Rozdział 42
“Złap mnie jeśli potrafisz”
Zadania Li Wei dla Gu Manga na kilka pierwszych dni były takie — brak zadań.
Mo Xi był z tego bardzo niezadowolony.
— Dlaczego sprowadziłem go do rezydencji? Nie jest tutaj po to, żeby się obijać. Daj mu coś do roboty — powiedział ponuro.
— Nie dzisiaj — powiedział pospiesznie Li Wei.
— Dlaczego nie? Przyjąłeś od niego łapówkę?
— Jak mógłbym? Poza tym Gu Mang nie wie, co oznacza łapówka.
Widząc zdystansowaną i przystojną Xihe-Juna, sztywną jak bryła lodu, która była zamarznięta przez całą zimę, Li Wei bezradnie wyjaśnił:
— Mój panie, chociaż Gu Mang nauczył się pewnych zasad w Pawilonie Luo Mei, nadal jest bestią. Był w niekorzystnej sytuacji, kiedy walczyłeś z nim wcześniej i już się ciebie obawiał. Teraz, kiedy przeprowadził się do nowego miejsca zamieszkania, to naturalne, że czuje się nieswojo.
— Mówisz o człowieku czy o kocie?
Mo Xi był oczywiście zły, ale Li Wei skorzystał z okazji, by mu schlebić.
— Ach, Pan jest mądry, masz rację! Teraz musisz traktować go jak kota.
— …
Czy był ktoś lepszy w schlebianiu niż Li Wei?
A Mo Xi nie miał powodu, by dalej go besztać. Mógł tylko na niego patrzeć i pozwolić mu mówić.
— Panie, pomyśl o tym. Koty boją się obcych, kiedy zostaną przywiezione do nowego miejsca. Będą chciały wyjść na spacer i złapać myszy dopiero, gdy dorosną. To samo dotyczy Gu Manga. Widzisz , jest tu nowy i nie zna ani jednej osoby. Zawsze się gdzieś ukrywa. Szukałem go wczoraj dwie godziny. Zgadnij gdzie się schował?
— Nie interesuje mnie, gdzie się ukrył — powiedział chłodno Mo Xi.
— Och, krótko mówiąc, w końcu go znalazłem. Ale zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, wymknął się i uciekł.
…
— Gdzie się ukrył? — zapytał Mo Xi z kamienną twarzą.
Stojący wokół słudzy nie mogli dłużej słuchać. Zaczęli podziwiać Li Wei w głębi serca. Niespodziewanie kąciki jego oczu tylko drgnęły.
— W zbiorniku na ryż w spichlerzu — powiedział spokojnie. Po krótkiej przerwie dodał: — Po tym, jak schował się w środku, zakrył się nawet drewnianą osłoną.
Mo Xi przyłożył dłoń do czoła, jakby bolała go głowa.
— Więc, mój panie, nawet jeśli chcę z nim porozmawiać i zorganizować coś dla niego, nie mogę go znaleźć. A nawet jeśli go znajdę, ucieknie, gdy tylko mnie zobaczy.
…
Miał rację, ale dlaczego Mo Xi czuł się taki niezadowolony?
— Ten podwładny uważa, że powinniśmy zostawić go w spokoju na kilka najbliższych dni i nie straszyć go. Kiedy pojawi się na dziedzińcu, aby wygrzewać się w słońcu, pójdę i znajdę dla niego zadanie.
Mo Xi przemyślał to i zgodził się. To był jedyny sposób.
— Daj mu najcięższą pracę — powiedział w końcu.
— Oczywiście, oczywiście.
Mo Xi uważał, że Li Wei był trochę lizusem, ale to, co mówił, często miało sens. Zwierzęca natura Gu Manga była czymś oczywistym. Jego zachowanie było podobne do zwierzęcia, które właśnie zostało przywiezione do nieznanego miejsca.
Od tamtego momentu Mo Xi pilniej obserwował Gu Manga. Tak jak powiedział Li Wei, Gu Mang znajdował ciemny i odosobniony kąt, w którym mógł się ukryć w ciągu dnia. Pokazywał parę ciemnych i błyszczących oczu i czujnie wpatrywał się w każdego, kto przechodził obok.
Mo Xi odkrył, że były dwie kryjówki, które Gu Mang lubił najbardziej. Jednym z nich był zbiornik na ryż w spichlerzu. Pewnego razu nie mógł powstrzymać się od przesunięcia rogu drewnianej pokrywy zbiornika na ryż. Rzeczywiście, zobaczył dwa przyćmione ślepia, wpatrujące się w niego. Mo Xi i te ślepia wpatrywali się w siebie przez chwilę, oniemiali i zawstydzeni.
Więc ponownie zamknął zbiornik.
Ale Gu Mang najwyraźniej myślał, że „zbiornik na ryż” nie jest już bezpieczną kryjówką, więc zanim Mo Xi zrobił dwa kroki, usłyszał dźwięk przesuwanej pokrywy. Odwrócił się i zobaczył, jak Gu Mang wychodzi ze zbiornika z ryżem w sposób, który wydał mu się dyskretny.
Gu Mang odwrócił głowę, by spojrzeć Mo Xi w oczy.
— …
— …
Po chwili ciszy Gu Mang nagle i szybko wczołgał się z powrotem do zbiornika i przesunął drewnianą pokrywę. Z ciekawości Mo Xi celowo wrócił, aby spróbować jeszcze raz. Tym razem pokrywa zdawała się być zablokowana i nie można jej było otworzyć.
Wyglądało na to, że Gu Mang ukrywał się w środku i trzymał drewnianą osłonę, potajemnie rywalizując z osobą na zewnątrz.
Mo Xi był jednocześnie zły i rozbawiony. Zapukał dwukrotnie w pokrywę.
— Co się stało? Teraz już nie jesteś Bestią Z Ołtarza, tylko Bestią Ze Zbiornika Z Ryżem?
Gu Mang wydał jakiś dźwięk ze środka, udając, że go tam nie ma. Ale wcale nie rozluźnił uścisku na pokrywie.
Na zewnątrz Mo Xi powiedział jeszcze kilka słów, ale nie było odpowiedzi. Stopniowo zaczął się denerwować. W końcu podwinął rękawy, zbyt niecierpliwy, by wydurniać się z Gu Mangiem.
— Jesteś szalony — powiedział. Potem odwrócił się i wyszedł.
Kiedy następnego dnia udał się do spichlerza, Gu Mang już porzucił zbiornik na ryż.
Kolejnym „gniazdem”, które lubił Gu Mang, była piwnica z winami. Po zbiorniku na ryż była to jego ulubiona kryjówka w ciągu dnia. Ale tym razem Mo Xi nie był w nastroju, żeby go znowu zobaczyć. W każdym razie piwnica z winami była tak ciemna, że widział tylko parę świecących niebieskich oczu. To wcale nie było interesujące.
Ale pewnej nocy, kiedy czytał przy świetle, usłyszał szelest dochodzący z zewnątrz. Opuszkami palców uchylił niewielką szparę w drewnianym oknie i wyjrzał na zewnątrz. Zobaczył Gu Manga spacerującego w świetle księżyca. Jego twarz była spokojna, ale oczy czujne. Jego niebieskie oczy poruszały się, rozglądając na lewo i prawo po tym obcym mu miejscu.
Tak było przez kilka następnych nocy. Czasami Gu Mang kucał na kamiennej ławce i wpatrywał się w księżyc. Wyraz jego twarzy był bardzo spokojny, a oczy zawsze czujne.
Czasami wpatrywał się w ryby w jeziorze. Od czasu do czasu wyciągał rękę i się z nimi bawił. Zmarszczki na powierzchni jeziora zniknęły, a zimne światło padało na jego plecy.
Ale przez większość czasu — i to sprawiło, że Mo Xi zaniemówił — Gu Mang wychodził szukać jedzenia.
Mo Xi nie wiedział, jak duży był apetyt Gu Manga, ale z tego, co widział na własne oczy, był zbyt duży. Na przykład, dziś wieczorem Gu Mang zakradł się do kuchni. Po pół godzinie w końcu z trudem wyszedł. W jasnym świetle księżyca postać tego „złodzieja” wydawała się szczególnie duża.
Nie było mowy, żeby nie był duży, ponieważ po obu stronach niósł bambusowe kosze pełne gotowanych na parze bułek. Na szyi miał kilka sznurków kiełbasek, a w ustach naleśnik z szalotką i mięsem — Mo Xi nie miał wątpliwości, że wybrał największy naleśnik w koszyku. W ramionach trzymał stos gotowanych kolb kukurydzy.
…
To jest niedźwiedź.
Niedźwiedź Z Ołtarza rozejrzał się i potwierdził, że nikogo nie ma w pobliżu. Starał się jak najszybciej przenieść wszystko do piwnicy, ale poruszał się zbyt nieuważnie i kilka kolb kukurydzy wypadło z jego ramion.
Gu Mang był oszołomiony. Zatrzymał się i stał tam przez chwilę. Potem przykucnął, żeby podnieść kolby kukurydzy. Wepchnął je sobie pod pachę, ale kiedy podniósł rękę, kolby kukurydzy znów wypadły.
Gu Mang znów był oszołomiony. Zastanowił się przez chwilę i jeszcze raz włożył pod pachę kolby kukurydzy, które właśnie zebrał. Potem spokojnie podniósł te leżące na ziemi.
Kolby kukurydzy pod jego pachą znowu wypadły… Podniósł je ponownie, upuścił je ponownie, podniósł je ponownie, upuścił je ponownie…
…
Jeśli Gu Mang udawał, Mo Xi czuł, że nie musi ciężko pracować, aby zostać aktorem.
Po drugiej stronie dziedzińca Gu Mang był kompletnie oszołomiony i przez chwilę nie wiedział, co robić. Potem znów wyciągnął drżącą rękę i ostrożnie próbował podnieść leżące na ziemi kolby kukurydzy.
Dobrze! Podniósł je!
…
Kolby kukurydzy pod jego pachą znów wypadły.
Gu Mang naprawdę nie wiedział, co się dzieje. Podrapał się po głowie, zmieszany.
Przez to z jego ramion wytoczyło się jeszcze kilka kolb kukurydzy.
— …
Być może dlatego, że naprawdę nie mógł znieść widoku tak głupiej sceny, a może czuł, że zachowanie Gu Manga było zbyt doskonałe, a może dlatego, że słabo czuł, że Gu Mang może być naprawdę idiotą i nie kłamał w ogóle. W każdym razie w piersi Mo Xi zapłonął ogień, zmuszając go do otwarcia okna.
— Jesteś idiotą? Czy nie możesz włożyć kilku kolb kukurydzy do kosza za sobą? — warknął głośno.
Słudzy, którzy smacznie spali w okolicznych domach, zostali obudzeni. Zaspanymi oczami otwierali okna. Niektórzy nawet krzyczeli: „Co się dzieje? Co się dzieje?”
W końcu zobaczyli tę scenę.
W jednej chwili zapadła kompletna cisza.
Gniew Mo Xi był bezgraniczny.
— Nawet nie wiesz, jak zbierać kolby kukurydzy. Jestem zirytowany samym patrzeniem na ciebie!
…
Gu Mang upuścił bochenek chleba, który miał w ustach. Odwrócił się i spojrzał na Mo Xi szeroko otwartymi oczami. Widział, że wyraz twarzy Mo Xi był niemiły i zaciekły. On właściwie, właściwie —
Z zimną twarzą podniósł kolbę kukurydzy i rzucił nią bezpośrednio w Mo Xi, który przeklinał przy otwartym oknie!
— Śmiesz mnie uderzyć?! — powiedział Mo Xi ze złością.
Gu Mang chybił, więc odwrócił się i pobiegł z “towarem” na plecach. W końcu, ponieważ biegł za szybko, prawie się potknął i upadł. Ale w tym momencie nagle pokazał swoje podstawy kung fu. Zanim jego twarz dotknęła ziemi, podniósł i szybko zanurkował do piwnicy. Cała seria ruchów płynęła gładko jak płynąca woda.
W świetle księżyca ziemia była pokryta złotymi kolbami kukurydzy.
Słudzy oniemieli.
Reakcja Li Wei była najszybsza. Natychmiast zatrzasnął okno i błyskawicznie wyłączył światła w swoim pokoju, udając, że nic nie widzi.
Inni nie mieli tyle szczęścia. Wszyscy otrzymali surową naganę od generała Mo.
— Na co się tak patrzycie?! Dlaczego nie śpicie?!
Gniew wywołany publicznym uderzeniem kolbą kukurydzy nie zniknął tak łatwo. Mo Xi był zły przez całą noc. Następnego dnia rzucił kule ognia i spalił dziesięć koszy kolb kukurydzy, zanim ledwie zdołał stłumić gniew.
Ale nadal był trochę nieszczęśliwy. Kiedy stał nad stawem, aby nakarmić ryby, zacisnął zęby i powiedział do Li Wei:
— Jak on śmiał mnie uderzyć?
Li Wei westchnął i lamentował w swoim sercu.
W ten sposób obrał trochę owoców dla Mo Xi, narzekając.
— O mój Panie, mój Panie, nie gniewaj się. Jeśli rozchorujesz się ze złości, nikt się tobą nie zaopiekuje. To tylko kolba kukurydzy. Poza tym na świecie jest cykl karmy. Dziś on cię bije, jutro ty jego. Po prostu wytrzymaj z tym przez chwilę. Chodź, chodź, mój Panie, zjedz trochę gruszek.
Mo Xi myślał przez chwilę. Wydawało się, że tak naprawdę nie ma innego wyjścia. Mógł tylko wziąć gruszki z lodowatą twarzą i milczeć.
Podobnie jak hodowanie niektórych zwierząt, w miarę upływu czasu czujność Gu Manga wobec ludzi w rezydencji Xihe stopniowo malała. Od czasu do czasu wychodził w ciągu dnia i szukał kąta, aby uważnie obserwować rośliny i drzewa w ciszy. Kiedy na dziedzińcu nie było nikogo, siadał nad stawem i przez chwilę spokojnie wygrzewał się na słońcu.
Pewnego pięknego popołudnia Mo Xi medytował pod drzewem. Jednak prawdopodobnie na drzewie siedziała wiewiórka, która gromadziła zapasy na zimę. Nie tylko liście szeleściły, ale od czasu do czasu spadały pestki.
Na początku Mo Xi nie zwracał na to większej uwagi. Był po prostu zły. Jednak nagle, z dźwiękiem „dong”, śliwka uderzyła Mo Xi w głowę.
…
Nigdy nie widział tak zuchwałego łajdaka! Mo Xi nagle otworzył oczy i ze złością podniósł głowę.
Wysoko na pniu, wśród tańczących liści, Gu Mang przytulił się do pnia i usiadł. Był zajęty wpychaniem śliwek do kieszeni i ust.
Był trochę niezdarny, gdy chwytał garść za każdym razem. Czasami śliwki wyślizgiwały się między jego palcami i spadały na ziemię, jak małe koraliki. Prawdopodobnie tak stąd wzięła się śliwka, która uderzyła Mo Xi w głowę.
Mo Xi był jednocześnie zszokowany i zły. Zaniemówił z szoku, więc po prostu uniósł swoją długą nogę i kopnął pień.
Z „hukiem” spadło dużo śliwek.
— Gu Mang! — Mo Xi stał w deszczu owoców i krzyknął ze złością.
Gu Mang, który radośnie zbierał śliwki, zdał sobie sprawę, że ktoś jest pod drzewem. Natychmiast opuścił głowę i jego oczy spotkały się z Mo Xi.
Wpatrywali się w siebie przez długi czas. Gu Mang milczał. Nagle jego policzki się poruszyły. Wydawało się, że w ustach miał więcej niż jedną śliwkę.
— Zejdź na dół! — powiedział Mo Xi chłodno.
Gu Mang znów poruszył policzkami i nagle zawiesił na szyi małą płócienną torebkę, której używał do przechowywania owoców. Następnie, używając obu rąk i nóg, wspiął się wyżej w gęstsze gałęzie i ostrożnie się ukrył.
Mo Xi był tak wściekły, że prawie zemdlał.
— Dobrze. Bardzo dobrze. Nie boisz się, że upadniesz i umrzesz?
W odpowiedzi Gu Mang przegryzł pestkę z głośnym chrupnięciem.
…
Mo Xi zacisnął zęby i wytrwał tak długo, aż dni zrobiły się chłodne. Pewnego ranka wstał z łóżka i zobaczył, że Li Wei już czeka na zewnątrz. Kiedy zobaczył, że Mo Xi pchnął drzwi, pokłonił mu się.
— Panie.
Mo Xi spojrzał na niego. Dzisiaj był dzień wolny Chonghua. Li Wei nie czekałby na niego na zewnątrz bez powodu.
— Czy coś jest nie tak z Biurem Wojskowym? — zapytał spokojnie.
Li Wei uśmiechnął się pochlebnie.
— Nie, jest jedna dobra wiadomość do przekazania.
Komentarze
Prześlij komentarz