Rozdział 64
“Powiązania”
Latarnie wisiały w pawilonie Feiyao w malowniczym nieładzie. Były zrobione z bambusa i papieru i wyglądały jak rzeka gwiazd płynąca w długą noc. Drobny śnieg szeleścił i padał w jaskrawym świetle latarni, pokrywając cienką warstwą cynobrowe, rzeźbione balustrady.
Dwie kobiety stały w świetle latarni. Jedna z nich miała na sobie czerwoną sukienkę haftowaną w motyle. Uśmiechała się słodko i coś mówiła. Druga ubrana była w jasnożółtą sukienkę haftowaną w kwiaty śliwy i bambus. Stała przy cynobrowej balustradzie i patrzyła na niewielką latarnię w kształcie ryby.
Chociaż stracił pamięć, Gu Mang niemal natychmiast rozpoznał, że tą drugą kobietą była Murong Mengze.
Właśnie teraz, w głównej sali, wyczuł, że wyraz twarzy Mo Xi był inny niż zwykle. Znał Mo Xi od tak dawna, ale nigdy nie widział go tak uważnego wobec kogokolwiek. Gu Mang uważał wówczas, że ta legendarna „księżniczka Mengze” powinna być niezwykle piękną kobietą. Ale teraz, widząc ją w świetle padającego śniegu, poczuł, że używanie słowa „piękna” do opisania tej osoby wydawało mu się zbyt płytkie.
Figura Murong Mengze nie była wybitna, ale kobieta była wysoka i elegancka, emanowała poczuciem wiosny i śniegu. Latarnie oświetlały jej delikatną, białą twarz, emitując blask. Nie wspominając już o jej białej szyi przypominającej jadeit, która rozciągała się od kołnierza jak łodyga kwiatu. Smukła szyja dodawała jej jeszcze bardziej eleganckiego wyglądu.
— …Mengze.
Murong Mengze odwróciła si, zaskoczona. Potem uśmiechnęła się i powiedziała:
— Ach, bracie Mo. Dawno się nie widzieliśmy.
Kobieta w czerwieni obok była jej osobistą pokojówką, Yue-niang. Yue-niang dygnęła przed Mo Xi z uśmiechem.
— Pozdrowienia dla Pana Xihe.
Mo Xi podszedł do Mengze.
— Dlaczego tu stoisz? Nie jest Ci zimno?
— Właśnie wróciłam z Pałacu Gorących Źródeł. Takie piękne latarnie pojawiają się tylko raz w roku. — powiedziała Mengze z uśmiechem. — Jest w porządku.
Ponieważ to powiedziała, Mo Xi nie wiedział, jak ją przekonać. Ale w tym momencie nagle ktoś wyciągnął rękę i dotknął jej ucha.
— Wracajmy. Na zewnątrz jest zimno.
Ciało Mengze było bezcenne. Nikt nie odważył się jej tak obrazić. Podświadomie cofnęła się o krok. Ale kiedy zobaczyła, kim jest osoba stojąca za Mo Xi, jej wyraz twarzy się zmienił.
— Generał Gu…
Jako były żołnierz Chonghua, który najlepiej zdobywał serca dziewcząt, Gu Mang nadal żywił w kościach pewną czułość wobec kobiet. Dlatego chociaż był w pewnym stopniu niezadowolony, że Mo Xi był tak blisko tej kobiety, nadal był uprzejmy.
— Śnieg pada bardzo mocno. Twoje uszy są czerwone od zimna.
Murong Mengze zabrakło słów.
Mimo, że wiedziała już o sytuacji Gu Manga, zanim wróciła, nadal nie mogła zaakceptować bycia tak blisko tego zdrajcy.
Yue-niang była osobą porywczą. Nie mogła znieść, że ktoś obraził jej panią.
— Ty zdrajco, jak śmiesz dotykać moją panią swoimi brudnymi rękami? — powiedziała ze złością. — Gdyby nie ty…
— Wystarczy. — Murong Mengze przerwała jej cicho. — Nie mów więcej.
Yue-niang zacisnęła usta.
— Księżniczko, dlaczego zawsze jesteś taka miła… Czuję się przez ciebie skrzywdzona!
— O jakich bzdurach mówisz? — powiedział cicho Mengze, ale z pewną godnością. — Yue- niang, przestań się wygłupiać. Wejdź do środka i rozgrzej się.
— Tak jest… — Yue-niang zgodziła się niechętnie. Ale zanim wyszła, spojrzała gniewnie na Gu Manga. Jej policzki były nadęte ze złości.
Murong Mengze odesłała Yue-niang i odwróciła się do Mo Xi.
— Czy on… mieszka teraz w twojej rezydencji?
Było oczywiste, kogo miała na myśli. Mo Xi chrząknął znacząco.
Murong Mengze spuściła powieki i westchnęła.
— Nie chcę zbyt wiele mówić. Jesteś osobą, która doznała kontuzji. Jest kilka rzeczy, na które musisz zwrócić większą uwagę.
— Wiem.
Gu Mang nie do końca rozumiał znaczenie słów Mengze. Uważał tylko, że powinna być dobrą osobą, skoro nie pozwoliła, aby ta zaciekła dziewczyna nadal go molestowała. Przypadkowo kwiat śliwy spadł z boku jadeitowego stołu i wylądował na włosach Mengze. Więc Gu Mang wyciągnął rękę, żeby go zdjąć…
Jednak zanim jego dłoń zdążyła dotknąć Mengze, została chwycona przez Mo Xi.
— Na jej głowie jest kwiat… — powiedział Gu Mang.
Przerwał mu Mo Xi. Jej głos był spokojny.
— To jest księżniczka. Ukłoń się.
— Zapomnij o tym — powiedziała Mengze. — Jego umysł jest uszkodzony. Nie ma znaczenia, czy salutuje, czy nie.
Gu Mang nic nie powiedział. Jego niebieskie oczy poruszały się w lewo i prawo. Spojrzał na Mengze, a potem na Mo Xi. W końcu powoli opuścił głowę.
— Chciałem tylko pomóc…
…
Mo Xi postanowił zakończyć rozmowę.
— Wróć do głównego holu. Mam jej coś do powiedzenia.
Ona ją przegoniła, a on przegonił jego.
Więc był taki sam jak Yue-niang. Czy oboje mieli zostać odesłani?
Gu Mang spojrzał na Mo Xi i Mengze, nic nie mówiąc. Po chwili w milczeniu się odwrócił.
Zawsze był delikatny i tolerancyjny wobec dziewcząt. Zachowywał się tak, zanim stracił pamięć. Teraz nie zmienił się zbytnio.
Zawsze uważał, że są słabe, delikatne i piękne. Zasługiwały na najlepszą ochronę. Był mężczyzną. Powinien dawać im to, co najlepsze i być wobec nich uprzejmy.
Dlatego czuł, że Mo Xi miał rację. Mengze była księżniczką. Była bardzo wybitną kobietą. Zasługiwała na szacunek i opiekę.
A on był brudny. Był niewolnikiem. Naprawdę nie powinien był jej dotykać.
Ale z jakiegoś powodu zrobiło mu się bardzo smutno na sercu. Kiedy wrócił do głównej sali, potarł zaczerwienione od zimna palce i zakrył uszy… W tej chwili w głównej sali było wielu gości, ale kiedy się rozejrzał, nie dostrzegł żadnych znajomych twarzy.
Ta sytuacja sprawiła, że Gu Mang poczuł silne poczucie bezradności. To było jak porzucenie psa na pustyni. Instynktownie zawrócił, szukając Mo Xi, jedynej godnej zaufania osoby, na której mógł polegać. Ale w chwili, gdy się odwrócił, zdał sobie sprawę, że to Mo Xi go odesłał.
Nie miał dokąd pójść. Mógł więc jedynie stać przy drzwiach balkonu i patrzeć na dwójkę ludzi w świetle latarni.
Pod latarniami Mo Xi opuścił głowę i przemówił do Mengze. Mengze nie przestawała się śmiać. Czasami kaszlała. Później Mo Xi zdawał się ją o coś pytać. Mengze zakryła usta i zakaszlała. Potem potrząsnęła głową.
Gu Mang nic nie słyszał, ponieważ byli zbyt daleko. Ale rysy Mo Xi były głębokie. Wyraźnie widział jego wyraz twarzy.
Mo Xi najwyraźniej westchnął. Następnie zdjął mundur wojskowy i podał go Murong Mengze.
Osobiście nie ubrał Mengze ani nie zrobił nic innego. Ale z jakiegoś powodu, kiedy Gu Mang zobaczył tę scenę, nagle zabolało go serce.
Zmarszczył brwi i przycisnął dłoń do serca… zanim zdążył zorientować się, co to za emocja, przez jego umysł przemknęły niektóre dziwne słowa.
„Shixiong, naprawdę cię lubię”.
To był głos Mo Xi. Te słowa były tak młode i szczere, jak we śnie.
„Jego Wysokość mianował mnie Lordem Xihe. W przyszłości nie muszę patrzeć na twarze innych ludzi. Zrobię, co ci obiecałem. Chcę być z tobą”.
„Gu Mang, dam ci dom. Poczekaj na mnie, dobrze?”
"Uwierz mi…"
Serce bolało go coraz bardziej. To było tak, jakby cierń zapuścił korzenie i wrósł w nie, a potem nagle zostały wyrwane.
Słowa w jego uszach nie ucichły, ale piękno przed nim stało się parą.
Ciało Gu Manga zgięło się w bólu. Złapał framugę drzwi balkonowych i opuścił głowę, żeby złapać oddech.
Nie do końca rozumiał znaczenie tych słów, które nagle sobie przypomniał. Nie pamiętał także przyczyny i skutku tego wydarzenia.
Ale ten ból…
A jego uczucia w tamtym czasie były wyraźnie wyryte w jego kościach. Do tego stopnia, że nawet jego oddech stał się nieco nieregularny.
Podświadomie czuł, że ten ból nie pojawił się bez ostrzeżenia. Zupełnie jakby już w przeszłości jakiś głos przepowiedział, że ten dzień nadejdzie. Wyglądało to tak, jakby nigdy nie traktował poważnie obietnicy Mo Xi.
Chociaż przyszłość, którą opisał mu Mo Xi, była tak dobra, młody człowiek w jego pamięci zdawał się w jednej chwili obiecać całe swoje życie, swoje serce, swoją pasję i całą swoją miłość.
Gu Mang miał wrażenie, że kiedyś chciał w to uwierzyć.
Kiedy pomyślał o bólu, cierpieniu i strachu, chciał trzymać Mo Xi za rękę. Chciał rzucić ostrożność na wiatr i wierzyć w niego i kochać go, nie przejmując się niczym.
Ale kiedy nadszedł koniec, nadal się bał.
Mo Xi był dumnym synem boga, potomkiem szlachty Chonghua, potomkiem czterech pokoleń generałów.
A on był tylko małą postacią. Ta miłość była zbyt ciężka. Nie mógł tego znieść.
Wiedział, że pewnego dnia Mo Xi dorośnie. Zrozumiałby, że uczucia do niego były tylko chwilowym impulsem w jego młodości. Życie było bardzo długie. Osoba, która mogłaby mu towarzyszyć przez resztę życia, nie byłaby nędznym i skromnym niewolnikiem.
Ale nie wydawało się, żeby wtedy zwierzył się z tych słów Mo Xi. Ale teraz sobie przypomniał – okazało się, że wtedy się bał.
Wydawało się, że gdyby to powiedział, przegrałby zbyt dotkliwie. I tak nie miał zbyt wiele. Nie mógł stracić serca.
Jego serce mogło nie mieć większego znaczenia dla arystokratów. Mogliby go skrzywdzić, bawić się nim, porzucić, a nawet zmiażdżyć na proszek.
Jednak dla niego to maleńkie serduszko było wartością całego jego życia.
Gdyby Mo Xi mógł go pokochać…mógłby stracić głowę i grać z nim w tabu.
Ale nie mógł sobie pozwolić na to, żeby go kochać. Choć nie chciał się do tego przyznać, życie takie właśnie było. Nie mógł uniknąć prawdy, po prostu zamykając oczy.
Jego życie było za krótkie.
Nie mógł sobie pozwolić na danie Mo Xi tego, czego chciał.
Najlepszą dla niego pozycją było stanięcie na skraju sceny, w ciemnym i niepozornym kącie. Mógł przyjrzeć się romansowi, który nie miał z nim nic wspólnego.
Wtedy mógłby się uśmiechnąć…
Ale Gu Mang nie mógł się uśmiechnąć. Niejasno wiedział, że powinien się uśmiechnąć. Chronił go głęboko zakorzeniony instynkt. Ale przecież nie był już Gu Mangiem z przeszłości.
Nie mógł się uśmiechnąć.
Odwrócił głowę. Nie odważył się spojrzeć na sytuację na tarasie. Odwrócił się i podbiegł do krawędzi stołu bankietowego. Stał tam i uspokajał bijące serce.
Po pewnym czasie na bankiet przybywało coraz więcej osób. Gu Mang, skazany przestępca, stał tam sam. Nieuniknione było, że przyciągał wiele uwagi. Kilka osób, które toczyły krwawe waśnie z Gu Mangiem, wpatrywało się w niego. Gdyby nie to, że znaleźli się w złym miejscu, prawdopodobnie pospieszyliby, żeby zjeść Gu Manga żywcem.
Gdy Gu Mang powoli się uspokoił, poczuł, że coś jest nie tak. Rozejrzał się. Widział tylko zimne i pełne nienawiści twarze. Więc pospiesznie chwycił coś ze stołu bankietowego. Jak szczur, którego wszyscy chcieli pobić, uciekł w pośpiechu. Wreszcie znalazł niepozorny kąt i przykucnął.
Dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że rzeczy, które chwycił, nie były pyszne.
Jego zdolność żerowania była naprawdę okropna. Stół był pełen naczyń, ale on wziął tylko dwa kawałki ciasta z cebulą i sezamem.
Do tego były zomne…
Ale w tym momencie nie mógł być wybredny. Gu Mang opuścił głowę i ugryzł małe kawałki ciastka. Kiedy jadł w ciszy, nagle za nim rozległ się ciepły głos.
— Gu Mang? Dlaczego tu jesteś?
Gu Mang odwrócił się z ciastem sezamowym w ustach. Zobaczył Jiang Yexue siedzącego na drewnianym wózku inwalidzkim. Patrzył na niego z lekko zaskoczonym wyrazem twarzy.
To mężczyzna, który założył mu „naszyjnik”…
Gu Mang odetchnął z ulgą. Ta osoba nie była dla niego złośliwa. Nawet czuł, że jest przyjacielski. Więc ugryzł ciasto i szepnął:
— Wszyscy patrzą na mnie z urazą…
Jiang Yexue wiedział, jakie podejście będą mieli do niego inni ludzie. Westchnął.
— Gdzie jest Xihe-Jun?
— Jest z księżniczką.
— Rozumiem. Nic dziwnego, że zostawił cię w spokoju…
Gu Mang przełknął kęs ciasta sezamowego.
— Dlaczego tu jesteś? — zapytał cicho. — Nie jesteś towarzyski?
Jiang Yexue uśmiechnął się.
— Można tak powiedzieć.
Spojrzał w dal. Yue Chenqing rozmawiał z czwartym wujkiem z uśmiechem. Wyglądał promiennie, lecz Murong Chuyi jak zwykle go zignorował. Miał obojętny wyraz twarzy. Yexue nie wiedział, czy słucha, czy nie.
Gu Mang patrzył na niego przez chwilę przez chwilę, po czym odwrócił wzrok i powiedział:
— Ja też nie jestem towarzyski.
Gu Mang przesunął się, żeby zrobić mu miejsce.
Oboje w milczeniu patrzyli na drobny śnieg za oknem. Gu Mang nagle spojrzał na jego nogi.
— Dlaczego tam siedzisz?
…
— W czasie wojny zostałem ranny. Nie mogę już ustać.
Gu Mang nie odezwał się od razu. Wziął jeszcze kilka kęsów ciasta sezamowego. Nie mógł znieść smaku olejku cebulowego, więc nagle podał ciasto Jiang Yexue.
— Chcesz zjeść?
— …
Po kilku chwilach ciszy Jiang Yexue westchnął.
— Nadal jesteś taki sam jak wcześniej.
Gu Mang lekko rozszerzył oczy.
— Znałeś mnie wcześniej?
Jiang Yexue uśmiechnął się.
— Kto cię nie zna?
— Ja… nie rozumiem — powiedział Gu Mang.
— Znałem cię wcześniej. Ja, ty, Xihe-Jun i Lu Zhanxing często walczyliśmy razem, aby podbić północ i południe. — Jiang Yexue rzucił okiem na ciasto sezamowe w dłoni Gu Manga, gdy mówił. — Lubiłeś też dawać nam rzeczy, których wtedy nie można było zjeść.
Gu Mang spojrzał na niego w oszołomieniu.
— Więc mówisz, że jesteś także moim starym przyjacielem?
— Tak. — powiedział. — Przeszliśmy razem przez życie i śmierć. —Westchnął cicho. — Więc nie mogę cię nienawidzić.
Gu Mang spuścił wzrok.
— Ale Mo Xi mnie nienawidzi.
Jiang Yexue uśmiechnął się delikatnie. Jego czarne oczy patrzyły na nocne niebo z pogodnym i przezroczystym blaskiem.
— Chociaż masz rację, obawiam się, że to on nie chce cię nienawidzić najbardziej na świecie
…
—Naprawdę?
— Tak.
Płatki śniegu na kratce okna zabarwiły się na pomarańczowo w świetle padającym z korytarza.
Jiang Yexue poprawił ubranie na ramionach i przez chwilę podziwiał śnieg z Gu Mangiem.
— W przeszłości naprawdę dobrze cię traktował.
Gu Mang nic nie powiedział.
Głos Jiang Yexue był powolny i głęboki:
— Kiedy byłeś uwięziony, chciał cię uratować, nawet jeśli oznaczało to ryzykowanie życia. Kiedy byłeś poważnie ranny i nieprzytomny, przez kilka dni i nocy nie odchodził od łóżka, aby czuwać nad tobą. Kiedy dostałeś nagrodę, był szczęśliwszy niż wtedy, gdy sam otrzymał zasługę. Kiedy opowiadałeś dowcipy… był takim poważnym człowiekiem, ale siedział wśród żołnierzy i cię obserwował. Kiedy z radością skończyłeś opowiadać dowcipy, on pierwszy się roześmiał. Ale ty nic z tego nie pamiętasz.
W końcu był człowiekiem, który przeszedł przez trudy i przejrzał życie i śmierć. Nie towarzyszyły mu żadne ciężkie emocje. Po prostu spokojnie opowiadał o przeszłości, jakby rozmawiał ze starym przyjacielem.
Zarówno jego ton, jak i wyraz twarzy były lekkie.
Ale Gu Mang wpadł w trans między jego słowami. Zdawało się, że uchwycił jakieś niewyraźne cienie, fragmenty przeszłości — w zatłoczonej i tętniącej życiem tawernie atmosfera była ciepła, a żołnierze hałaśliwi.
Stał na krześle, śmiejąc się i rozmawiając z ludźmi.
Jego pole widzenia zmieniało się szybko. Nie pamiętał wesołych i hałaśliwych twarzy. Ale kiedy podniósł wzrok, zobaczył młodego mężczyznę siedzącego obok szafki z winem.
Jego plecy były proste, a spojrzenie łagodne. Przyglądał mu się uważnie, ponad tętniącym życiem tłumem.
W tym momencie ponownie obudziło się to bicie serca.
I te przysięgi, które właśnie sobie przypomniał. Chociaż w przeszłości nie zdecydował się w nie wierzyć, przynajmniej mógł mieć poczucie, że Mo Xi był szczery, kiedy je wypowiadał…
"Naprawdę cię lubię."
„Dam ci dom”.
"Zaczekaj na mnie…"
Gu Mang zamknął oczy. Przez chwilę nic nie mówił.
— Gdybyś go nie porzucił, nie skrzywdził i nie odwrócił się od niego, nie znienawidziłby cię — powiedział Jiang Yexue. — Chronił cię przez cały ten czas. Był gotowy ochronić cię przed burzą na zewnątrz. Ale dźgnąłeś go prosto w serce.
Serce Gu Manga drżało.
Tak było?
Czy to było tak…
Przypomniał sobie, jak Mo Xi mocno trzymał jego dłoń, przyciskał ją do piersi i szeptał.
„Prawie odebrałeś mi życie”.
— Ludzie są z ciała. Zbyt długo cię chronił. Dał wszystko, co mógł. Jest arystokratą, jednym z wojowników o najwyższym statusie w Chonghua. Jego przodkowie przez pokolenia dokonywali chwalebnych czynów i chwała jego rodziny jest nieskażona. Ale dla ciebie zrobił prawie wszystko, czego nie powinien był zrobić. To ostatnie pchnięcie, które mu zadałeś, sprawiło, że nie był w stanie cię dłużej chronić.
Nikt nigdy nie powiedział takich rzeczy Gu Mangowi. Nawet gdyby ktoś powiedział to kilka lat temu, nie uwierzyłby. Jednak w trakcie kontaktu z Mo Xi Gu Mang przypomniał sobie przeszłość.
Niebieskie oczy Gu Manga zamigotały.
— Dlaczego mi to mówisz?
— Byłem twoim towarzyszem, a także jego — powiedział Yexue. Wahał się przez chwilę, a jego spojrzenie było skomplikowane. — Nie chcę znowu widzieć, jak się nawzajem ranicie.
Gu Mang przez chwilę był oszołomiony.
— Ale był też… także bardzo gwałtowny — powiedział oszołomiony. — Powiedział, że jestem brudny…
— To dlatego, że najbardziej nienawidzi zdrady.
— „Dlaczego on tego najbardziej nienawidzi?
Jiang Yexue milczał przez chwilę.
— Chciałem tylko porozmawiać z tobą chwilę, ale… — przerwał i westchnął. — Zapomnij. Opowiedziałem ci już połowę historii, więc nie ma problemu. Pozwól, że cię zapytam, czy wiesz, jak poświęcił się jego ojciec, Fu Lingjun?
Gu Mang potrząsnął głową.
— To było z powodu zdrajcy — powiedział Jiang Yexue i odwrócił się, żeby na niego spojrzeć. — Fu Lingjun walczył z armią Liao, ale nieoczekiwanie zastępca dowódcy przeszedł na stronę wroga i oblegał obóz. Zdrajca schwytał go żywcem.
Oczy Gu Manga rozszerzyły się.
— I wtedy?
— Aby zadowolić lorda Liao, zdrajca własnoręcznie zabił Fu Lingjuna, odciął mu głowę, zabrał jego duchowy rdzeń i zaoferował je wrogiemu krajowi. Został za to sowicie wynagrodzony — a potem, podobnie jak ty, bezpośrednio otrzymał tytuł generała.
Każde słowo było krwawe i przebijało serce. Ręce Gu Manga lekko drżały.
— Jeszcze bardziej ironiczne jest to, że w liście, którego Fu Lingjun nie miał czasu wysłać, w rzeczywistości pochwalił zdrajcę za lojalność i prawość oraz powiedział, że mając takiego brata, jego rodzina nie musi się martwić. — Jiang Yexue spojrzał na swoje kolana i westchnął. — Powiedział też: “Qiyue nie ma ubrania i dzieli tę samą szatę ze swoim synem.”
— …
— Fu Lingjun oddał swoje życie zdrajcy, ale jego brat nie pozostawił nawet całego ciała dla jego rodziny. Kiedy trumna wjechała do miasta, kości Fu Lingjuna zostały złamane, a jego kończyny oddzielone. — Jiang Yexue odwrócił się i spojrzał na bladego Gu Manga. — W tym roku Mo Xi miał zaledwie siedem lat.
Gu Mang zdawał się dusić i nie mógł powiedzieć ani słowa.
— Gu Mang, czy teraz wiesz, dlaczego Xihe-Jun tak bardzo nienawidzi zdrady? — Jiang Yexue zrobił pauzę. — Zrobiłeś prawie to samo, co morderca jego ojca.
Gu Mang patrzył na niego tępo i poczuł jedynie dreszcz w kończynach.
— Zadaj sobie pytanie, pomyśl o tym. — Jiang Yexue westchnął cicho. — Jakim trzeba być świętym, żeby nie mieć do ciebie pretensji?
Komentarze
Prześlij komentarz