Rozdział 69

 

“Od zera”


Kropla rosy skapnęła z liścia cyprysu.

Szerokie rękawy szaty Mo Xi powiewały na wietrze. Stał na sosnowo-cyprysowym zboczu Mauzoleum Bohaterów na Górze Duchów Wojny i patrzył na małą postać, stojącą pośród krętego lasu pomników.

Był już późny wieczór i wszędzie świeciły gwiazdy.

Po konfrontacji z Murong Lianem, Gu Mang naprawdę kłaniał się każdemu grobowcowi na górze. Murong Lian najwyraźniej chciał go jedynie upokorzyć, ale Gu Mang potraktował to jako wyjście. Jego upór był czymś, czego nawet dziesięć wołów nie mogło powstrzymać i chciał to wykorzystać, aby udowodnić swoją determinację.

— Naprawdę zamierzasz to zrobić?

— Tak.

— Nawet jeśli to nic nie zmieni?

— Zmieni — powiedział Gu Mang. — Przynajmniej poczuję się lepiej.

Murong Lian wiedział, że mu się udało, a Mo Xi wiedział, że Gu Mang dokonał wyboru i nie cofnie się.

Później Murong Lian odszedł i Mo Xi też musiał odejść. Gu Mang kłaniał się samotnie na cmentarzu, gdzie ćwierkały ptaki. Później zmęczone ptaki wróciły do lasu. Zaszło słońce i zrobiło się mroźno. W ciszy słychać było jedynie ruch Gu Manga w tym mieście umarłych.

Później Mo Xi zaniepokoił się i sam wrócił na Górę Duchów Wojny. Nie było mu wygodnie pokazywać twarz, więc stanął na sosnowo-cyprysowym zboczu i patrzył na białą postać w oddali.

Gu Mang klęczał przez całą noc, więc Mo Xi przez całą noc stał pod drzewem. Gdy nastał świt, ludzie zaczęli przychodzić, by odwiedzić grobowce, więc Mo Xi spokojnie wyszedł. Miał jeszcze swoje obowiązki, więc nie mógł cały czas przebywać na górze.

Nie było wiadomo, czy Murong Lian celowo podsycał płomienie, ale wieść o Gu Mangu kłaniającym się w Mauzoleum Bohaterów rozprzestrzeniła się lotem błyskawicy. W niecały poranek wieść rozeszła się po całym mieście Chonghua.

— Co ten facet teraz planuje?

— Słyszałem, że nagle doznał oświecenia i poczuł, że w przeszłości zrobił coś złego, więc chce przeprosić.

— Czy on naprawdę ma takie serce? Jest niczym lis w kurniku.

— Może pójdziemy popatrzeć?

Wysocy rangą szlachcice z miasta Chonghua nie mieli czasu, aby udać się na Górę Duchów Wojny, aby obejrzeć przedstawienie. Było jednak kilku niezrzeszonych kultywujących, którzy zwykle nie mieli nic lepszego do roboty. Kiedy usłyszeli o tej sprawie, góra zaroiła się od nich niczym chmara komarów, które wyczuły zapach krwi. Mówili, że zamiatają groby, ale w rzeczywistości chcieli po prostu zobaczyć to całe zamieszanie na własne oczy.

Chociaż ci ludzie nie chcieli bezpośrednio utrudniać życia Gu Mangowi ze względu na Xihe-Juna, nadal było wielu ludzi, którzy w duchu z niego drwili.

A Gu Mang nadal klęczał, podczas gdy oni zakrywali usta rękawami i szeptali do siebie: 

— Naprawdę dobrze klęczy. Kiedy obsługiwał gości w Pawilonie Luo Mei, jego postawa nie była zbyt dobra. Jak stał się tak posłuszny po tym, jak przez pół roku uczył się od Xihe-Juna

— Xihe jest dobry w intrygach”.

— Jeśli mnie zapytacie, wszyscy wiedzą, że Xihe-Jun jest osobą, którą można przekonać rozsądkiem, ale nie można jej zastraszyć siłą. Ten Gu musiał zrozumieć temperament Xihe-Juna, więc udaje skruchę i pretensjonalność; okłamuje wszystkich.

— Rozumiem! To, co powiedziałeś, ma sens. Och, tak, jeśli naprawdę jest tak winny, dlaczego po prostu się nie zabije?

— On rzeczywiście jest kłamcą!

Gu Mang nie zwracał na nich uwagi i wszedł po schodach pośród wskazywania i szeptania. Skłonił się powtarzając słowa, których nauczył go Murong Lian:

— Zdrajca Gu Mang, dziesięć tysięcy zgonów to za mało, aby odpokutować za grzechy.

Powiedział to tak szczerze, jakby to zdanie było klątwą odrodzenia, która może wyprowadzić jego grzeszną duszę z bezkresnego morza goryczy.

Zbyt wielu ludzi go nienawidziło, zbyt wielu ludzi nim gardziło. Walczył w morzu goryczy, ale ludzie na brzegu rzucali w niego kamieniami, każąc mu wracać i się utopić. To był jedyny koniec, na jaki zasłużył w swoim życiu.

Gu Mang powtarzał czynność klękania i kłaniania się w tym przeciwprądzie. Jego czoło tysiące razy uderzyło w twardy i zimny kamień. Jego kroki były ciężkie, a jego ciało obolałe, ale oczy błyszczały jasno, wspierając go, gdy szedł po schodach.

Wygiął kręgosłup i opuścił głowę.

— Zdrajca Gu Mang.

Pobożnie złożył dłonie, od złotego światła nieba i ziemi po bezkresną noc.

— Dziesięć tysięcy zgonów to za mało, aby odpokutować za grzechy.

Trzeciego dnia niebo było zachmurzone, a w mieście Chonghua spadł wiosenny deszcz. Ubrania Gu Manga były cienkie i po długim klęczeniu na chłodnym wietrze i deszczu jego ciało nie mogło już tego znieść. Dłońmi i stopami wspiął się na kolejny kamienny stopień i uklęknął przed pierwszą jadeitową tabliczką. Jego usta poruszały się i chciał coś powiedzieć, ale nie mógł wydobyć z siebie głosu. Deszcz niemiłosiernie padał mu z twarzy.

Podniósł głowę i spojrzał na majestatyczną i uroczystą Tablicę Pamięci Męczenników.

„Siódme pokolenie Wangshu, Murong Xuan, bohaterski duch śpi na zawsze w pokoju.”

Okazało się, że dotarł już do ojca Murong Liana…

Gu Mang spojrzał na rząd majestatycznych złotych słów. Napis na tablicy był tak wyraźny i uroczysty, a on był jak kupa błota, kupa kurzu, zwinięta w kłębek przed bogami. Wargi mu drżały, a gardło, które prawie nie było w stanie wydać żadnego dźwięku, poruszało się. 

— Zdrajca Gu Mang…

Wiosenny grzmot przerwał jego słowa i wydawało się, że rozdarł niebo.

Gu Mang uniósł drżące dłonie, które zdawały się być wypełnione ołowiem i złożył do modlitwy. Potem zamknął oczy i pochylił się, aby się pokłonić.

— …dziesięć tysięcy zgonów to za mało, aby odpokutować za grzechy…

Kolejny grzmot przeciął niebo.

Jakby został roztrzaskany przez siłę grzmotu, Gu Mang po uklęknięciu nie wstał już więcej. Po trzech dniach i trzech nocach kłaniania się, bez snu i odpoczynku, w końcu nie mógł się utrzymać i zemdlał.

Widząc go padającego w opłakanym stanie w deszczu, zwiniętego w kłębek przed grobowcem Murong Xuana ci, którzy pierwotnie przyszli, aby obejrzeć zabawę, byli jak sępy, które wyczuły martwą rzecz, i natychmiast podeszły bliżej, aby popatrzeć. Spojrzeli na mokre i szczupłe ciało. Wiedzieli, że Gu Mang czasem wpadał w szał, więc kiedy Gu Mang się obudził, nie odważyli się być zbyt aroganccy, a ich słowa były przeważnie niejasne. Ale Gu Mang był w tym czasie nieprzytomny i był bardzo zmęczony, więc niektórzy ludzie stali się odważniejsi.

— Ten pies niewolnik powiedział, że szczerze przeprasza, ale upadł słabo, zanim skończył się kłaniać. Naprawdę zemdlał, czy udaje?

— Dowiemy się, kiedy go kopniemy.

Ktoś więc podszedł do przodu i kopnął Gu Manga w blady policzek. Po chwili oczekiwania Gu Mang nadal nie wykonał żadnego ruchu. — On naprawdę zemdlał!

Nagle zrobiło się zamieszanie, jakby w tamie wyrwano dziurę.

— Przecież przyszedł na Górę, żeby się pokłonić, a nie spać!

— On zasługuje na bicie!

Ciekawostką był fakt, że większość ludzi zgromadzonych na Górze Duchów Wojny nie była synami generałów ani potomkami bohaterów. Ci, którzy naprawdę toczyli bezpośrednią krwawą waśń z Gu Mangiem, nie wspinali się celowo na górę przez tak długi czas. Chcieli tylko, aby Gu Mang został ukarany. Gdyby nie mógł zostać ukarany, woleliby nie widzieć tej osoby. Patrzenie na niego wywołało w nich odrazę.

Jeśli chodzi o grupę ludzi, którzy naprawdę mieli zdolności i władzę, taką jak księżniczka Mengze, Jiang Fuli, Yue Juntian i Murong Chuyi, ci arystokraci i zdolni urzędnicy nie mieli zamiaru mieszać się w ten bałagan.

Mówiono więc, że sępy polują razem. Ci, którzy celowo zebrali się na szczycie góry, aby zobaczyć, jak Gu Mang robi z siebie głupca, byli muchami o podobnych charakterach. Większość z nich nie miała żadnych zdolności, a poza tym byli bardzo znudzeni. Oczywiście Gu Mang nie był im nic winien, ale ta grupa ludzi była bardziej emocjonalna niż potomkowie bohaterów i chciała walczyć o sprawiedliwość.

Na tym świecie istniały generalnie dwa rodzaje ludzi, którzy walczyli o sprawiedliwość:

Pierwsza, której trudno było się uspokoić dopóki nie powiedziała, co miała do powiedzenia.

Druga, która tak naprawdę nie miała nic do roboty i szukała kłopotów.

W tym momencie ludzie zgromadzeni wokół Góry Duchów Wojny należała do drugiego rodzaju. Ale oprócz tych ludzi, którzy nie mieli nic do roboty, było też kilku przechodniów, którzy naprawdę przybyli na górę, aby złożyć hołd i zamiatać grobowce. I tak pośród chaosu nagle rozległ się cichy głos dziecka. Był to głos wysoki, dziecinny głos, który brzmiał, jakby miał się zaraz rozpłakać. Nie mogąc już dłużej tego wytrzymać, zaszlochał: 

— Wujku, ciociu, czy możecie… czy możecie przestać go bić…

Ci ludzie się odwrócili. Początkowo nie wiedzieli, której rodziny córka odważyła się im bezpośrednio przeszkodzić. Byli trochę zdenerwowani, myśląc, że to nie może być córka jakiejś szlacheckiej rodziny, prawda? Ale kiedy zobaczyli osobę, która przemówiła, ich wstrząśnięte serca zostały zmiecione szybciej niż fale. W jednej chwili ich twarze wyrażały wściekłość. 

— Changfeng-Jun? Co robi twoja córka?

Okazało się, że dzieckiem, które właśnie przemówiło, była Xiao Lan-er.

Xiao Lan-er również przyszła dziś złożyć hołd swoim przodkom na cmentarzu, ale nie spodziewała się, że spotka ją taka sytuacja.

Odkąd zachorowała, wszędzie ją lekceważono. Nikt nie śmiał się z nią bawić i nikt nie chciał jej słuchać. Poza ojcem nikt nigdy się przy niej nie uśmiechał.

Chociaż zamieniła z Gu Mangiem tylko kilka słów, kiedy spotkali się w rezydencji medyka Jianga, po raz pierwszy od tylu lat zobaczyła taką niewinność. Teraz, gdy zobaczyła, jak jej starszy brat jest tak upokarzany, nie mogła powstrzymać łez.

— Przykro mi, przepraszam — powiedział pospiesznie Changfeng-Jun.

Ale ci ludzie nie odpuścili. Naśmiewali się: 

— Nie ma nic złego w tym, że twoja córka jest wściekłym psem. W rzeczywistości błaga o tę obrzydliwą rzecz.

— Uważaj na zgniłą gębę swojej córki. Może teraz nadal uczęszczać na zajęcia w Akademii, ponieważ było nam cię żal i daliśmy ci szansę. Jeśli nie wiesz, co jest dla ciebie dobre, prędzej czy później odbierzemy jej duchowy rdzeń!

Byli nawet ludzie, którzy mówili sarkastycznie: 

— Changfeng-Jun, nie mów mi, że twoja córka już w tak młodym wieku jest pożądliwa. Czy spodobał jej się ten pies?

Żaden normalny ojciec na świecie nie byłby w stanie tolerować takich obrzydliwych uwag. Ale Changfeng-Jun nie należał do kategorii „normalnych”. Był jeleniem, który został zmuszony do rozpaczliwej sytuacji. Co mógł zrobić w obliczu tygrysa i wilka, który zgrzytał zębami i wysysał jego krew? Nieważne, jak bardzo był zły, aż do tego stopnia, że rozdzierało mu serce i trząsł się ze złości, mógł jedynie mocno stłumić swój gniew.

Chociaż meridiany na jego szyi wyglądały, jakby miały zaraz eksplodować, mógł tylko się uśmiechnąć i podporządkować się.

Mieli rację. Xiao Lan-er nie mogła sobie pozwolić na więcej błędów. W każdej chwili może zostać wyrzucona z akademii.

Changfeng-Jun ukłonił się i przeprosił, biorąc w panice swoją córkę na ręce i wyprowadzając ją z tego kłopotliwego miejsca. Po wyjściu z cmentarza dziewczynka rozpłakała się.

Oparła się o niego i łkała: 

— Ojcze, co złego zrobił ten starszy brat…

Changfeng-Jun pogłaskał ją po włosach. 

— To poważny przestępca, zdrajca stanu. Lan-er, nie mów więcej.

— Czy nie ma sposobu, żeby mu wybaczyć?

— Jego zbrodnie są niewybaczalne. Nie ma sposobu, aby mu wybaczyć.

Łzy Lan-er spadały jak perły z zerwanego naszyjnika. — Ale, ale…

Ojciec niósł ją górską ścieżką. Oparła się na jego ramieniu i patrzyła, jak Gu Mang i grupa ludzi coraz bardziej oddalali się. 

— Ale on… jeśli jego rodzice zobaczą go w takim stanie… jakie to będzie bolesne… — łkała.

Dziecko nie rozumiało spraw świata i nie wiedziało, że Gu Mang już dawno stracił rodziców. 

Jeśli jego rodzice zobaczą go w takim stanie.

Jakie to byłoby bolesne…

Ale Xiao Lan-er nie rozumiała. Gu Mang nie miał rodziców. Bardzo wcześnie stracił rodzinę. Potem stracił braci, stracił armię, stracił chwałę i reputację. Teraz poza błotem na ciele nie miał nic. Nikt nie czułby smutku gdyby umarł. Ludzie klaskali w dłonie z radości z powodu jego bólu.

Nikt by się nim nie przejmował.

A jedyna osoba, która mogła mu towarzyszyć, również była spętana kajdanami losu i statusu. Już dawno straciła wolność.



***



— Xihe-Jun.

W sali Ming Biura Spraw Wojskowych Mo Xi, który zakończył swoje oficjalne obowiązki, przygotowywał się do opuszczenia stanowiska i udania się na Górę Duchów Wojny. W czasie, gdy Gu Mang przebywał na cmentarzu, Mo Xi każdego dnia z największą szybkością zajmował się sprawami wojskowymi. Następnie udawał się na sosnowo-cyprysowe zbocze, aby z daleka strzec Gu Manga.

Ale dzisiaj zatrzymał go posłaniec.

— O co chodzi?

— Pilny raport z Regionu Wschodniego. Jego Wysokość zaprasza do Sali Tronowej na nocną dyskusję.

Mo Xi, który miał właśnie poluzować kołnierzyk swojej wojskowej szaty, zatrzymał się.

Posłaniec był bardzo bystry i od razu wyczuł coś dziwnego.

— Xihe-Jun czy chcesz coś powiedzieć?

— Jaka jest sytuacja w Regionie Wschodnim?

— Kraj Yun zwrócił się do Kraju Liao i kultywował drogę Czarnego Demona. W tajemnicy zgromadzili dużą liczbę żołnierzy Yin. Mieszkańcy trzech małych miasteczek w Regionie Wschodnim zostali wymordowani…

Smukłe i białe palce Mo Xi poprawiły urzędniczą szatę, którą właśnie trochę poluzował. 

— Zgłoś się do Jego Wysokości. Powiedz, że po uporządkowaniu akt żołnierzy Yin natychmiast udam się do Sali Tronowej na dyskusję.

— W takim razie będę czekać na Xihe-Juna.

Tym samym osoba znajdująca się w Sali Tronowej nie spała przez całą noc. 

A osoba w Górze Duchów Wojny była nieprzytomna przez całą noc. Nikt się nim nie przejmował.




*Rankiem czwartego dnia.*


Gu Mang obudził się ze śpiączki.

Otworzył oczy w oszołomieniu. Niebo już się przejaśniło. Leżał w kałuży wody. Wydawało się, że odległe i czyste, błękitne niebo będzie w stanie go dotknąć, jeśli podniesie rękę. Gu Mang poruszył się. Poczuł, że na jego ciele widniało kilka niewytłumaczalnych ran, lecz nie przejmował się tym.

— Ugh… — Pomasował spuchnięty guz na głowie.

Czy upadł, gdy zemdlał?

A może tak mocno uderzył się w głowę, że spuchła…

Nie rozumiał, więc przestał o tym myśleć.

Pozostało tylko kilkanaście rzędów kamiennych tablic. Powoli wstał i nabrał trochę wody z kałuży przed nagrobkiem Murong Xuan. Nie przeszkadzało mu, że była brudna, więc powoli wypił. Następnie wstał na czworakach i nadal uderzał głową o ziemię przed każdym z nagrobków.

Jego umysł był jak czyste niebo po deszczu. Poczuł, że wreszcie można zmniejszyć jego grzechy o jeden cal. Nie zatrzymał się. Kłaniał się duchom. Kłaniał się przeszłości i przyszłości.

Jeden jadeitowy stopień na raz.

Jedna kamienna tablica, jedna martwa osoba.

Mo Xi przyszedł godzinę później. Całą noc spędził w pałacu. Nie spał od ponad czterdziestu godzin. Jego oczy były czerwone. Inni ludzie spieszyli się do domu, aby odpocząć po całonocnej pracy i dokończeniu pracy wojskowej. Wziął śniadanie przygotowane przez pałacową służbę i przybył na Górę Duchów Wojny.

To był już czwarty dzień. Gu Mang modlił się tutaj przez cztery dni. Cztery dni i cztery noce bez snu mogły w przeszłości nie być wielkim problemem dla niego. Generał Gu miał najpotężniejszy duchowy rdzeń. Wystarczyło go wspierać jak pochodnię, która przez długi czas płonęła światłem i ciepłem.

Ale co teraz pozostało Gu Mangowi? Pozostało tylko złamane ciało i rozbita dusza.

Ale nadal musiał się trzymać.

Mo Xi w milczeniu patrzył z daleka na Gu Manga.

Dziewięć tysięcy sto sześćdziesiąta pierwsza tabliczka… dziewięć tysięcy sto sześćdziesiąta druga tabliczka…

Gu Mang wciąż klęczał.

Prawie na miejscu.

Prawie skończył się kłaniać.

W południe Gu Mang w końcu doczołgał się z powrotem do tablicy pamiątkowej ojca Mo Xi. Wyglądał jak mały żebrak, który tarzał się w bagnie. Całe jego ciało było pokryte błotem. Jego twarz była brudna, czoło posiniaczone, a kolana mocno okaleczone. Ale jego oczy były niezwykle jasne. Każdy, kto zobaczyłby te oczy, nie zwątpiłby w jego szczerość i nie zniweczyłby jego nadziei.

Gu Mang pokłonił się ostrożnie trzy razy.

To był koniec.

Odetchnął z ulgą. Zachwiał się i próbował stanąć prosto. Ponieważ zbyt długo klęczał, zaraz po wstaniu upadł na ziemię.

Jednak ból, którego się spodziewał, nie nadszedł.

Nagle zerwał się podmuch wiatru. Ktoś go podtrzymał i objął jego zabłocone ciało. Zapach tej osoby był bardzo słaby, ale Gu Mang znał go bardzo dobrze. Choć osoba ta próbowała zapanować nad rękami, te lekko się trzęsły.

Gu Mang odwrócił głowę i zobaczył twarz Mo Xi.

Mo Xi czuwał w ciemności. Cierpiał, czekając z Gu Mangiem na koniec przeprosin.

Gu Mang spojrzał na Mo Xi, a potem na dłoń Mo Xi, która trzymała jego ramię. Powoli na jego brudnej twarzy pojawił się niemal zrelaksowany uśmiech. Ale jego oczy nagle się wykrzywiły, a gorące łzy spłynęły po jego policzkach.

Gu Mang wiedział, że to zawstydzające. Przetarł niedbale twarz. Chciał coś powiedzieć, ale po powtórzeniu „Zdrajca Gu Mang, dziesięć tysięcy zgonów to za mało” dziesiątki tysięcy razy, jego jabłko Adama tylko podskoczyło. Przez chwilę nie mógł powiedzieć nic więcej. Po prostu patrzył, płacząc i śmiejąc się.

Był zbyt głupi. Jego uszkodzony mózg nie mógł pracować, ale pragnął wyrazić siebie. W zdenerwowaniu Gu Mang podniósł rękę i szturchnął się w pierś.

— Rozumiesz… moje serce? Nie okłamałem cię. — Gu Mang niezdarnie wymawiał każde słowo. Ze wszystkich sił starał się uśmiechać, ale nie mógł powstrzymać łez spływających po policzkach. — Nie skłamałem.

— …

— To prawda… tym razem… to wszystko prawda…

Dusza Mo Xi miała zostać rozdarta na pół przez jego egoizm i nienawiść do swojego kraju. Nie mógł nic powiedzieć. W końcu mógł jedynie w milczeniu wesprzeć Gu Manga swoim ramieniem.

Gu Mang spojrzał na jadeitowe tablice na górskich schodach.

— To wspaniale — wymamrotał. — Skończyłem już klękać…

Na szczycie góry delikatnie wiał chłodny wietrzyk.

— Mogę zacząć od nowa…

W tej chwili każde słowo wypowiedziane przez Gu Manga było jak nóż przecinający serce Mo Xi. Opuścił głowę. Postawił bambusowy garnek z jedzeniem na kamiennej ławce. Garnek ten został nasycony duchową mocą, dzięki czemu smak i ciepło potraw mogły dobrze zostać zachowane w garnku. Wyjął jedzenie z garnka.

Nie patrzył na Gu Manga. Powiedział cicho: 

— Najpierw zjedzmy.

Była owsianka z grzybami i chudym mięsem, wafle ryżowe, duszone mięso dongpo z bogatym, rozpływającym się w ustach sosem, ogórek ze słodkim sosem i kilka miękkich bułeczek gotowanych na parze.

Mo Xi podał mu parę pałeczek.

Gu Mang ich nie wziął. Niezgrabnie wyciągnął brudne ręce i próbował wytrzeć je o ubranie. Stwierdził, że nie da się ich wytrzeć do czysta, więc siedział, pogrążony w myślach.

Mo Xi westchnął. Wyjął czystą chusteczkę i wylał na nią trochę wody. Następnie powiedział do Gu Manga: 

— Podaj mi rękę.

— Jest brudna…

Mo Xi nie powiedział już drugi raz. Po prostu złapał Gu Manga za rękę. Kiedy ich palce się dotknęły, wyraźnie poczuł, jak dłoń Gu Manga drży.

Mo Xi spuścił wzrok i mokrą chusteczką powoli i ostrożnie wytarł dłoń Gu Manga.

W końcu ręka była czysta.

— Jedzmy — powiedział.

Gu Mang spojrzał na gotowane na parze bułeczki i mięso. Był naprawdę głodny. Przełknął i zapytał: 

— Czy mogę nie używać pałeczek do jedzenia mięsa i bułek? — Podniósł rękę, którą Mo Xi właśnie wytarł. — Spójrz, jest czysta.

— … —  Mo Xi spojrzał na nią. Drobne blizny na czystej dłoni były jeszcze bardziej rażące. Odwrócił wzrok i powiedział: — Tylko dzisiaj.

Gu Mang natychmiast skinął głową. Chwycił gotowaną na parze bułkę i ugryzł ją dużym kęsem.

Mo Xi przez całą noc nic nie jadł ani nie pił, ale mimo to tylko patrzył.

— Nikt ci tego nie zabierze.

Odpowiedzią Gu Manga był nieszczęśliwy wyraz twarzy. Nie mógł przestać jeść, a z jego ust pełnych gorących bułek wydobył się pomruk.

Ton Mo Xi złagodniał. 

— Jedz powoli — powiedział cicho.

Z ust Gu Manga wydobył się kolejny pomruk, który utknął w gotowanej na parze bułce i pieczonym mięsie. Jeśli się nad tym zastanowić, minęło o wiele za dużo czasu, odkąd byli sami i spokojni. Przez chwilę Mo Xi bardzo chciał go pogłaskać po głowie, jak dawniej. Jednak po chwili, nie dotykając go, jego ręka opadła.

Ale nawet ten subtelny ruch został zauważony przez Gu Manga. Gu Mang źle zrozumiał jego intencje i zamarł na chwilę. Usta miał wypełnione gotowanymi na parze bułeczkami, a drżącymi rękoma trzymał dwa kawałki mięsa.

Gu Mang zatrzymał mały dla siebie, a duży podał Mo Xi. Jego policzki były nadęte, a niebieskie oczy przejrzyste.

— Czy ty też jesteś głodny?

Komentarze