się być bardzo blisko. Obejmowali się i śmiali razem, tarzając się po łóżku. W tamtym czasie Mo Xi był jak worek ryżu i nie przeszkadzało mu to, że był brudny.
Czy to wszystko było prawdziwe…?
I ostatnia rzecz — intymność warg stykających się z wargami.
Nie wiedział, co to znaczyło, ale kiedy pomyślał o tym uczuciu, zrobiło mu się gorąco na sercu. Był naprawdę ciekawy, co to za uczucie i co stało się dalej, po tym jak ich usta się zetknęły.
Bardzo chciał wiedzieć, ale po przebudzeniu ze snu nie mógł sobie przypomnieć.
Jasne, niebieskie oczy Gu Manga zamrugały. Naprawdę nie mógł tego rozgryźć. W końcu wyciągnął rękę.
Wahał się przez chwilę, po czym z ciekawością dotknął opuszkami palców wąskich ust Mo Xi.
Jak dziwnie. Dlaczego były takie zimne? Nie były tak gorące jak we śnie.
A może ten sen był fałszywy?
Zanim zdążył dokończyć swoje myśli, zobaczył, jak Mo Xi budzi się pod wpływem jego dotyku. Jego rzęsy zatrzepotały, kiedy otwierał powoli oczy..
Mo Xi prawdopodobnie nadal pogrążony był w głębokim śnie. Jego wzrok był nieobecny i przez chwilę patrzył na Gu Manga. Kiedy spuścił wzrok i zobaczył, jak Gu Mang dotyka jego ust, poczuł, że wciąż śni.
Westchnął cicho, niemal ze smutkiem. Ujął dłoń Gu Manga, uniósł ją do ust i delikatnie pocałował.
— Shixiong… znowu śniłem o tobie…
Miękkie i chłodne usta Mo Xi otarły się o wierzch jego dłoni. Spuścił głowę i wydawało się, że się dusi.
Gu Mang patrzył na niego pustym wzrokiem. Odkąd się poznali, ta osoba nigdy nie była tak miękka i delikatna. Patrząc na niego w ten sposób, Gu Mang nie wiedział dlaczego, ale nagle zabolało go serce.
Dlaczego to tak bardzo bolało?
Ta osoba wczoraj go uderzyła i powiedziała, że jest brudny.
Ale on po prostu czuł, że coś jest nie tak. Czuł, że ich serca nie były takie. Ta dwójka… nie powinna… nie powinna taka być…
Gu Mang zawahał się przez chwilę i powiedział cicho:
— Śniłem o tobie.
Mo Xi poczuł się oszołomiony i powoli podniósł wzrok.
Mgliste uczucie wywołane światłem świec i długą nocą zaczęło znikać. Ciemne oczy Mo Xi stopniowo skupiały się i stawały jasne.
Gu Mang bezradnie patrzył, jak zmieszanie i czułość w jego oczach znikają. Pojawił się natomiast szok i ból.
Nagle puścił rękę Gu Manga.
Mo Xi obudził się.
Nagle wstał i przez chwilę patrzył na Gu Manga. Jego twarz była pełna różnych kolorów, ale nie odezwał się od razu. Złapał się za czoło i zamknął oczy. Po chwili zacisnął.
— Przepraszam, nie bierz tego poważnie. Nie miałem teraz jasności umysłu, ja…
— Śniłem o tobie — przerwał mu Gu Mang.
Mo Xi prawdopodobnie myślał, że mówi o czymś nieistotnym, więc nie dbał o to. Widząc, że Gu Mnag nalegał, aby o tym porozmawiać, zapytał:
— O mnie?
Gu Mang usiadł na łóżku i spojrzał na mężczyznę przed łóżkiem, który był znacznie wyższy od niego. Jego wzrok błądził bez wstydu po ustach Mo Xi i w końcu padł na jego oczy.
Kiedy śniłem, uśmiechałeś się.
— …
— Kiedy śniłem o Tobie, nie byłeś tak smutny jak teraz.
— …
— Nazwałeś mnie “shixiong”.
Źrenice Mo Xi nagle się skurczyły. Jego palce drżały. Trzymał tył głowy Gu Manga, zmuszając go, aby na niego patrzył.
— Co… powiedziałeś? — głos Mo Xi gwałtownie drżał.
— Wciąż jesteś młody. Ja też jestem młody. Razem w namiocie. — Gu Mang pomyślał przez chwilę i powiedział cicho: — Masz dwadzieścia lat, będę ci towarzyszyć.
Twarz Mo Xi była przerażająco blada.
Gu Mang cicho wypowiadał zdania, które zapamiętał.
— Będę ci towarzyszył, gdy będziesz młody i niepoważny, będę ci towarzyszył, gdy będziesz miał dwadzieścia lat.
Nagle poczuł się tak, jakby piorun uderzył w jego ciało, a mięśnie i kości drżały. Krew zdawała się uderzać mu do głowy. Fale były tak silne, że obraz przed jego oczami stał się czarny, a kończyny lodowate. Oczy Mo Xi były przerażająco jasne, ale jego wyraz twarzy był przerażająco ciemny. Zdawał się być rozdarty.
Czy Gu Mang pamiętał? Czy to było pierwsze wspomnienie Gu Manga, które do niego powróciło?
Przypomniał sobie tę noc, gdy miał dwadzieścia lat, kiedy ryzykowali powszechne potępienie i zrobili coś takiego.
— Będę ci towarzyszyć.
Mo Xi cofnął się o krok. Nie spodziewał się, że zostanie zaskoczony i usłyszy te czułe i delikatne słowa z tamtych czasów.
Myślał, że już nigdy w życiu tego nie usłyszy… Myślał, że już nigdy w życiu tego nie usłyszy! Musiał polegać na swoich żałosnych wspomnieniach, aby stłumić ból wynikający z niemożności zdobycia w życiu tego, czego chciał.
Dlaczego Gu Mang to powiedział?
Słodkie słowa przeszłości były jak ciężki młot, uderzając go w serce tak mocno, że niemal podświadomie się pochylił. Ten niezniszczalny człowiek został pokonany przez te proste słowa do tego stopnia, że nie mógł już dłużej wytrzymać. Usiadł z powrotem na krześle i ukrył twarz głęboko w dłoniach. Nie mógł powiedzieć ani słowa.
Słowa Gu Manga złamały mu serce.
Gu Mang spojrzał na niego. Początkowo chciał zapytać, czy to naprawdę był sen. A może w końcu przypomniał sobie trochę przeszłości? Ale widząc obecny stan Mo Xi, niezależnie od tego, jak bardzo go to nie obchodziło, zrozumiał.
To było prawdziwe.
Naprawdę mieli taki czas, ale został porzucony w przeszłości, kiedy byli jeszcze młodzi i nieustraszeni.
Tej nocy Mo Xi w pośpiechu opuścił namiot, jakby uciekał.
Wydawało się, że przez następne dwa dni Mo Xi celowo go unikał.
W przeszłości jego twarz wyrażała pogardę, ale teraz wyglądało na to, że nie wiedział, jak spokojnie stawić mu czoła. Gu Mang chciał zapytać kilka razy, ale Mo Xi nie chciał zostać z nim sam na sam. Zawsze, gdy go widział, odchodził.
Mo Xi naprawdę nie wiedział, jak stawić czoła Gu Mangowi. Nie wiedział, ile Gu Mang pamiętał. Czy pamiętał tylko pierwszą połowę tamtej nocy, czy też pamiętał wydarzenia, które miały miejsce później? Chciał zapytać, ale nie miał odwagi.
Poza tym po co pytać?
Ich związek był już do tego stopnia zepsuty i nie było sposobu, aby to naprawić. Dlaczego miałby zbierać fragmenty ciepła i powiększać swój smutek? Nadal miał na głowie wstążkę. Jak mógł zapomnieć krwawą waśń pomiędzy Gu Mangiem i Chonghua?
Po drodze nie rozmawiali. Trzeciego dnia w końcu dotarli do Otchłani Przywoływania Dusz.
Była to otchłań ze szczeliną w ziemi. Nie można było zobaczyć, gdzie się zaczynała, ani gdzie się kończyła. Na dnie otchłani płynął wartki prąd, płynący ze wschodu na zachód. Kiedy przybyła armia, był już świt. Wschodzące słońce przebiło ciemną noc, uroczyście wznosząc się zza horyzontu. Olśniewające, ale nie rażące złote światło rozproszyło się nad krainą Jiuzhou.
Cesarz opuścił armię na pięknym koniu. Jego strzemiona były złote, a długa szata przebijała śnieg. Za nim ruszyli jeden po drugim wszyscy dostojnicy i słudzy. Wschodzące słońce oświetlało złote krawędzie ich szat, nadając im wygląd niebiańskich członków rodziny królewskiej, majestatycznych i imponujących.
— Trzymaj ofiarny lotos — zaintonował Mistrz Ceremonii.
Sługa każdego szlachcica podarował latarnię i wręczył ją swemu panu. Latarnie te reprezentowały poświęcenie każdej rodziny szlacheckiej. Mistrz każdej rodziny trzymał ją obiema rękami i podążał za cesarzem do Otchłani Przywoływania Dusz.
Murong Lian, Yue Juntian, Mo Xi… zlachcice Chonghua wystąpili jeden po drugim. Ich szaty były szafirowoniebieskie ze wzorem nietoperza, śnieżnobiałe ze wzorem topora, czystej czerni ze wzorem węża…
Uroczysta szata każdego mistrza była niezwykle ekstrawagancka i uroczysta. Tylko jeden rodzaj ciemnego wzoru wyhaftowanego na plecach wystarczył, by zachwycić innych. Co więcej, ci szlachcice, którzy sprawowali najwyższą władzę, byli ustawieni w jednym rzędzie. Ich szerokie szaty i szerokie rękawy powiewały na wietrze. Złote krawędzie rękawów mieniły się wspaniałym światłem.
— Uklęknijcie! — powiedział Mistrz Ceremonii
Słudzy uklękli za nimi jak przypływ, tworząc złotą falę o różnych kolorach.
— Rzućcie latarnie!
Mo Xi i pozostali umieścili latarnie na skraju otchłani. W jasnym świetle latarni spadały bardzo powoli, zatapiając się w otchłań.
Mistrzowie rodów szlacheckich również klękali kolejno na jedno kolano. Głos uwielbienia rozbrzmiewał w tym rozległym i pustym świecie.
W przeszłości był syn, który zginął od miecza.
Jego krew wsiąkła w piasek i trudno było przywrócić kości.
Ten szkielet jest nadal tak piękny jak jadeit.
To ciało śmiało się ostatniej nocy.
Serce Jun Yi, przekażę dalej szlachetnego ducha Jun Yi.
W dniu, w którym bohaterskie dusze powrócą do ojczyzny,
Nie ma na świecie miejsca, które nie byłoby zielone.
Rozległ się głos pieśni ofiarnej. Niezliczone iskrzące i półprzezroczyste plamy światła unosiły się z Otchłani Przywołania Dusz. To były pozostałości świadomości zmarłego, które rozprzestrzeniły się na świat.
Pod wpływem kultu starych przyjaciół polecieli w stronę bezkresnego złotego światła.
Gu Mang patrzył na tę scenę, słuchał ciągłego śpiewu i patrzył, jak latarnie toną. Dusze klanu Yue, klanu Mo, klanu Murong… wszystkie zostały zapamiętane przez ludzi. Były one wielokrotnie przywoływane w Pieśniach Przywołania Duszy i wyryte w ich sercach.
Ale to, co utkwiło mu w sercu, zdawało się, że to jakieś inne imiona.
Nie pamiętał, ale w tej chwili obmyły jego serce jak fala. Te imiona, większość z nich nie była wspaniała. Były bardzo pospolite. Niektóre zawierały nawet tylko nazwisko z liczbą. Z imion można było wywnioskować poczucie niższości.
Było ich tak wiele, że ze smutkiem utkwiły mu w uszach. Jak martwe, bezimienne pionki, wzywające go z dna otchłani, besztające go, narzekające na niego.
Gu Mang, Gu Mang.
Powiedziałeś, że jeśli nazwiemy cię bratem, wyprowadzisz nas z piekła.
Że przyprowadzisz nas do domu… Nadasz nam imię…
Ale kłamałeś.
Nawet ty nie pamiętasz, jak się nazywamy, nawet ty nie pamiętasz, kim jesteśmy… Połamane kończyny zgniły, zielona krew wyschła… Nic nie zostało.
Czy istnieje latarnia duszy należąca do bezimiennych męczenników? Poprowadź nas z powrotem do starej krainy, którą kiedyś chroniliśmy, aby zobaczyć, gdzie są starzy przyjaciele, góry i rzeki na powierzchni.
Gu Mang… Gu Mang…
Nazywam się… Nazywam się…
W uszach mu szumiało, a oczy zrobiły się czerwone. Gu Mang nie mógł oddychać. W oszołomieniu zobaczył niezliczoną ilość martwych ludzi wypełzających z otchłani. Te rozmazane twarze zbliżały się do niego.
— Gu Mang? — Ostatnią rzeczą, jaką zapamiętał, był kapitan straży stojący obok niego, który wołał cichym głosem.
Chciał odpowiedzieć, ale gardło miał tak spuchnięte, że nie mógł wydać żadnego dźwięku. To te wszystkie imiona, których nie mógł sobie przypomnieć, dławiły go i domagały się życia.
W oszołomieniu usłyszał ogłuszający ryk. To był jego własny głos, przebijający się przez powietrze z gęstego dymu wojny.
Idźcie! Ci, którzy nie umarli, powstańcie!
Mówcie mi Gu Mang. Tym, którzy umarli, postawię pomnik. Tycj, którzy żyją, przyprowadzę do domu!
Idźcie!
Ten głos ociekał krwią, przeszywając głębię jego serca. Miał poczucie winy, czuł ból. Czuł smutek i niechęć, że nie jest w stanie spełnić swojej obietnicy.
Gu Mang podniósł rękę i z bólem złapał się za czoło. W uszach mu szumiało. Upadł z rozdzierającym bólem głowy, tracąc przytomność.
Komentarze
Prześlij komentarz