Rozdział 39

 

“Guoshi”


Drzwi pałacu otworzyły się.


Wnętrze było wypełnione połaciami złotego światła. Sala Guoshi była bogato zdobiona, przeplatana złotem i jasnożółtymi zasłonami. Podłogę pokrywała złota mata, a poduszki haftowane były złotymi nićmi — imponujące bogactwo.

W tym polu złotego światła znajdował się mężczyzna w luźnej szacie. Stał tyłem do niego, twarzą do okna i grał na qin.

Qin był pokryty ludzką skórą, zamiast strun miał nawleczone kosmyki włosów, a w drewnianej części osadzono dziewięć ludzkich oczu, które kręciły się i wirowały przy każdym ruchu jego palców.

Słysząc odgłos otwieranych drzwi, mężczyzna powoli dokończył kilka ostatnich nut i przyłożył palce do strun, aby je uciszyć.

— Noc jest późna, co sprowadza tu mojego gościa? — zapytał spokojnie.

Li Qingqian, który dzierżył swój zakrwawiony miecz, wydał z siebie głos pełen nienawiści:

— Jestem tu po zemstę!

— Ah… — Guoshi przemówił głosem lekkim jak dym, uśmiechając się. — We wszystkich Dziewięciu Prowincjach, niezależnie od tego, czy są żywi, czy martwi, tych, którzy szukają na mnie zemsty, są setki. Ale tych, którzy potrafią w pojedynkę zaatakować pałac i moją salę… — Powoli odwrócił głowę. — Naprawdę nie ma ich wielu.

Na jego twarzy znajdowała się złota maska, za którą błyszczały czarne oczy.

— Dla jakiej zemsty jest tu Xianjun?

— Krwawej zemsty — powiedział ostro Li Qingqian.

— Oh? — zainteresował się Guoshi i po chwili wstał. — Którą szanowną osobę zabiłem?

Li Qingqian wiedział, że zdradzenie imienia Hong Shao było bezużyteczne, więc zacisnął zęby i powiedział tylko:

— Dziewczęta, z których złożyłeś ofiary na górze… Wiesz, co zrobiłeś. Ty… zwodzicielu!

Guoshi zaśmiał się niespodziewanie.

— Więc Xianjun pędził tu tak gniewnie tylko dla piękna…

Li Qingqian był wściekły do tego stopnia, że drżał, a jego oczy zrobiły się przekrwione.

— Powiedziałeś, że te kobiety zostaną kapłankami, aby czytać wolę niebios, ale w rzeczywistości chodziło o pogrzebanie ich żywcem w ofierze dla boga gór! Tak, czy nie?!

— Nie — odpowiedział Guoshi.

…!

Li Qingqian był zwykle rozsądnym człowiekiem. Gdy tylko usłyszał jego kategoryczne zaprzeczenie, powstrzymał przepełniającą go nienawiść. Wpatrywał się w niego z szeroko otwartymi oczami i unoszącą się klatką piersiową.

Guoshi westchnął. 

— Dedukcja Xianjuna jest w rzeczywistości tylko w połowie poprawna. Niesłusznie mnie oskarża.

— Ja… ja… — Wyglądało na to, że Li Qingqian chciał zapytać „jak niesłusznie cię oskarżyłem?”, ale był zbyt przytłoczony. Dodatkowo, słowa Guoshi były zbyt nieoczekiwane, dając mu do myślenia; nie wiedział, jak zadać dalsze pytania.

— To prawda, że zebrałem te dziewczyny — powiedział Guoshi — ale twierdzenie, że zakopałem je żywcem w ofierze dla boga gór, jest naprawdę śmiesznie. Mały Xianjun, pozwól, że zapytam cię, jakiego boga ma Góra Feniksa?

— … 

— Nawet pięć takich gór nie mogłoby przyjąć setek ofiar z żywych dziewic. A jaką rangę ma Góra Feniksa?

— Ale… ale…

— To nie ma nic wspólnego z ofiarą dla zezłoszczonego boga. Co najwyżej jest to impas dla feng shui. Słyszałeś plotki na ulicy i od razu założyłeś, że chcę ofiar z ludzi, dlatego bezsensownie wepchnąłem te setki kobiet do ziemnych dołów, pozwalając im zginąć. — Guoshi zrobił pauzę. — Jak mógłbym się tak nudzić?

Li Qingqian nie chciał uwierzyć swojemu przeciwnikowi, ale każde jego słowo było rozsądne. Nie przekręcał żadnej logiki ani nie ukrywał prawdy, pozostawiając go w oszołomieniu.

Ten rodzaj pustki sprawiał, że wyglądał na niezwykle zmęczonego i niewiarygodnie żałosnego. To było tak, jakby niebiosa chciały odebrać mu również ogień zemsty, wyrywając go z jego piersi i pozostawiając po sobie zimny i pusty szkielet.

Zamyślone oczy Guoshiego podążały za nim. Patrzył, jak Li Qingqian opuszcza głowę, a siła woli powoli znika z jego spojrzenia.

Po długim czasie Guoshi podniósł smukłe palce do maski, nagle wybuchając lekkim chichotem.

Li Qingqian natychmiast podniósł głowę, a jego twarz była biała jak kość.

Przed jego pustymi oczami Guoshi wyglądał jak człowiek dokuczający małemu chłopcu, śmiejący się coraz głośniej. Każda fala śmiechu wydawała się rosnącą falą zimnej wody, przez co włosy Li Qingqian stanęły dęba. 

— Hahahahaha....

— Z czego się śmiejesz?!

— Pfft, śmieję się, ponieważ jesteś zabawny, naprawdę jesteś zbyt zabawny; Miecz Rozdzielający Wodę, Li-zongshi, nie mogłem się doczekać spotkania z tobą przez długi czas. Ty i twoja wspaniała reputacja w tłumieniu zła — tego rodzaju światowej sławy zongshi jest niczym więcej niż naiwną i niewinną istotą.

Li Qingqian był oszołomiony.

— Od początku wiedziałeś, kim jestem…

— Musiałbym być ślepy, że nie poznać tak znanego miecza, prawda?

— Więc… — Li Qingqian był w szoku — to, co właśnie powiedziałeś, było kłamstwem?

Guoshi usiadł z powrotem na krześle qin, z jedną ręką na instrumencie, a drugą na kolanie. Jego oczy były pogodne i jasne, a on uśmiechał się słodko. 

— Hm? Po co miałbym cię okłamywać? Wszystko, co właśnie powiedziałem, było prawdą. Nigdy nie złożyłem w ofierze setek kobiet bogu gór, ale to ja je pochowałem. Nie po to, by ofiarować je w zamian za pomyślność narodu, tylko — przerwał, ponownie chichocząc — tylko dla frajdy.

Li Qingqian był oszołomiony.

— Ty-!

— Wiesz, dlaczego wybrałem akurat te kobiety? — Guoshu beztrosko przeciągnął palcami po strunach, tworząc strumień przypadkowych nut. Spuścił oczy i roześmiał się. — Szczerze mówiąc, jedyny powód był taki, że przypominały pewną sukę. — Westchnął. — Ta suka naprawdę sprawiła, że ją znienawidziłem. — Jego czarne oczy zalśniły. — Byłem na nią zły.

— Ty… ty świrze…

— Zgadza się, jestem świrem — zachichotał Guoshi. — Ale gdybym ci powiedział, że tak naprawdę oszalałem z miłości, uwierzyłbyś w to?

— Ty…

Li Qingqian nie odpowiedział, ale Guoshi nie przejmował się tym, kontynuując  w zamyśleniu. 

— One… one wszyscy wyglądały jak ta kapłanka, którą trzymałem… skromna niewolnica. Traktowałem ją hojnie, ale nie okazała mi należytego synowskiego szacunku, zamiast tego zdecydowała się żyć ze mnie i pomagać komuś innemu. Zrobiła coś okropnego, postępując wbrew mojej woli i zniknęła bez śladu — powiedział. — Zawsze szukałem jej miejsca pobytu, ale nie mogłem jej odnaleźć.. Aż wiele lat później usłyszałem, że w Chonghua niezrównanie piękna kobieta wyszła za mąż. To była ona. 

Guoshi mówił beztrosko, opowiadając o swoich żalach.

— Tch, bardzo wzruszające. Wszyscy mówili, że ta dziewczyna ze swoją młodzieńczą urodą musi być szalona, żeby poślubić tego typu surowego i zimnego mężczyznę. Najwyraźniej ma tak wspaniały wygląd, z kolorem płatka lotosu, ale tak nierozsądnie trzyma się tego niewrażliwego, lodowatego tępaka. Naprawdę nie wykorzystuje swojego potencjału. — Pod jego ręką struny wykonane z ludzkich włosów wydawały mrożący krew w żyłach dźwięk.

Guoshi uśmiechnął się i postukał w głowę. — Też tak myślałem. Musi być coś z nią nie tak, skoro wyszła za tego mężczyznę. Widzisz, była niegrzeczna, nie chciała być dobrą kapłanką Guoshi, nierozsądnie zamierzała zostać czyjąś biedną starą żoną, aiya, to naprawdę doprowadzało mnie do szaleństwa.

Kiedy mówił, wciąż był taki uśmiechnięty, jakby paplał o błahych sprawach.

— Ale co mogłem zrobić? Jestem tak daleko, jestem tak wysoko, że nie mogę iść na ślub panny młodej. Dlatego… — Obnażył zwierzęce zęby. — Wpadłem na doskonały pomysł. Aby rozwiać własne nieszczęście. Ja też bym się ożenił – powiedział frywolnie. — Czyż nie była tak niezrównanie piękna, zdolna uwieść setki mężczyzn? W takim razie ja będę nalegać na poślubienie setek, tysięcy takich jak ona. Ta suka chciała podnieść swój status, więc ja wdeptam ją w ziemię… hahahaha, czyż nie mogę mieć wszystkiego? Co jest takiego specjalnego w poślubieniu jej?

Tym razem nie tylko Li Qingqian. Nawet Mo Xi pomyślał, że ta osoba musi być chora.

— Pomyśl tylko, zebrały się setki kapłanek, wszystkie wyglądające jak ona. Kim ona jest dla mnie? — Guoshi mówił z entuzjazmem, a jego oczy błyszczały. - Jeśli chcę wziąć kogoś za żonę, mogę ubrać tę osobę w złotą koronę i strój feniksa. Każę klękać przede mną, jednej po drugiej...

Twarz Li Qingqian była zastygła w szoku, ale nagle się zmieniła. 

— Hong Shao nie uklęknąłby przed tobą! — stwierdził.

Nie spodziewał się, że Guoshi, który nie zaprzeczył, rzuci mu spojrzenie i dwukrotnie się roześmieje. 

— Tak, byli tacy, którzy nie chcieli uklęknąć. — Polizał swoje lśniąco białe, ostre kły, mrużąc oczy w mdłym uśmiechu. — Ale dla tych wszystkich, które ośmieliły się stawić opór, nie chcąc oddać ciała i duszy, te suki… — zadrwił — po zabiciu wszystkie stały się posłuszne.

— Jesteś naprawdę…! — Li Qingqian był zarówno rozgniewany, jak i zasmucony, trzęsąc się od stóp do głów. Nigdy wcześniej nikogo nie przeklinał, czując tak głęboką nienawiść, ale nie wiedząc, jakich słów mógłby użyć. Jego twarz zrobiła się czerwona, a usta lekko drżały. — Ty…

Guoshi tylko się roześmiał, a jego oczy błyszczały szaleństwem.

— Czy nie chciały być aroganckie i niezłomne? Więc po prostu pogrzebię je wszystkie na Górze Feniksa i pozwolę znajdującemu się w impasie feng shui przekształcić je w mściwe duchy!

— Przestań gadać…

— Na tym świecie jest wiele nieprzyjemnych rzeczy i niemożliwe jest, aby wszyscy robili to, co chcę. Chociaż nie mogę spełnić własnych życzeń, mogę dać światu znać, że żyją na moje rozkazy i umierają zgodnie z moimi zachciankami!

— Musisz być szalony… jesteś szalony! — Li Qingqian nie mógł tego znieść. Wyciągnął miecz z brzękiem i ruszył, by odciąć głowę Guoshi!

Mo Xi obserwował niezliczone walki i mógł powiedzieć, że ten manewr był efektem ciężkiej, trwającej lata pracy Li Qingqiana. To naprawdę wywoływało zachwyt w niebiosach — cios, który mogło wytrzymać tylko trzech szermierzy na ziemi.

Ale Guoshi nawet nie zmienił swojej postawy, wciąż siedząc prosto, po prostu używając koniuszków palców do szarpania strun qin – qin z ludzkiej skóry zabrzęczał głośno, przyćmiewając blask Miecza Rozdzielającego Wodę. Chwilę później podmuch duchowej energii się we wszystkich czterech kierunkach, niespodziewanie migotając.

— Jak… — Li Qingqian był oszołomiony. Nawet Mo Xi nie mógł sobie wyobrazić, że to potężne cięcie można tak łatwo złamać — że Guoshi rozproszył blask miecza i wstał, unosząc dwa palce, a jego cień przypomniał sylwetkę bestii.

Zanim Li Qingqian zdążył odpowiedzieć, miecz w jego dłoni został już złapany przez Guoshi i ściśnięty między dwoma palcami.

Bez najmniejszego wysiłku roztrzaskał się go tysiące kawałków!

— Ty… —Li Qingqian odskoczył o krok do tyłu, potrząsając głową z przerażeniem. — Jakim cudem…

Guoshi roześmiał się. 

— Jak mogłem tak łatwo złamać twój miecz?

...

Oczy za tą złotą maską błyszczały, gdy niedbale odrzucił rękojeść miecza. Powoli zbliżył się do Li Qingqiana, jego ręka wystrzeliła, by przycisnąć belkę za nim. Przysunął się bliżej jak wygłodniały gepard, z oczami przylepionymi do jego twarzy.

— Mieczu Rozdzielający Wodę — Głos Guoshi był niski. — Dlaczego miałbym tego nie umieć?

Krew odpłynęła z twarzy Li Qingqiana. Nie miał gdzie się podziać, przyciskając się do belki. Jego źrenice szybko się kurczyły, gdy patrzył w te oczy za złotą maską. Nagle ogarnął go strach.

Te oczy… już widział te oczy.

Te oczy, których właściciel uratował jego i jego brata przed płomieniami i dymem, te oczy, które wyglądały, jakby były zanurzone w mglistym deszczu.

Bał się być pewien, ale wiedział, że miał rację. Było mu zimno, każda kropla jego krwi i każdy centymetr ciała zamarzał… Jego Miecz Rozdzielający Wodę został opracowany na podstawie podręcznika tego ubranego na zielono kultywatora; poza nim, jaka inna osoba mogłaby tak łatwo przedrzeć się przez jego ruchy?

Ale ten szalony szaleniec przed nim, groteskowy i mroczny Guoshi, jak mógł być jego wybawcą?

Jak… jak to możliwe?! Ich jedynym podobieństwem między nimi była złota maska…

Było wielu kultywujących, którzy nosili maski, nie pozwalając ludziom zobaczyć swojej prawdziwej twarzy. Jak ten świr mógł być jego dobroczyńcą?!

Jak on mógł?!

Stracił już Hong Shao, stracił swoją przyszłość.

Teraz niebiosa chciałby zniszczyć nawet jego przeszłość?!

— Nie… niemożliwe… nie jesteś… — Li Qingqian trząsł się, gdy mówił.

Wzrok Guoshiego był jak nóż. Stopniowo zdzierał skórę i mięso, odsłaniając kości, z łatwością zaglądając do jego drżącego serca.

— He he, chociaż Miecz Rozdzielający Wodę nie był idealny, to naprawdę lubiłem go w młodości. — Guoshi zaśmiał się lekko. — Słuchaj, pięć lat jedno cięcie przynosi jesień, dziesięć lat jedno cięcie odwraca fortunę… Tylko z tych dwóch linijek formuły miecza można wywnioskować, jak frywolny młodzieniec to napisał.

Li Qingqian powoli potrząsnął głową. 

— NIE! — nagle wybuchnął. — Nie możesz być nim! Zdecydowanie nim nie jesteś!

Guoshi nie odpowiedział, tylko opuścił rzęsy, śmiejąc się zimno i pokazując zęby. 

— Li Qingqian. Ponieważ kultywowałeś z tego podręcznika miecza, jesteś praktycznie moim uczniem. Dobry uczniu, ten nauczyciel wie, że go nienawidzisz, ale ten nauczyciel nie skończył grać w tym życiu i nie może umrzeć tak łatwo. Mogę tylko odesłać cię jako pierwszego.

Twarz Li Qingqiana była śmiertelnie blada.

Guoshi roześmiał się niskim głosem. 

— Aj, pierwotnie chciałem użyć mściwych duchów z Lamentu Dziewic, aby udoskonalić miecze. Wszystko zrujnowane przez twoją niegrzeczność. Dobrze, że rzuciłeś się w sieć, przychodząc tutaj, żebym się z tobą pobawił. Nie martw się, raz kiedy już umrzesz, Shifu z pewnością przerobi cię na boską broń. Bądź grzeczny, nie rób zamieszania.

Li Qingqian nie bał się śmierci – bał się tej osoby… Czy to możliwe, że to był jego wybawca, ten, na którego zawsze patrzył, kultywator w zielonym ubraniu?

— Miecz Rozdzielający Wodę jest twój… przekazałeś mi go… ten człowiek wtedy… czy to byłeś… — jego głos się łamał

Guoshi nie odpowiedział wprost, śmiejąc się. 

— Szczerze mówiąc, nigdy nie chciałem nikomu tego przekazać. Ale… nieważne, nie ma sensu rozmawiać teraz, kiedy do tego doszło. — Przestał mówić i odsunął się, rzucając mu spojrzenie pełne zimnego światła. — Chodź, chodź, pozwolę ci doświadczyć trochę tego, jak wygląda prawdziwy Miecz Rozdzielający Wodę! Shi. Fu. Cię. Nauczy!

…!

Dźwięk jego głosu nawet nie ucichł, zanim przed oczami Mo Xi pojawiło się jadeitowe światło, szybkie jak cień i bezwzględne jak grzmot rozdzierający niebo — w jednej chwili trysnęła gorąca krew.

Wizja gwałtownie się zatrzęsła. Mo Xi patrzył, jak Li Qingqian upada w kałuży krwi. Patrzył, jak Guoshi rozdziera jego pierś mieczem, używając gołych rąk, by wyciągnąć wciąż bijące serce, wątrobę, jelita i płuca. Złota maska była poplamiona krwią, podczas gdy Guoshi wciąż śmiał się szaleńczo, a dźwięk wzmagał się i nie chciał się rozproszyć.

Na tym szkarłatnym polu Guoshi zlizał krew na swoich ustach, cicho się śmiejąc. 

— Li Qingqian, dziewczyna, którą kochałeś, nie powinna, naprawdę nie powinna wyglądać jak ona. Nie powinieneś, naprawdę nie powinieneś uczyć się tej formuły miecza. — Wpatrywał się w zwłoki Li Qingqiana. — To twoja wina, że nie wiedziałeś — powiedział lekko. – Nie obwiniaj mnie za swoją śmierć.

Ostatnia scena przedstawiała powstanie Guoshi i użycie zakrwawionej ręki do pociągnięcia za szyję Li Qingqiana, wychodzącego ze złotej sali Guoshi i idącego w rozgwieżdżoną noc.

Ścieżka świeżej krwi poplamiła złote cegły, gdy ciało Li Qingqiana zostało powoli odciągnięte w dal. Gdy zniknął za rogiem sali, niepohamowany śmiech Guoshi nagle zabrzmiał jak uderzenia w bębny, zarówno z zachwytu, jak i szaleństwa…

— Pięć lat jedno cięcie przynosi jesień, dziesięć lat jedno cięcie odwraca fortunę. Siła tego miecza może rozdzielać wody… — przerwał i jednocześnie rozległ się okrzyk zachwytu i udręki, przerywając spokojną noc. — Życie….. nie może rozdzielić naszej miłości!

Szalony śpiew płynął w wizji jak wir i wszystko zaczęło zanikać. Nagle Mo Xi spadł w głęboką i ciemną otchłań.




Gdy ponownie otworzył oczy, pierwszą rzeczą, jaka mu się ukazała, było czyste nocne niebo, lśniące gwiazdami. Gałęzie sięgały nieba, a zwiędłe liście drżały na końcach gałęzi.

Wizja się skończyła. Wrócił na dziedziniec Murong Chuyi.

Mo Xi leżał na ziemi, w uszach wciąż dzwoniło mu echo słów: „Siła tego miecza może rozdzielać wody, życie nie może rozdzielić naszej miłości”, a sceny z wizji wciąż rozgrywały się przed jego oczami. Od ćwiczenia miecza przed ich nędznym mieszkaniem po ostatnią scenę cętkowanych plam krwi w sali Guoshiego. Mo Xipatrywał się w nocne niebo, a jego jabłko Adama zadrżało. Nie był pewien, jak się czuć. Po chwili w jego sercu pojawiła się myśl.

A jeśli Hong Shao nigdy by nie zachorowała?

Co jeśli jej los byłby dobry, a ciało zdrowe? Czy zawsze by sobie towarzyszyli? Jeden demon miecza mniej na ziemi, jedna para kochanków więcej, mały bębenek staje się starszą panią, zawsze hałaśliwie hałasującą wokół Li Qingqiana.

Czy taka możliwość istniałaby?

Mo Xi nie był pewien. Kiedy był młodszy, był bardzo nieświadomy przewrotności miłości, wierząc, że dopóki próbują, kochankowie mogą stać się rodziną.

Ale później odkrył, że tak nie było.

Jak się okazało, na tym świecie istniało coś, co nazywa się „przeznaczeniem”.

Kiedy miłość była głęboka, ale los słaby, przeznaczenie stawało się biedą, waśniami, chorobami… i tak dalej, wszystko to stawało się ciężarem, którego nie można sobie wyobrazić.

Niektórzy ludzie nie byli w stanie tego wytrzymać i wycofywali się.

A ci, którzy nie chcieli się poddać, prawdopodobnie skończyli podobnie jak Li Qingqian, roztrzaskani na krwawą pastę,

Mo Xi wstał; pozostali nadal spali. Jego oczy prześlizgiwały się po ich kształtach. W końcu jego wzrok spoczął na Gu Mangu — Gu Mangu, który wciąż był nieprzytomny.

Serce Mo Xi zadrżało boleśnie. W jego głowie pojawiła się nieproszona myśl, że on i Gu Mang byli tacy sami — oddzieleni ziejącą przepaścią klasową, pod przytłaczającą nienawiścią do rodziny i kraju. Gu Mang nie mógł znieść tego bólu, więc go zostawił.

W końcu Mo Xi był tym, który został w tyle.

Ale być może ich sytuacja nie mogła nawet równać się z sytuacją Hong Shao i Li Qingqiana. Być może od początku nigdy nie trzymali się za ręce, a on po prostu wyobrażał sobie, że jego miłość jest odwzajemniana, życzeniowo chwytając palce Gu Manga, usilnie go błagając i nie pozwalając mu odejść.

Te wszystkie “kocham cię”, które padały z ust Gu Manga… naprawdę nie wiedział, ile z nich było szczerych.

Mo Xi zamknął oczy i objął pulsującą głowę, pozwalając sobie na wycofanie się z pozostałości wizji i własnego bólu serca.

Yue Chenqing nie doświadczył ani cierpienia, ani bezradności miłości, więc chociaż współczuł Li Qingqianowi, nie był zbytnio poruszony. Był zniesmaczony tylko na końcu, a gdy tylko żałośnie podczołgał się do pionu, wymiotował. 

— Blergh-bleghhhh-... — Chłopak zwymiotował wiele razy, zanim odetchnął głęboko. — Ten Guoshi z Królestwa Liao….. On musi być szaleńcem! To takie nierozsądne – powiedział słabo. — Po co mu narządy innych  ludzi…  czy został wychowany przez dzikie wilki?!

Obaj Murongowie wydawali się w większości niewzruszeni; Murong Chuyi zamyknąłc oczy, by odpocząć, podczas gdy Murong Lian słabo oparł głowę o sztuczną kamienną górę i wyjaśnił: 

— Duchy mieczy im gwałtowniej umierają, tym są potężniejsze. Kiedyś Guoshi był mistrzem rzemiosła, który lubił zdzierać skórę z ludzi, albo smarować wodą z cukrem i wrzucać do ula...

Yue Chenqing machał rękami, gestem nakazując mu przestać, a potem ponownie złapał się za brzuch, żeby zwymiotować.

Murong Lian prawdopodobnie uznał, że wymiotowanie Yue Chenqing było obrzydliwe, więc przestał mówić. Wsparł się dłonią o filar, obracał stawy i szydził. 

— Ale przynajmniej teraz wiem. Okazało się, że Miecz Rozdzielający Wody Li Qingqiana nie był jego własnym i został zdobyty z podręcznika miecza przekazanego przez Guoshi z Królestwa Liao.

— To nie ten sam — przemówił Murong Chuyi.

— Jak to nie ten sam?

— Miecz Rozdzielający Wodę był nowym stylem Li Qingqiana, ścieżka miecza „życzliwe ostrze rozdziela wodę, prawe ostrze ścina głowy zmartwieniu, biedny, ale zdolny pomóc światu, sto trudności, ale wciąż nieugięty”, ale ta osoba z Królestwa Liao, jego rdzeń ścieżki miecza to było „siła tego miecza może rozdzielać wody, życie nie może rozdzielić naszej miłości”. Jedna oparta na prawości, druga oparta na pasji. To zupełnie inne ścieżki.

Murong Lian wpatrywał się w niego przez chwilę.

— Nieśmiertelny, nazywają cię Ignorancją, ale tak naprawdę musisz być szalony — zaszydził.

Yue Chenqing naprawdę całym sercem chronił swojego wuja. Jego odraza wywołująca wymioty jeszcze nie minęła, ale gdy tylko usłyszał, jak Wangshu-Jun mówi w ten sposób o Murong Chuyi, nie mógł powstrzymać się od gniewnej riposty.

— Nie wolno ci obrażać mojego Czwartego Wujka!

Murong Lian spojrzał na niego z ukosa. 

— Dlaczego nie mogę go obrażać? W całym Chonghua, poza Jego Wysokością, są ludzie, których ja, Murong Lian, nie mogę obrażać?

— Murong-dage ty, ty, ty, jesteś nierozsądny! Powiem Jego Wysokości!

— Mały baobei — odpowiedział Murong Lian bez cienia słodyczy w głosie — dlaczego nie pójdziesz powiedzieć swojej matce?

Twarz Yue Chenqinga zbladła. Był wściekły do tego stopnia, że cały drżał. Dokładnie w momencie, kiedy chciał się odszczeknąć, białe ubrania mignęły mu przed oczami, a potem usłyszał charakterystyczny dźwięk — Murong Chuyi uderzył Murong Liana w twarz!

Wszyscy byli tym zaskoczeni, a Murong Lian zupełnie nie zareagował na uderzenie, które pozostawiło ślad dłoni na jego policzku.

— Ty… ośmieliłeś się… — powiedział, zarówno zły, jak i zszokowany.

Długie rękawy Murong Chuyi zatrzepotały, a jego brwi uniosły się lekko nad zimnym, jak nóż spojrzeniem. 

— Ośmieliłem się co?

Murong Lian był bliski wybuchu, a jego oczy w kolorze brzoskwini były gniewnie czerwone. – Ty draniu! Ten pan jest…

Murong Chuyi ponownie dał mu w twarz. 

— Za kogo Ty się masz.

Murong Lian nigdy nie został tak upokorzony przez kogoś ze swojego pokolenia. Był tak wściekły, że widział gwiazdy, a jego ręka trzymająca fajkę drżała. 

— Ty… masz czelność… Zgłoszę to Jego Wysokości… ty… obrażasz swoich przełożonych…

Murong Chuyi zmrużył lekko oczy feniksa, a jego blade usta otworzyły się i zamknęły. 

— Po co mówić Jego Wysokości? Dlaczego nie pójdziesz powiedzieć swojej matce — powtórzył słowa mężczyzny.

Na to twarz Murong Lian natychmiast się zaczerwieniła. Z pulsującą żyłą skroni, rzucił się do walki z Murong Chuyi!

Murong Chuyi przechylił się na bok, aby go uniknąć, i machnął rękami.

— Zabierz go stąd.

Yue Chenqing nie sądził, że jego Czwarty Wujek rozkaże mu coś robić. Z szeroko otwartymi oczami i zszokowany skinął głową. 

— O-Oh, okej...

Kto by pomyślał, że Murong Chuyi powie wtedy:

— Nie mówiłem do ciebie.

— Ehh?

Potem usłyszał stukanie bambusowych wojowników pierwotnie otaczających Gu Manga, nagle obracających swoje kończyny, wszyscy zmierzający ku postaci MurongLiana.

Muong Chuyi, machając ręką, stał za grupą bambusowych wojowników, chłodno obserwując Murong Liana.

— Odprowadźcie naszego gościa”.

Wangshu-jun miał tak wysoką rangę. Gdzie by się nie pojawił, ciągle mu schlebiano, wszędzie okazywano mu szacunek. Ale tym razem Murong Chuyi wyznaczył grupę bambusowych pokrak, aby go przegoniły i wyglądało na to, że jeśli Murong Lian nie pójdzie, przewrócą go i wyniosą. Był wściekły, cały się trząsł i ze złością wskazywał na Murong Chuyi. 

— Ty...  jak śmiesz!

— Wyrzućcie go - powiedział ze złością Murong Chuyi.

Bambusowi wojownicy zastukali i zgodnie z rozkazem zebrali się, by wyrzucić Murong Liana.

Po wyrzuceniu Murong Liana, Murong Chuyi wrócił z obojętnym wyrazem twarzy. Usiadł przy kamiennym stole na dziedzińcu, jakby nic się nie stało. 

— Xihe-Jun, usiądź — powiedział do Mo Xi.

— …

Nieśmiertelna Ignorancja naprawdę była przerażająca.

Yue Chenqing był przyzwyczajony do usposobienia wuja. 

— Czwarty wujku, czy ja też mogę usiąść? — zapytał poważnie z boku.

Murong Chuyi nawet na niego nie spojrzał. 

— Ty stoisz.

— Och… — odpowiedział przygnębiony Yue Chenqing.

Murong Chuyi podniósł palce i spod kolumnady szybko wyszło dwóch bambusowych wojowników, trzymając zestaw do herbaty, który postawili na stole.

Po nalaniu i postawieniu dwóch filiżanek herbaty Murong Chuyi powiedział lekko: 

— Czas porozmawiać o interesach. Teraz, gdy przeszłość Li Qingqian jest jasna, co Xihe-Jun myśli o tym zbiegłym demonie miecza?

Mo Xi ponownie popatrzył na Gu Manga i dopiero po chwili odwrócił wzrok.

— Prawdopodobnie nie opuścił Chonghua – powiedział. — Pójdzie szukać niezrównanej piękności, o której wspominał Guoshi.

— Ale — wtrącił się Yue Chenqing — ten duch miecza był taki dziwny. Li Qingqian, którego właśnie widzieliśmy, był osobą o dobrym usposobieniu…

— Li Qingqian jest demonem miecza, a nie duchem miecza — odpowiedział Mo Xi. — Umarł gwałtownie i został przerobiony na miecz Hong Shao. Na początku mógł zachować niektóre ze swoich myśli. Ale Hong Shao był trzymany u boku Guoshi przez długi czas, prawdopodobnie splamiony dużą ilością urażonej energii i świeżej krwi. W tych warunkach jego zachowanie i temperament z każdym dniem stawały się coraz bardziej podobne do właściciela.

Yue Chenqing był zaskoczony. 

— Więc Li Qingqian, którego spotkaliśmy, miał już temperament zbliżony do Guoshi?

— En — odpowiedział Murong Chuyi.

Yue Chenqing zastanowił się nad tym. 

— Więc wygląda to tak… miecz Hong Shao został prawdopodobnie podarowany komuś przez Guoshi? Jeśli należał do Guoshi, jest mało prawdopodobne, aby trafił w ręce Murong Liana.

Mo Xi potrząsnął głową. 

— Właściciel miecza Hong Shao nie ma już znaczenia. Ważne jest, co zrobi dalej.

—  Zgadza się — powiedział Murong Chuyi. — Odkąd Li Qingqian został przekuty, każdy jego ruch przypomina działanie Guoshi. Załóżmy, że z powodu głębokiej obsesji i jego szaleństwa nie możemy użyć racjonalnego myślenia, aby przewidzieć jego ruchy. Jednak jego obsesja nie jest trudna do zrozumienia. Chyba po prostu chce znaleźć „niezrównane piękno”, o którym mówił Guoshi.

Mo Xi zgodził się z oceną Murong Chuyi.

Pomyśleć o tym, że Li Qingqian porwał te kobiety nie po to, by od razu je zabić, ale po to, by powiedziały mu, gdzie są inne podobne dziewczyny. A potem, zgodnie z informacjami, które mu dawały, porywał ich jedną po drugiej, aby upokorzyć i zabić. Li Qingqian prawdopodobnie wierzył, że gdyby nie to, że ta kobieta wyszła za mąż i wzbudziła urazę Guoshi, Hong Shao nadal by żyła

Li Qingqian już oszalał, stał się potworem.

Mo Xi rozważył to i odwrócił się. 

— Yue Chenqing —powiedział. — Czy wiesz, kto mniej więcej dziesięć lat temu był najpiękniejszą panną w Chonghua?


Komentarze