Rozdział 66
“Uwielbienie”
Tej nocy to Mengze odprowadziła Mo Xi do domu.
Pierwotnie nie było to właściwe dla kokoś o jej statusie, ale Mengze i jej brat byli tacy sami. Obaj byli ludźmi, którzy nie dbali o pozory. Gu Mang otworzył dla niej zasłonę powozu i chciał pomóc Mo Xi wejść do powozu. Mengze spojrzała na niego.
— U mnie wszystko w porządku — powiedziała.
— Przepraszam — powiedział z wahaniem Gu Mang. — Nie zrobiłem tego celowo. Chciałem tylko mu pomóc.
Mengze nie była do niego wrogo nastawiona, ale też nie była miła. Spojrzała na niego z lekką pogardą i nic nie powiedziała.
— Pomóc? — zadrwiła Yue-niang. — Masz w ogóle prawo? Ty?
Gu Mang przez chwilę milczał.
— Właśnie dowiedziałem się o kilku rzeczach… Chcę mu to wynagrodzić.
— Wynagrodź to? — powiedziała ostro Yue-niang. — Popełniłeś tak wiele błędów i tyle razy krzywdziłeś innych. Teraz mówisz, że chcesz to naprawić…ale jaki mamy pożytek z twoich żałosnych chęci?! Co możesz zrobić?!
— …
Yue-niang nie poddała się i dalej mówiła:
— Jesteś przeklętym kłamcą! Ty-
— Nie mów więcej. — Mengze podniosła rękę i przerwała jej. Potem odwróciła się i spojrzała na Gu Manga.
W jasnym świetle księżyca twarz Mengze była zimna. Nie znęcała się nad nim, ale jej wzrok nie był przychylny.
— Generale Gu, wiem, że masz dobre intencje, ale proszę, nie przyprawiaj o niepokój Mo-gege. Za bardzo go zraniłeś — powiedziała. — Zostaw go w spokoju.
Nie powiedziała, że sprawiał kłopoty. Mengze nie mogła powiedzieć takich słów, ale Gu Mang już zrozumiał, co miała na myśli. Spojrzał na zranione ramię Mo Xi i przez chwilę milczał. Potem, odwrócił się i poszedł na tył powozu. Mengze i Mo Xi weszli do powozu, a on w milczeniu ruszył za nimi.
Po powrocie do rezydencji, Li Wei, który już słyszał o sytuacji, poprowadził do drzwi grupę służby. Gdy tylko zobaczyli Mengze, pospiesznie uklęknął.
— Podwładny Li Wei składa hołd księżniczce Mengze. Niech księżniczka żyje tysiąc lat!
Choć Mengze nie była panią rezydencji Xihe, prawie wszyscy tak ją traktowali. Z szacunkiem i ciepłem wprowadził ją do domu.
Wszystkie dekoracje w rezydencji Xihe były starannie dobrane. Li Wei był pomógł ułożyć Mo Xi w sypialni. Potem wyszedł, żeby pochlebić Meng Ze:
— Księżniczko, mój pan tak bardzo za tobą tęskni, że zarezerwował dla ciebie specjalne miejsce. Czekałem tylko, aż przyjedziesz.
Mengze westchnęła.
— To po prostu porządny człowiek. Jak mógł przygotować coś specjalnie dla mnie?
— Jak to możliwe? Jako słudzy wszyscy wiemy, jak bardzo pan troszczy się o księżniczkę. — powiedział Li Wei i odsunął w korytarzu krzesło z żółtego palisandru. — Księżniczko, proszę, usiądź i napij się herbaty, zanim wyjdziesz.
Mengze nie odmówiła. Yue-niang uśmiechnęła się i powiedziała:
— Jeśli tak jest, ja również będę musiała niepokoić gospodarza Li.
— To żaden problem! — Li Wei pośpiesznie poprosił służbę o przygotowanie dla Mengze kilku deserów, kandyzowanych śliwek i dzbanka najlepszej herbaty. — Księżniczko, spójrz, ten serwis do herbaty ma tylko dwie filiżanki. Mistrz zazwyczaj lubi korzystać z tego zestawu. W przyszłości powinnaś częściej przychodzić do niego na herbatę i grać z nim w szachy
Mengze spojrzała na serwis z herbatą. Rzeczywiście był to serwis do herbaty dla dwóch osób, wyprodukowany przez Cesarską Manufakturę Chonghua. W zestawie był tylko jeden imbryk i dwie filiżanki. Zwykle używano go do zabawiania bliskich przyjaciół lub par. Cesarska Manufaktura produkowała tego rodzaju standardowy serwis do herbaty, aby zbliżać ludzi. Oznaczało to: „Ty i ja jesteśmy głęboko zakochani i nie ma nikogo innego poza tobą”.
Mengze odwróciła twarz i zakaszlała cicho.
— Gospodarzu Li, nie opowiadaj bzdur. Nigdy nie lubiłam takiej porcelany. Jeśli przekręcisz uczucia swojego pana, ukarze cię.
— Aiyo, w takim razie nie odważę się. Nie odważę się — powiedział Li Wei.
Chociaż to powiedział, uśmiech na jego twarzy nie zmalał. Nietrudno było odgadnąć uczucia dziewczyny. Mengze skarciła go werbalnie, ale w głębi serca uwielbiała słyszeć, że Mo Xi za nią tęsknił i traktował inaczej niż innych.
Kiedy podawał księżniczce herbatę i przekąski oraz rozmawiał z nią, dostrzegł osobę stojącą w ciemnym kącie i w milczeniu obserwującą ich.
Serce Li Wei zabiło mocniej.
Zwykle miejsce Mengze zajmował Gu Mang. Zestaw do herbaty był również używany przez Gu Manga… ale… ale to wszystko dlatego, że Gu Mang nie rozumiał etykiety. Jego pan był zbyt leniwy, żeby się nim opiekować, więc pozwolono mu robić, co mu się podobało. W tym momencie Gu Mang nie sądził, że Mengze okupuje jego terytorium, prawda?
Li Wei miał zamiar znaleźć powód, aby odesłać Gu Manga. Jednakże zobaczył, że Gu Mang przez chwilę wpatrywał się w Mengze, a jego spojrzenie nie było przepełnione nienawiścią, ale smutkiem.
Był jak wilczek, który stracił swoją pozycję i los w stadzie. Po chwili stania odwrócił się i wyszedł.
Wiele rzeczy nie miało znaczenia, gdy się nie rozumiało, ale gdy się to zrozumiało, było jasne, dlaczego inni reagowali w ten sposób. Teraz Gu Mang w końcu zrozumiał, dlaczego Mo Xi był taki niezadowolony, kiedy chciał tam usiąść. Powiedział mu: „To miejsce nie jest zarezerwowane dla ciebie”.
Wilki miały w stadzie swoich podwładnych, podobnie jak ludzie.
Myślał, że miejsce obok Mo Xi jest puste, więc bezwstydnie tam usiadł. Okazało się, że nie. To miejsce było zajęte od dawna. Po prostu właścicielki akurat nie było, więc zatrzymał je dla niej.
To on bezwstydnie zajął miejsce Mengze.
Mógł jedynie poczuć, jak pieką go policzki.
— Wygląda na to, że Gu Mang stał się ostatnio znacznie bardziej posłuszny. — Kilka dni po Nowym Roku Li Wei, stojąc na korytarzu, potarł brodę i patrzył na pilnie pracującą postać. — Nie sprawia kłopotów, nie pyskuje… — Mlasnął językiem, po czym zakończył z uśmiechem: — Lek mistrza Jianga jest naprawdę skuteczny.
Mo Xi kilka razy pytał go, co powiedział mu Jiang Yexue i czy przypomniał sobie coś później, ale Gu Mang nie chciał zbyt wiele powiedzieć.
Aż pewnego dnia po nadejściu wiosny Mo Xi przebrał się w zwykłą białą szatę i powiedział, że udaje się na górę Zhanhun, aby zapalić kadzidło dla swojego ojca. Słysząc to, w oczach Gu Manga pojawił się cień smutku.
Mo Xi zmarszczył brwi.
— Co się stało?
Gu Mang ciężko pracował przez ostatnie kilka miesięcy i teraz jego mowa była znacznie bardziej spójna. Z wyjątkiem kilku słów lub momentów, w których był szczególnie emocjonalny, nie różnił się zbytnio od normalnej osoby.
— Chcę iść z tobą. Mogę? — zapytał.
— Po co?
Gu Mang spuścił wzrok i powiedział cicho:
— Ja też chcę złożyć mu wyrazy szacunku.
Smukłe palce Mo Xi, które poprawiały kołnierz, zatrzymały się. Podniósł wzrok i wpatrywał się w niego, jakby o czymś myślał.
— Przebierz się w białą szatę — powiedział po chwili. — Będę na ciebie czekać w holu.
Wiosną góra Zhanhun była pokryta bujną roślinnością i świeżymi kwiatami. Przenikliwy mróz zimy minął. Ciepłe kwietniowe słońce świeciło nad rzeką, błyszczące i przezroczyste. Od czasu do czasu wśród roślinności przemykały zwierzęta, które właśnie obudziły się z zimowego snu. Oboje, jeden z przodu, drugi z tyłu, w milczeniu weszli na górę.
Aby pokazać swoją szczerość, nie używali mieczy ani magii. Szli krok za krokiem, od podnóża góry do szczytu. Dotarcie na szczyt góry Zhanhun zajęło im ponad godzinę.
Na zewnątrz grobowca stało dwóch strażników. Kiedy zobaczyli Mo Xi, pochylili głowy i zasalutowali, a czerwone frędzle na ich kapturach zaszeleściły.
— Witamy, Xihe-Jun!
Mo Xi skinął im głową i poprowadził Gu Manga do grobowca. Dziedziniec otaczały sosny i cyprysy. Było bardzo cicho, jakby starano si się nie zakłócać wiecznego odpoczynku bohaterów. Nawet ćwierkanie ptaków wydawało się nieskończenie eteryczne. Oboje weszli po długich, białych, jadeitowych schodach. Gu Mang rozejrzał się w lewo i w prawo i dostrzegł jadeitowe nagrobki ze złotymi napisami:
“Klif Yue Feng lorda Han Shana
Bohatera spoczywającego w wiecznym pokoju.”
…
Im wyżej wspinali się, tym wspanialsze były nagrobki i tym więcej wyryto pochwał.
Gu Mang zatrzymał się, gdy mijał ogromny jadeitowy nagrobek. Przed nagrobkiem leżały jeszcze świeże bułeczki gotowane na parze i owoce. Papierowe pieniądze niedawno zostały spalone i nie zostały jeszcze rozwiane przez wiatr. W kadzielnicy cicho paliły się trzy pachnące kadzidła
Nie mógł powstrzymać się od spojrzenia na słowa na nagrobku.
Styl wyrytych słów był pełen wdzięku.
„Siódmy Lord Wangshu, Murong Xuan
Bohater spoczywający w wiecznym pokoju”.
Zauważywszy jego ruch, Mo Xi obejrzał się i powiedział:
— To grób ojca Murong Liana. — Jego wzrok powędrował po ofiarach i kadzielnicy. Westchnął. — Wygląda na to, że Murong Lian niedawno tu był.
To też było dobre. Gdyby Murong Lian i Gu Mang spotkali się tutaj, nieuchronnie doszłoby do bitwy na słowa. Przy tak dużej liczbie spoczywających tu osób, było to niewłaściwe.
Gu Mang przez chwilę patrzył na nagrobek Murong Xuana, a następnie odwrócił się do Mo Xi.
— Gdzie jest grób twojego ojca?
— Na szczycie góry. Chodźmy.
Obaj weszli na szczyt góry. Miasto Chonghua niewyraźnie pojawiło się w morzu chmur. Było tak daleko, że wydawało się tylko snem. Patrząc wstecz, górska ścieżka, z której przybyli, przypominała długą rzekę, łączącą świecki świat u podnóża góry z martwym miastem na szczycie. Na szczycie Góry Duchów Wojny śmierć była o wiele bardziej realna niż życie.
Mo Xi podszedł do nagrobka, który był wysoki na trzy osoby i położył obok niego koszyk z ofiarami.
— Ojcze, przyszedłem się z tobą spotkać.
Górski wiatr rozwiewał jego białą szatę. Szczyt wydawał się być tak blisko Niebios, a wschodzące słońce zdawało się świecić bezpośrednio z góry. Na jadeitowym nagrobku unosiły się złote słowa. Długie rzęsy Mo Xi delikatnie zatrzepotały. W obliczu oślepiającego światła przyglądał się słowom cal po calu.
“Mo Qing Fu Lingjun
Bohaterski duch pogrążony jest w wiecznym śnie.”
Mo Xi uklęknął i zapalił kadzielnicę. Ułożył ofiary jedna po drugiej.
Gu Mang również uklęknął obok niego. Wyciągnął z wahaniem rękę i spojrzał pytająco na Mo Xi. Widząc, że Mo Xi zatrzymał się, ale go nie powstrzymał, wziął trochę papierowych pieniędzy i wrzucił je do pieca.
Płomienie nagle się wzmogły, uwalniając kłąb dymu. Gu Mang zmrużył oczy i cicho zakaszlał.
Mo Xi użył szczypiec, aby przesunąć papier, podpalając je wszystkie. Jeden po drugim zamieniły się w popiół. W jego sercu zapanowało nieopisane uczucie – wiele lat temu miał nadzieję przyprowadzić Gu Manga do grobowca ojca, aby złożyć mu wyrazy szacunku. Chciał, aby jedyny starszy, którego szanował, zobaczył jedyną osobę, której oddał swoje serce.
Ale w tamtym czasie Gu Mang nie był chętny.
Gu Mang zawsze się uśmiechał i odmawiał.
„Nie rób tego. Cóż, w naszym związku, jeśli pójdziemy złożyć wyrazy szacunku wujkowi Mo, na pewno będzie nieszczęśliwy. Będzie cię karcił z niebios za wygłupy.”
Albo mówił niedbale: „Shidi, bądź dobrym chłopcem. Mogę ci towarzyszyć w innych sprawach, ale nie w tym. To zbyt poważne. Twoja żona będzie w przyszłości zazdrosna. Jak mogę sprawić, że dziewczyna będzie smutna?”
Teraz Gu Mang posłusznie poszedł za nim. To było tak, jakby jego długo oczekiwane marzenie się spełniło.
Ale Mo Xi wcale nie był szczęśliwy.
Po spaleniu papierowych pieniędzy Mo Xi westchnął i powiedział:
— Chodźmy.
Gu Mang nie poruszył się. Spojrzał na niego z ukosa.
— Przepraszam — powiedział nagle.
Mo Xi zamarł. Jego wzrok wciąż był utkwiony w nagrobku.
— W Nowy Rok to, co powiedział ci Jiang Yexue, dotyczyło mojego ojca?
— Wiedziałeś?
— Patrząc na twoje zachowanie przez ostatnie kilka miesięcy, nietrudno było zgadnąć.
— Przepraszam — powtórzył Gu Mang.
Mo Xi spojrzał na niego.
Cóż, to był happy end. Chciał złożyć hołd tej osobie jako swojemu ojcu, przyprowadzając Gu Manga. Chciał usłyszeć te przeprosiny i usłyszał. Ale sprawy nie powinny tak wyglądać – ten, który przyszedł złożyć wyrazy szacunku, powinien być jego kochankiem, a nie zdrajcą. Przeprosiny powinny być jasne i niezbyt ignoranckie.
— Naprawdę… naprawdę nie pamiętam, dlaczego cię wtedy zdradziłem — powiedział szczerze Gu Mang. — Ale nie zrobię tego ponownie w przyszłości.
Jabłko Adama Mo Xi podskoczyło. Zamknął oczy.
— Gu Mang, czy myślisz, że między tobą a mną istnieje przyszłość?
Gu Mang nie wiedział, co powiedzieć. Mógł tylko powiedzieć:
— Nie smuć się…
— Dlaczego myślisz, że jestem smutny? — zapytał Mo Xi. — Czasy, kiedy było mi cię szkoda, już dawno minęły. Jeśli chodzi o twoją zdradę… zrobiłeś to dla swoich ambicji i zemsty. Jesteś geniuszem wojny, szaleńcem, który przeraża wroga. Twoim życiowym marzeniem było poprowadzić swoją armię do na szczyt i galopować na polu bitwy. Kiedy słyszysz o wojnie, świecą ci się oczy. Nie lubisz rozlewu krwi , ale wojna cię ekscytuje. Ponieważ to jedyny sposób, aby zmienić swój los. — Mo Xi przerwał i odwrócił się, aby na niego spojrzeć. — Ale ze mną jest inaczej.
— …
— Nienawidzę wojny. Ponieważ ciągle odbiera mi ważne rzeczy, a daje mi tylko osiągnięcia, na których mi nie zależy. Gu Mang, ty i ja byliśmy kiedyś towarzyszami, ale być może nigdy nie podążaliśmy tą samą ścieżką. — Odwrócił wzrok w stronę unoszącego się dymu i powiedział: — Więc cele na końcu drogi prawdopodobnie też są inne.
Komentarze
Prześlij komentarz