Rozdział 60

 

“Trudno jest wrócić”


Tym razem Gu Mang był nieprzytomny przez pięć lub sześć dni, zanim się obudził. Przez te pięć czy sześć dni miał niejasne wrażenie, że leży w powozie. Światło słoneczne przeświecało przez jasnozielone zasłony, a Mo Xi zmęczony strzegł go przez cały ten czas.

Potem przywołał rozproszone wspomnienia. Niektóre z nich były związane z Mo Xi, inne to zamazane twarze żołnierzy. Śmiał się i żartował. Kubki z winem brzęczały i wino rozpryskiwało się wszędzie.

Od czasu do czasu słyszał słowa „Generał Gu”. Następnie usłyszał ciche westchnienie Mo Xi , który nazywał go “shixiong”.

W jego snach przywoływała duszę ofiarna pieśń śpiewana przez Mistrza Ceremonii. 


W przeszłości był syn, który zginął od miecza. 

Jego krew wsiąkła w piasek i trudno było przywrócić kości. 

Ten szkielet jest nadal tak piękny jak jadeit. 

To ciało śmiało się ostatniej nocy. 


Tak, wydawało się, że wczoraj zgromadziły się wokół niego te kości nad Otchłanią Przywołania Dusz. Obserwowali, jak wskazuje rzeki i góry, słuchali jego pełnych pasji słów, słuchali, jak mówił, że niewolnicy też mogą mieć ambicje i przyszłość.

Te pełne szacunku, pełne pasji i ufności twarze… Dlaczego nie pamiętał ich wyraźnie? Te imiona, które tak bardzo próbował wyryć w swoim sercu. Te nazwiska, na które nikt by nie zwrócił uwagi w morzu ludzi. Dlaczego ich nie pamiętał?

Zapomniał o wszystkim.

Ale winy nie dało się zatrzeć. To niemal zmiażdżyło mu serce.


Lojalne serce Jun Yi, szlachetny duch Jun Yi, 

Bohaterski duch Jun Yi, bohaterski duch Jun Yi.

Dzień, w którym bohaterski duch powraca do swojej ojczyzny…


Nie miał odwagi dalej słuchać.

Dzień, w którym bohaterski duch powróci do ojczyzny… Jednak on sam nie mógł już wrócić. Jego bracia nie mogli wrócić. Wszyscy byli bezimiennymi, wędrującymi duchami. Odcięto im głowy i nie mogli znaleźć drogi do domu.

Klatka piersiowa bolała go tak bardzo, że nie mógł oddychać. Bracia, których tak bardzo starał się zapamiętać, rozrywali mu pierś. Jego serce było o krok od rozdarcia na kawałki.

Przypominał człowieka, który zaraz utonie w stosie martwych dusz. Skulił się i krztusił szlochem.

Nie nienawidźcie mnie… Dałem z siebie wszystko… Naprawdę… Naprawdę się starałem…

Błagam was.

Błagam o wybaczenie… Błagam, abyście w następnym życiu nie wstępowali do wojska. Mam nadzieję, że urodzicie się w rodzinie królewskiej i spędzicie życie polując na bażanty i ujeżdżając konie… Błagam, abyście w następnym życiu nie pracowali pod dowództwem generała takiego jak ja… Jestem zbyt tchórzliwy, zbyt naiwny, zbyt głupi, naprawdę jestem zbyt głupi. To ja spowodowałem waszą śmierć. To ja nie byłem wystarczająco silny i doprowadziłem do waszej śmierci…

Błagam was.

Płakał, widząc poruszające się cienie we śnie i nagle w tych cieniach ujrzał postać człowieka.

Wysoki, ekstrawagancki, zbuntowany i zawsze błyskotliwy.

Ten człowiek odwrócił się i uśmiechnął do niego.

Serce Gu Manga nagle zapłonęło, a z gardła wypłynęło zapomniane imię. Ukląkł w krainie snów i krzyknął na swojego zmarłego brata.

— Zhanxing!

Lu Zhanxing uśmiechnął się i nic nie powiedział. Mrugnął tylko do niego, odwrócił się i zniknął w pędzącym tłumie. Gu Mang chciał go dogonić. Chciał go zatrzymać. Bardzo chciał z nim porozmawiać.

Ale jak każda martwa dusza, Lu Zhanxing również w końcu zniknął. Zalała go wielka przestrzeń ponurej ciemności. Podczas tej przytłaczającej nocy cicho śpiewano pieśń Chonghua, w żałobie po duszach, które nigdy nie powrócą.


W przeszłości był syn, który zginął od miecza. 

Jego krew wsiąkła w piasek i trudno było przywrócić kości. 

Ten szkielet jest nadal tak piękny jak jadeit. 

To ciało śmiało się ostatniej nocy…


Gu Mang uklęknął we śnie na ziemi, zwinięty w kłębek, a jego gardło było ściśnięte. Wzywał swoich przyjaciół, swoją armię oraz swoją determinację i entuzjazm młodości.

Nagle ktoś złapał go za rękę, dotknął jego włosów, westchnął cicho, aby go pocieszyć i szepnął mu do ucha: „

— Nie płacz, Gu Mang, nie płacz.

Nie wiedział, kim była ta osoba, ale czuł, że ta dłoń była taka ciepła i silna.

Trzymając go, miał wrażenie, że chce wypłynąć na brzeg z martwego morza swojej duszy.

Gu Mang zakrztusił się. Trzymał obcą dłoń i niejasno czuł, że lekki zapach skóry był tak znajomy. Wystarczył, by zaufał.

Więc mocno chwycił tę dłoń, mocno splótł pięć palców i zawołał: 

— Oni nie mogą wrócić, nie mogą wrócić!

Ze względu na swoje pochodzenie.

Jego ludzie, jego żołnierze, w końcu nie otrzymali nic.

W dniu, w którym bohaterskie dusze wróciły do rodzinnego miasta, nie było na świecie miejsca, które nie byłoby zielone.

Nie mogli wrócić.

— Dlaczego nie zostawiłeś mnie w spokoju… — Gu Mang gorzko zapłakał. Trzymał rękę tak, jakby trzymał ratującą życie pływającą trawę. — Dlaczego zmusiłeś mnie do tego kroku… Dlaczego… dlaczego…

W tym śnie ta osoba również mocno trzymała jego dłoń.

Ściskała ją tak mocno.

To było tak, jakby używał tej mocy, by szeptać coś, o czym nie będzie mógł już nigdy więcej rozmawiać.

Nadal masz mnie.

Nadal masz mnie…

Będę z tobą.

W ten sposób Gu Mang śnił aż do piątego dnia, kiedy usiłował obudzić się ze snów o przeszłości.

Jego rzęsy zatrzepotały i powoli otworzył oczy. Wrócili z Otchłani Przywoływania Dusz.

Leżał na dużym łóżku przykryty grubym kocem z lisiego futra. Dostrzegł jasne niebo za oknem i trzaskający węgiel w palenisku.

To była rezydencja Xihe.

Wrócił do rezydencji Xi He.

Gu Mang wstał i podniósł rękę, aby odgarnąć zasłonę. Przez chwilę siedział w oszołomieniu na dużym łóżku. Pocił się, a smutne uczucie ze snu nie zniknęło. Patrzył prosto na płonący węgiel, mamrocząc imię, które sobie przypomniał.

Zhanxing.

Lu Zhanxing.

Pamiętał, że to był jego brat, ale nie pamiętał niczego więcej, na przykład tego, jak się poznali, ani jak Lu Zhanxing w końcu odszedł. Jego mózg był jak gąbka, z której odsączono wodę, z której nie dało się już nic wycisnąć. I postacie we śnie.

Jego armia.

Miał kiedyś armię, prawda?

Gu Mang podtrzymał swoją bolącą głowę i usiadł na skraju łóżka. Po raz pierwszy poczuł się tak zdezorientowany i przygnębiony.

Kiedy siedział tak, oszołomiony, drzwi pokoju nagle otworzyły się ze skrzypieniem.

Li Wei przyszedł z lekarstwami i przekąskami. Kiedy zobaczył Gu Manga trzymającego się za głowę i siedzącego w oszołomieniu, powiedział ze zdziwieniem: 

— Och, nie śpisz.

— Tak — szepnął Gu Mang.

— Skoro już nie śpisz, wypij lekarstwo. — Li Wei podszedł do niego z drewnianą tacą. – Oto dwie miski, jedna na obniżenie gorączki, a druga na uspokojenie serca.

Gu Mang zerknął na dwie miski z gęstym lekarstwem, ale jego uwagę przyciągnął mały, seledynowy talerz leżący obok nich.

Na porcelanowym talerzu znajdowały się dwa kawałki różowych ciasteczek kwiatowych. Różowa, kleista mąka ryżowa i skórka były błyszczące i miękkie, owijając w środku nadzienie z pasty fasolowej.

Li Wei zobaczył, jak wpatruje się w dwa ciastka z kwiatami i uśmiechnął się.

— Pan kazał mi je przygotować. Twoje ciało było zbyt słabe przez ostatnie kilka dni i wymiotowałeś za każdym razem, gdy wypiłeś lekarstwo. Możesz je zjeść, aby zniwelować gorzki smak lekarstw.

— Pan? — Gu Mang był zaskoczony. — …Mo Xi?

Uśmiech Li Wei zniknął, a on spojrzał na niego karcąco.

— Bezczelny. Jak śmiesz wymawiać imię Pana? — Potem powiedział: — Chodź, weź lekarstwo.

Gu Mang nie miał zbyt wiele energii, aby się z nim targować, a sen nie rozwiał się zupełnie. Jego serce było w rozsypce, więc posłusznie wziął lekarstwo. Jedna miska była wyjątkowo gorzka, a druga niezwykle ostra. Zacisnął nos i wypił je oba. Kiedy skończył, włożył do ust ciastko.

Pewnie po to, żeby ułatwić mu przełykanie, ciastka z kwiatami były niezwykle miękkie.. Rozpływały się w ustach, bez konieczności żucia.

Gu Mang zjadł jednego, oblizał wargi i podniósł głowę.

— Gdzie on jest? — zapytał.

Li Wei był zaskoczony. 

— Kto?

— Nie ma go tutaj?

Li Wei w końcu zdał sobie sprawę, że Gu Mang pytał o miejsce pobytu Mo Xi. Nie mógł powstrzymać się od złości i rozbawienia, po czym zbeształ go: 

— Co masz na myśli mówiąc „on”? Nazywaj go Panem Xihe-Junem. Ile razy uczyłem cię zasad? — Przerwał, i zapytał z zaciekawieniem: — Dlaczego pytasz, czy Pan tu jest? Szukasz go?

Gu Mang skinął głową. 

—- Dam mu połowę ciasteczek.

Li Wei zaśmiał się.

— Pan nie lubi jeść takich rzeczy. Dlaczego chcesz mu dać połowę?

— Ja… — Gu Mang zastanawiał się przez chwilę. Odkąd przypomniał sobie ceremonię, pomyślał o Mo Xi i zawsze w jego sercu pojawiało się niewytłumaczalne uczucie. — Mieszkam u niego, więc dam mu to, na co zasługuje.

Li Wei potarł brodę.

— Jak dziwne, czy może to być spowodowane hierarchią stada wilków? Czy wilki próbują zyskać przychylność alfy?

Zanim zdążył dokończyć mamrotanie, usłyszał za sobą zimny głos. 

— Jaki wilk alfa?

Li Wei odwrócił się i zobaczył, jak Mo Xi ubrany w czarny mundur wojskowy otwiera drzwi i wchodzi.

— Ah…haha, nic. Mistrz wrócił z porannego zgromadzenia? Dosyć wcześnie — powiedział zmieszany.

— Już prawie Nowy Rok, więc jest dość spokojnie. — Mo Xi zerknął na Gu Manga, który siedział na skraju łóżka, i nie odwracając głowy, powiedział do Li Wei: — Wyjdź, chcę z nim chwilę porozmawiać sam na sam.

Rzeźbione drewniane drzwi otworzyły się i zamknęły, a Li Wei wyszedł.

Mo Xi podszedł do łóżka Gu Manga, przysunął krzesło i usiadł.

Gu Mang z wahaniem otworzył usta. 

— Ty…

Zanim zdążył dokończyć, Mo Xi podniósł rękę i dotknął jego czoła. To było naprawdę dziwne, miał już wcześniej dużo fizycznego kontaktu z tym mężczyzną. Mo Xi dotykał jego twarzy, przyciskał go do łóżka, do ściany… dotknięcie jego głowy było niczym. Dlaczego nagle poczuł, jak organ w jego klatce piersiowej gwałtownie drży?

Właściwie był trochę zdenerwowany.

— Nie masz już gorączki. — Mo Xi nie zauważył niewielkiej nieprawidłowości w zachowaniu Gu Manga. Opuścił rękę, a jego wyraz twarzy był równie zimny i obojętny jak zawsze. — Powiedz. O czym śniłeś w ostatnich kilku dniach.

— Nie… — powiedział niepewnie Gu Mang.

— Lepiej mnie nie okłamuj — powiedział Mo Xi. W tym czasie Gu Mang zauważył cienie pod oczami Mo Xi, najwyraźniej spowodowane zbyt małą ilością snu. — Byłem przy tobie przez ostatnie kilka dni. Mniej więcej słyszałem. co mówisz przez sen.

Gdy Mo Xi skończył mówić, odwrócił swoją zimną i białą twarz bez wyrazu w bok, czekając na odpowiedź Gu Manga.

Gu Mang pomyślał przez chwilę.

— Nie wiem. To tylko kilka trywialnych rzeczy — powiedział.

Mo Xi nie powiedział ani słowa. Wydawało się, że robi wszystko, co w jego mocy, aby coś powstrzymać i stłumić, ale ta powściągliwość i stłumienie osiągnęły punkt krytyczny i nagle nie dawał już rady.

Nagle podniósł wzrok i jego ostre spojrzenie przeszyło serce i płuca Gu Manga, jakby chciał oderwać kości i ciało tej osoby i położyć je przed jego oczami. Przez chwilę patrzył na Gu Manga jak myśliwy, po czym nagle zacisnął zęby i powiedział:

— Słyszałem, jak wołałeś jego imię.

— …

To zdanie Mo Xi zostało niemal wyciśnięte z jego ust, z nieopisaną niechęcią i nienawiścią.

Gu Mang nie wiedział, czy to złudzenie, ale wyczuwał w nim nutę zazdrości.

— Nadal nie możesz o nim zapomnieć. Nadal nie możesz zapomnieć Lu Zhanxinga — powiedział Mo Xi ponuro. — Mam rację?


----------------------


Cnotka Mo: Nadal nie możesz o nim zapomnieć. Nadal nie możesz zapomnieć Lu Zhanxinga.


Gu Mang: Nie, czy pierwsza pierwszą osobą, o której pomyślałem, nie byłeś ty?


Cnotka Mo: Nadal nie możesz o nim zapomnieć. Nadal nie możesz zapomnieć Lu Zhanxinga.


Gu Mang: …Pierwszą osobą, o której pomyślałem, byłeś ty, okej?!


Cnotka Mo: Nadal nie możesz o nim zapomnieć, nadal nie możesz zapomnieć Lu Zhanxinga.


Gu Mang: Kurwa!!! To mój przyjaciel, okej?! Nie pozwalasz mi pamiętać innych ludzi???


Cnotka Mo: Nadal nie możesz o nim zapomnieć, nadal nie możesz zapomnieć Lu Zhanxinga.


Gu Mang: …Dobra, zapomnij o tym. 

Komentarze