Rozdział 73
“Piękność o imieniu Chuyi”
Ponieważ Mo Xi tak powiedział, Gu Mang starał się nie myśleć o szczegółach swojego buntu.
Było w tym sporo racji. Oprócz chwili radości, gdy tajemnica została ujawniona, pozostała tylko niekończąca się frustracja. Chciał wieść dobre życie, więc lepiej było być posłusznym.
Po wiosennym polowaniu Mo Xi zaczął być zajęty. Był zawalony papierkową robotą, dzień i noc uległy odwróceniu, a apetyt mu się pogarszał.
Gospodarz Li widział, że był tak pochłonięty swoją pracą, że mógł jedynie zlecić kuchni przygotowanie jedzenia i przyniesienie go do biura. Ale mimo to Mo Xi często zapominał o jedzeniu lub zanim podniósł wzrok znad książki, jedzenie było zimne.
Li Wei nie mógł powstrzymać się od westchnienia.
— Tak jest co roku. Nie mogę przemówić mu do rozsądku. Przez cały dzień nic nie je i pije zimną herbatę. Nawet żelazny żołądek tego nie wytrzyma.To grzech.
Okazało się, że gospodarz Li miał dar przewidywania. Dzień po tym, jak to powiedział, Mo Xi rozchorował się z powodu złej diety.
Chociaż Mo Xi był bezwzględny i morderczy, tylko służba w rezydencji Xihe wiedziała, jak trudno było się nim opiekować, gdy zachorował. Choć nie był delikatny, nie przeszkadzał ludziom i nie lubił traktować swojej choroby poważnie, mieli poważniejszy problem.
Jego codzienne życie toczyło się normalnie, jak zwykle chodził do Biura Spraw Wojskowych i jak zwykle czytał dokumenty. Ale ponieważ nie czuł się dobrze, jego temperament był gorszy niż zwykle i był bardziej wybredny niż zwykle.
Kiedy problemy żołądkowe Mo Xi zaczęły się nasilać, Li Wei udał się do rezydencji mistrza Jianga, aby ten przepisał leki dla jego pana.
— Znowu chory? - zbeształ go Jiang Fuli. — Znowu problemy żołądkowe? Jest tak, odkąd miał czternaście, piętnaście lat. Ciężko pracowałem, aby go wyleczyć. Każdego roku, gdy jest zajęty sprawami wojskowymi, zaczyna zaniedbywać swoje posiłki. Jeśli dalej tak będzie, równie dobrze może zostać nieśmiertelnym. Nie czuje się niekomfortowo, ale czuję, że rujnuje moją reputację! Wynoś się!
Li Wei nie miał innego wyjścia, jak tylko posłusznie kiwnąć głową, obficie się pocąc. Zdobycie leczniczych ziół nie było dla niego łatwe po naganach Jiang Fuli, ale ten ponownie nakazał mu:
— Uważnie obserwuj swojego pana. Powiedz mu, żeby jadł, póki jest gorące, i żeby wypił miskę zupy przed każdym posiłkiem. Jeśli nie posłucha, to w przyszłości nie przychodź do rezydencji Jiang. To cholernie żenujące!
W związku z tym Li Wei poinstruowała kuchnię, aby codziennie przygotowywała zupę dla Mo Xi, aby odżywić jego żołądek.
W tym momencie ujawniła się wybredność Mo Xi.
Pierwszego dnia kuchnia przygotowała zupę z żeberkami wieprzowymi z rzodkiewką, ale Mo Xi nie zgodził się jej wypić.
— Jest zbyt tłusta
Następnego dnia w kuchni ugotowano rosół z gołębia, ale Mo Xi nie chciał go wypić.
— Dziwnie smakuje.
Trzeciego dnia w kuchni ponownie robiono zupę z wątróbki wieprzowej i szpinaku, ale Mo Xi również nie chciał jej wypić.
— Nie znoszę podrobów.
…
Siódmego dnia.
Li Wei wyszedł przygnębiony z gabinetu Xihe-Juna, trzymając garnek pełen grzybów i zupy z kurczaka matsutake. Towarzyszący mu szef kuchni zapytał niepewnie:
— Jak poszło?
— W ogóle tego nie dotknął. Jest skupiony na pracy. — Li Wei przewrócił oczami. — Powiedział, że czuje się niekomfortowo, gdy czuje zapach duszonego kurczaka. Nie ma apetytu.
Szef kuchni był spocony, a jego twarz była blada. Poczuł się skrzywdzony.
— Ale to nie moja wina. Jeśli Xihe-Jun będzie tak dalej postępował, jego apetyt będzie tylko gorszy. Czy mistrz Jiang nie mówił też, że jego żołądek jest w trzech dziesiątych zależny od leków i w siedmiu dziesiątych od odżywiania?
Li Wei westchnął.
— Zgadza się.
Apetyt Mo Xi rzeczywiście ostatnio się pogarszał, ale go to nie obchodziło. Tak czy inaczej, dla niego, nawet jeśli chleb był twardy jak skała, o ile nadawał się do spożycia, nie miało znaczenia, czy był gorący, czy zimny. Jeszcze nie jest za późno na regenerację po tym pracowitym okresie.
Kiedy Li Wei i szef kuchni stali na korytarzu i wzdychali, Gu Mang akurat przechodził obok dziedzińca z torbą ryżu dla czarnego psa. Zobaczył, jak oboje marszczą brwi, i zapytał uprzejmie:
— Co się stało?
Szef kuchni przewrócił oczami.
— Skończyłeś rąbać drewno na opał? Jeśli nie, wróć i zajmij się tym. Zajmij się swoimi sprawami.
— Skończyłem — powiedział Gu Mang.
Szef kuchni chciał coś powiedzieć, ale Li Wei nagle przypomniał sobie, że umiejętności kulinarne Gu Manga nie są złe. Kiedy kilka razy gotował, chociaż Mo Xi go nie pochwalił, zjadał każde danie do ostatniego okruszka.
Ponieważ sprawy osiągnęły już ten stan, równie dobrze mógł spróbować wszystkiego, co mógł. W ten sposób Li Wei z grubsza wyjaśnił Gu Mangowi sytuację Mo Xi.
— Ach…— Po wysłuchaniu Gu Mang rozejrzał się po gabinecie. „Nic dziwnego, że ostatnio jego twarz wyszczupliła się. — Opuścił głowę i powiedział do wielkiego czarnego psa: — Jest nawet szczuplejszy od ciebie.
Worek Ryżu szczeknął dwa razy, jakby był z tego niezadowolony.
Li Wei westchnął.
— Ai, powiedzieliśmy już wszystko, co chcieliśmy powiedzieć, a nawet przygotowaliśmy wszystkie smakołyki. Niestety Pan po prostu nie ma apetytu i nie ma nastroju do jedzenia. — Na koniec zerknął na twarz Gu Manga. — Może ty spróbujesz?
— Ten facet? — Szef kuchni przerwał mu z wyrazem pogardy. — Co ten facet może zrobić?
Jednakże Gu Mang skinął głową.
— Nie może tak dalej głodować — powiedział. — Pozwól mi spróbować.
Gu Mang planował ugotować rybę i potrzebował najgrubszej świeżej ryby. Li Wei powiedział mu, że na wschodnich przedmieściach znajduje się jezioro Kwiatów Brzoskwini. Nie tylko było bogaty w energię duchową, nadawało się do kultywacji, ale hodowane tam ryby były również bardzo delikatne i pulchne.
Tak więc tego popołudnia Gu Mang zabrał czarnego psa na obrzeża miasta, aby łowić ryby.
Znalezienie jeziora Kwiatów Brzoskwini nie było trudne. Kiedy przybył na miejsce, zdał sobie sprawę, że było bardzo odosobnione i ciche. Dzięki niekończącemu się przepływowi energii duchowej kwiaty brzoskwini unosiły się na wodzie przez cały rok, barwiąc niebo i ziemię na czerwono. Chociaż jezioro nie było duże, górskie skały pośrodku jeziora były rozproszone. Wokół jeziora znajdowało się także kilka pawilonów i korytarzy wodnych. Kiedy wiał wiatr, płatki opadały na taflę wody.
— To dobre miejsce — powiedział Gu Mang. — Nic dziwnego, że Li Wei powiedział, że się nada.
Następnie odwrócił się i zapytał psa:
— Chcesz się wykąpać?
Worek Ryżu machnął podekscytowany ogonem i pomknął w stronę jeziora jak strzała opuszczająca łuk.
Była już późna wiosna i jeszcze nie lato, ale słońce stało wysoko na niebie i nadal było ciepło. Gu Mang nie chciał, żeby inni widzieli jego twarz. Pierwotnie nosił kaptur, jednak widząc, że wokół jeziora nie ma nikogo, a łowienie ryb w wodzie w płaszczu jest niewygodne, zdjął buty, skarpetki i płaszcz, podwinął spodnie i wszedł do wody.
— Wof! — Worek Ryżu szczekał podekscytowany i turlał się wokół Gu Manga na płyciźnie, rozpryskując wszędzie wodę.
Gu Mang położył palec na ustach i ostrzegł go:
— Bądź grzeczny, złap trochę ryb dla biednej księżniczki Mo Xi.
Worek Ryżu szczeknął ponownie i pobiegł jeszcze radośniej, wpychając wszystkie ryby na płyciznach do głębokiej wody.
— …
— Wof, woff, woof!
— Jeśli narobisz jeszcze więcej hałasu, zrobię z ciebie psią zupę.
Rzeczywiście, bycie delikatnym nie działało. Tak jak w jego pamięci, musiał być silny.
— Woof… — Pies wyszedł na brzeg z podkulonym ogonem. Następnie otrząsnął się z kropelek wody i usiadł na brzegu, wystawiając język, aby wygrzać się w słońcu. Jego małe oczka spoglądały tam i z powrotem na Gu Manga.
W tym czasie Gu Mang złowił mnóstwo ryb. Chociaż jego moc duchowa nie mogła powrócić do szczytu, ruchy jego ciała były znacznie lepsze niż wcześniej. W krótkim czasie złowił trzy grube karpie.
Jednakże, choć karpie były duże, nie były najlepszym mięsem do gotowania. Gu Mang pomyślał przez chwilę, po czym chwycił sieć i okrążył kilka wysokich skał w jeziorze, szukając ryb w innych częściach stawu. Czasem jego umysł był bardzo sprawny, czasem bardzo przytępiony. Na przykład w tym momencie jego mózg był trochę powolny. Brodził przez wodę i krzyczał:
— Rybo, chodź rybo, chodź rybo.
Ryba w oddali usłyszała hałas i uciekła.
Gu Mang odgarnął zielone wodorosty zwisające z klifu i skręcił za róg.
— Rybo, chodź rybo.
— Kto tam jest?! – Nagle zabrzmiał głos przypominający pęknięty jadeit. Głos był magnetyczny i przyjemny, ale pełen bezwzględności i groźby.
Gu Mang był zszokowany. Instynktownie podniósł głowę, aby spojrzeć w kierunku głosu, ale zobaczył błysk złotego światła. Zaklęcie eksplodowało na wodzie kilka cali przed jego kolanami. W rozmytej wodzie biały cień przemknął mu przed oczami.
Kropelki wody rozpryskiwały się wszędzie wokół. Uspokojenie słupa wody wymagało wiele wysiłku. Gu Mang kaszlał raz po raz, ale słyszał, jak osoba mówi chłodno:
— Spójrz w górę.
Gu Mangotarł twarz z wody, po czym zmrużył oczy i podniósł wzrok. Z jego odzyskanych wspomnień wynika, że osoby, które wpadały w złość, gdy ktoś je podglądał podczas kąpieli, były zwykle niezrównanymi pięknościami. Gu Mang miał czułe serce, więc pospiesznie powiedział:
— Przykro mi, panienko. Nie zrobiłem tego celowo. Przyszedłem złapać…
Zanim zdążył w ogóle powiedzieć „ryba”, zobaczył strumień wody lecący w powietrzu i bez słowa uderzający Gu Manga w twarz.
Gu Mang został zaskoczony i bezpośrednio wrzucony do wody przez niesamowitą siłę „piękna”. Wypluł kilka łyków wody i z trudem wstał.
— Otwórz oczy psa i zobacz, kim jestem — głos piękności był mrożący krew w żyłach:
Chcę zobaczyć, ale mężczyźni i kobiety nie powinni na siebie patrzeć — pomyślał Gu Mang. Lepiej nie patrzeć.
Potem pomyślał: Nie, zaprosiłaś mnie, żebym popatrzył. Jeśli nie będę patrzeć, będę wyglądać na winnego.
Wreszcie pomyślał: co? Dlaczego ten głos…
…brzmi znajomo?
Gu Mang trzymał się śliskiej skalnej ściany i potrząsał mokrą głową jak torbą ryżu. Otworzył swoje niebieskie oczy i spojrzał na duży błękitny kamień w jaskini z kurtyną.
— …
Piękność rzeczywiście była pięknością, ale niestety był to mężczyzna.
…Którego widział już wcześniej.
To był Murong Chuyi…
Murong Chuyi miał ten sam problem co Mo Xi. Nie lubił zdejmować ubrania podczas kąpieli. Lubił nosić szlafrok w wodzie. Pod ciemnymi brwiami jego oczy feniksa były lekko zmrużone. Jego spojrzenie było zimniejsze niż woda w stawie, w którym kwitły kwiaty brzoskwini.
Gu Mang milczał przez chwilę, po czym złożył dłonie w geście szacunku.
— Wielki bracie, przepraszam, że ci przeszkadzam.
— Stój tam — powiedział chłodno Murong Chuyi.
— …Wielki Bracie, czy masz coś jeszcze do powiedzenia?
Murong Chuyi podniósł rękę i wskazał na swoje ubranie. Jego smukłe, białe opuszki palców rozpaliły skupisko ognia. W świetle ognia jego mokre ubranie wyschło w jednej chwili. Murong Chuyi usiadł na niebieskim kamieniu w jaskini i spojrzał na Gu Manga, mówiąc:
— Chodź tutaj. Wszyscy jesteśmy ludźmi. Patrzenie nie szkodzi.
Gu Mang zadrżał.
— Jeśli chcesz, to może…może… — Po długim czasie rozmyślań Gu Mang zapytał: — Więc może zdejmę ubranie, żebyś mógł zobaczyć?
Murong Chuyi spojrzał na niego gniewnie.
— Kto chce cię oglądać? Chodź tutaj.
Gu Mang nie miał innego wyjścia, jak tylko podejść. Nie miał tak dobrego qinggong[1] jak Murong Chuyi, więc mógł używać jedynie rąk i stóp, aby wspiąć się na nieco wysoką i śliską platformę. Podczas tego procesu poślizgnął się dwa lub trzy razy. Dopiero wtedy niezdarnie wspiął się na górę. Murong Chuyi nie pomógł mu wstać.
Po wejściu na kamienną platformę i podejściu do Murong Chuyi, Gu Mang zdał sobie sprawę, że twarz Murong Chuyi jest blada. Nawet jego usta były prawie białe. Nie mógł powstrzymać się od oszołomienia.
— Co Ci się stało?
Murong Chuyi zamknął oczy i powiedział:
— Idź do posiadłości Jiang.
Gu Mang podrapał się po głowie ze zdziwieniem.
— Po co?
— Poproś Jiang Fuli o trawę uspokajającą serce. Wróć i daj mi ją.
Osoba ta nie dodała nawet słowa „proszę”, więc Gu Mang pomyślał, że to jego obowiązek. Wydał dźwięk „och” i odwrócił się, aby wyjść. Po zrobieniu kilku kroków zareagował i zawrócił.
— To nie w porządku. Dlaczego chcesz, żebym to zrobił?
— Ponieważ akurat przechodziłeś obok — powiedział Murong Chuyi.
Mówił jak ci szaleni, starzy taoistyczni kapłani z powieści. Łapali młodego bohatera i mówili: „Młody przyjacielu, ty i ja jesteśmy przeznaczeni. Wróć ze mną w górę, aby kultywować”.
Gu Mang był niezadowolony.
— Nie jestem ci nic winien. Dlaczego mam ci pomóc?
Opuszki palców Murong Chuyi zaświeciły. Wyraz jego twarzy był gwałtowny, jakby miał zamiar wykonać jakiś bezlitosny ruch. Spojrzał chłodno na Gu Manga.
— Idziesz czy nie?
Gu Mang potrząsnął głową.
— Prawdziwego mężczyzny nie można zepsuć bogactwem ani władzą. Ach, co się z tobą dzieje?
Zanim zdążył dokończyć, światło na palcach Murong Chuyi zgasło. Opuścił głowę i zakrył usta rękawem. Wypluł niewielką ilość krwi.
Gu Mang był zszokowany.
— Jesteś chory?
Murong Chuyi miał ponownie przyjąć mocny front, ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, nagle wypluł kolejną porcję czarnej krwi.
— Ja… ja tutaj kultywuję… — powiedział ochryple. Przerwał i wziął głęboki oddech. Jego oczy błyszczały uporem. — Nie możesz… nie możesz powiedzieć rezydencji Yue…
— Nie mogę powiedzieć rezydencji Yue?
Murong Chuyi był oczywiście bardzo słaby, ale jego wyraz twarzy i postawa nadal były bardzo ostre. Zacisnął zęby i powiedział:
— Nie możesz im powiedzieć.
— …
— Obiecaj mi.
Gu Mang był prawdopodobnie przytłoczony aurą tej osoby. Podświadomie skinął głową.
Kiedy Murong Chuyi otrzymał obietnicę, był jak łuk napięty do granic możliwości. Kiedy obietnica dotarła do jego uszu, jego siły psychiczne nagle opadły. Zamknął oczy i upadł na mokry i zimny błękitny brzeg. Zemdlał.
— … — Gu Mang patrzył na niego pustym wzrokiem. Po chwili pochylił się i szturchnął Murong Chuyi w policzek. Jego blada i szczupła twarz była zimna jak jadeit. To było jednocześnie przerażające i żałosne.
Gu Mang przełknął ślinę. Był trochę zdenerwowany.
— Pójdę znaleźć ci jakieś lekarstwo. Nie możesz tak po prostu zemdleć.
Dziękuję za rozdział <3
OdpowiedzUsuń<3
Usuń