Rozdział 43
“Użyj mnie”
Kiedy Mo Xi przybył do głównej sali, Gu Mang już tam był.
— Rozmawiałem z nim dziś rano. Chociaż był obojętny, przynajmniej nie uciekł. — powiedział Li Wei. — Wygląda na to, że już się trochę przyzwyczaił. Od jutra zorganizuję mu coś do roboty.
Wysoka i zimna postać Mo Xi stała przez chwilę w milczeniu przy wejściu do sali. Na jego twarzy nie było radości.
— Dlaczego ta osoba siedzi na moim miejscu? — zapytał chłodno.
Żółty stół z palisandru w głównym holu był miejscem, gdzie jadł Mo Xi. Chociaż zwykle były dwa miejsca, jedno krzesło było zawsze puste. Nikt nigdy na nim nie siedział. Wcześniej nieczuły sługa chciał usunąć puste miejsce, ale Xihe-Jun był bardzo niezadowolony. Słudzy mieli na ten temat dwa domysły. Po pierwsze, to miejsce było zarezerwowane dla księżniczki Mengze. Po drugie, Xihe-Jun miał obsesję na punkcie symetrii. Oczywiście nawet Li Wei nie znał odpowiedzi.
Jeśli chodzi o drugie miejsce, zawsze zajmował je Mo Xi.
Ale w tej chwili Gu Mang siedział na miejscu Mo Xi. Odwrócił nawet głowę i spojrzał obojętnie na niego.
Wyraz twarzy Mo Xi był lodowaty.
— Wstawaj — powiedział.
— …
Li Wei zakaszlał cicho.
— Wstawaj szybko. Pan jest zły — powiedział pospiesznie.
Gu Mang lekko zmarszczył brwi. Nie do końca rozumiał, co znaczyło słowo „Pan”. W Luo Mei była tylko służba i kurtyzany. Przez chwilę patrzył na Mo Xi i pomyślał, że imię Mo Xi brzmi „Pan”.
— Nazywasz się Pan Xihe-Jun? — zapytał więc.
Brwi Mo Xi uniosły się jeszcze bardziej. Nie odpowiedział i podszedł, po czym spojrzał chłodno na Gu Manga.
— Powiedziałem ci, żebyś wstał.
Gu Mang nie poruszył się, więc Mo Xi po prostu sięgnął, by go złapać. Ale zanim jego ręka mogła dotknąć szaty Gu Manga, ten już zeskoczył z krzesła jak cień i stanął czujnie z boku.
Chociaż Mo Xi nienawidził Gu Manga, nie znęcał się nad nim nadmiernie.. Gdynie był zmuszony do skrajności, nie zrobiłby niczego skrajnie pokręconego. Co więcej, gardził robieniem czegoś takiego jak Murong Lian, który znęca się nad ludźmi.
Jednak kiedy się obudził, nadal był w złym humorze, więc jego stosunek do Gu Manga był naturalnie gorszy niż zwykle. Widząc to, Li Wei przestraszył się, że ta dwójka spowoduje więcej kłopotów, więc pospieszył z reprymendą.
— Spójrz na siebie! Ze wszystkich miejsc do siedzenia w tak dużej rezydencji, po prostu musiałeś siedzieć na miejscu Pana. Za kogo się uważasz? W przyszłości ucz się ode mnie zasad! Głupi!
Mo Xi zmarszczył brwi zirytowany.
— Zabierz go.
— Tak.
Jednak Gu Mang odmówił.
— Chcę tu usiąść.
Mówiąc, wysunął krzesło naprzeciwko Mo Xi, zamierzając na nim usiąść.
Oczy Mo Xi zamigotały lekko, jakby dotknięto czegoś głęboko w jego sercu.
— To… to nie jest coś, na czym możesz usiąść.… Dlaczego chcesz tu zostać? — powiedział ze złością.
Gu Mang wskazał na stół.
— Jedzenie.
— …
— Widziałem to. Jedzenie będzie się tu pojawiać każdego dnia” — powiedział Gu Mang. — Ktoś ci to przyniesie. Jest dobre.
Spokojnie napotkał zimne spojrzenie Mo Xi.
— Poczekam.
— Będziesz tu czekać na jedzenie? — zapytał Mo Xi ponuro.
Gu Mang skinął głową.
Mo Xi patrzył na niego w milczeniu przez chwilę, po czym nagle uśmiechnął się szyderczo. — Gu Mang, jak myślisz, kim jesteś?
Powiedziawszy to, odwrócił się i usiadł. Kiedy poprawiał ukryte pudełko z bronią w rękawie, powiedział, nie podnosząc wzroku:
— Li Wei, powiedz mu, żeby się zgubił.
— Tak panie. — potwierdził Li Wei, po czym zapytał z wahaniem: — A co z jedzeniem?
— Czy w jego piwnicy nie ma stosu kolb kukurydzy? Powiedz mu, żeby się zgubił i je zjadł.
Tym razem, zanim Li Wei zdążył się odezwać, Gu Mang powiedział:
— Nie.
— Hm?
— Nie ma.
Mo Xi podniósł wzrok.
— Przeniosłeś nawet dwa kosze bułek gotowanych na parze, cztery lub pięć kiełbasek i siedem naleśników.
— Zjadłem je.
— …
— Nie znam ludzi w kuchni. Jest za dużo ludzi, więc nie mogę wejść — powiedział powoli Gu Mang. — Mogę przyjść tylko tutaj.
…
— Dlaczego możesz tu przyjść?
— Ponieważ cię znam. Dałeś mi wodę. — Gu Mang przerwał na chwilę, po czym kontynuował — Nawet nauczyłeś mnie żyć życiem gorszym niż śmierć. I nie chciałeś mnie zerżn-...
Bam! — kubek z winem wyleciał w powietrze i uderzył w ścianę, przerywając wypowiedź Gu Manga.
Oczy Mo Xi błysnęły.
— Zamknij się.
Gu Mang nic nie powiedział.
Li Wei stał z boku, patrząc to na jedną osobę, to na drugą. Po raz pierwszy nie wiedział, jak załagodzić sytuację.
Mo Xi skrzyżował ramiona na piersi i usiadł przy stole z zimnym wyrazem twarzy. Spojrzał na Gu Manga. Po chwili nagle uniósł podbródek i zapytał powoli:
— Czy pamiętasz coś jeszcze?
Gu Mang przechylił głowę i pomyślał przez chwilę, po czym potrząsnął głową.
Mo Xi opuścił rzęsy i nagle uśmiechnął się szyderczo.
— Więc zgub się — powiedział obojętnie.
Gu Mang się nie zgubił. W ciszy spojrzał na twarz Mo Xi. Nie brzmiał, jakby błagał lub prosił o instrukcje. W jego tonie nie było żadnych emocji. Stwierdzał tylko jedną rzecz, mówiąc Mo Xi, co wiedział.
Stał przed Mo Xi w ten sposób, jego wzrok był bezpośredni i prawie niegrzeczny.
— Jestem głodny — powiedział uparcie.
Przez chwilę patrzyli na siebie, jakby potajemnie ze sobą rywalizowali. W końcu Mo Xi przemówił pierwszy.
— Dobrze. Ale pracowałeś w Pawilonie Luo Mei przez dwa lata. Powinieneś wiedzieć, że nie ma nic za darmo. Jeśli chcesz coś zjeść, musisz coś zrobić.
Jego ciało pochyliło się lekko do przodu, jego ostre spojrzenie jak nóż przecięło bladą twarz Gu Manga. Nagle światło noża i cień miecza przebiły się przez skorupę, prawie wbijając się w delikatne ciało, którego nikt nie mógł dosięgnąć. Jego głos był niski i powolny.
— Starszy bracie Gu, dam ci szansę zarekomendowania się. Powiedz mi, co możesz dla mnie zrobić?
…
W jego czarnych oczach błysnęła stłumiona nienawiść.
— Co chcesz dla mnie zrobić? Co możesz dla mnie zrobić? Jeśli odpowiesz dobrze, zgodzę się na twoją prośbę. Sam to powiedz.
Gu Mang spojrzał na niego bez słowa. Po chwili nagle wyciągnął rękę.
Oczy Mo Xi poruszyły się lekko.
— Co robisz?
— Pozwolę ci mnie bić. I tak nie umrę — powiedział bez wyrazu Gu Mang. — Ale nie możesz mnie tak po prostu bić i nie dawać jedzenia.
…
— Czy tak uczyli cię w Pawilonie Luo Mei?
— Tak.
Mo Xi wyprostował się i odwrócił twarz.
— Pamiętaj. To jest rezydencja Xi He, a nie rezydencja Wangshu i zdecydowanie nie Pawilon Luo Mei. Nie mam interesu w poniżaniu cię.
— Więc co cię we mnie interesuje?
Dziwna zmarszczka pojawiła się na przystojnej twarzy Mo Xi, jakby przypominał sobie coś z przeszłości, o czym trudno mu było mówić. Jednak szybko odzyskał panowanie nad sobą i powiedział z zimnym i aroganckim wyrazem twarzy:
— Skąd miałbym wiedzieć? Równie dobrze możesz sam coś zaproponować.
Gu Mang był zdezorientowany.
Gu Mang pomyślał przez chwilę.
— Więc możesz mnie besztać?
…Dlaczego było to bicie lub besztanie?
Mo Xi nagle poczuł się trochę zły, że nim pogardzano. Ze złością odwrócił się w stronę Gu Manga.
— Czy ja wyglądam na taką osobę?
Li Wei nic nie powiedział.
Gu Mang pomyślał chwilę. Tym razem myślał długo. Wydawał się zagubiony.
— Nie wiem. Nie wiem, co jeszcze mogę zrobić.
Spojrzał na Mo Xi swoimi szczerymi i nieco irytującymi niebieskimi oczami. Jego przystojna twarz, która zawsze była spokojna, była teraz nieco zdenerwowana.
— Ale ja nie chcę wracać do Pawilonu Luo Mei.
— …
— Nie chcę wracać.
Widząc go w takim stanie, Mo Xi był wściekły, ale nie wiedział, jak go skarcić. Kiedy tłumił swój gniew, nagle usłyszał kolejną porpozycję.
— Mogę też spać i jeść. Jesteś zainteresowany?
…
— Ja też mogę…
Usilnie starał się myśleć o tym, co mógłby zrobić. Jego twarz zrobiła się czerwona, ale nie wiedział, co jeszcze mógłby zrobić.
Był taki dzielny, taki mądry. Był najwybitniejszym młodym generałem w Chonghua. Był jak płonący ogień, tryskający natchnieniem, mocą, nadzieją i miłością przez cały czas. W oczach Mo Xi były Gu Mang był praktycznie wszechmocny.
Ale jego dusza została zniszczona, jego umysł został uszkodzony, a jego ogień zgasł.
Był tylko kawałkiem spalonej ziemi, który pozostał po tym, jak Gu Mang został spalony na popiół.
— Nie mogę zrobić nic innego — powiedział w końcu powoli. Spojrzał na Mo Xi, jakby zaakceptował swój los. — Mam tylko to.
Wyraz twarzy Gu Manga był jak biednego dziecka, które chciałoby kupić bułkę gotowaną na parze, ale znalazł tylko jedną, żałosną, białą muszlę w kieszeni. Nie wiedział, czy to się przyda, ale mimo to przygryzł wargę i drżącymi rękami podał ją sprzedawcy.
— Chcesz mnie użyć?
Pomyślał przez chwilę i uznał, że lepiej byłoby dodać „imię” Mo Xi, więc dodał szczerze:
— Mój Panie?
Mo Xi wciąż bawił się ukrytym bronią. Słysząc to, prawie skaleczył się w palec.
Długo nie mógł wykrztusić słowa. Czuł, że gdzieś w jego sercu coś się poruszyło. Coś było nie tak. Niejasno wiedział, co to za uczucie. Wydawało się to niebezpieczne, więc natychmiast odwrócił wzrok od twarzy Gu Manga.
— Nie nazywaj mnie tak — powiedział z ponura miną. — Kiedyś mnie znałeś. Nazywam się Mo Xi. — Po chwili namysłu powiedział niecierpliwie: — Po prostu mów mi Xihe-Jun.
Mo Xi przymocował ukrytą skrzynkę z bronią. Po chwili ponownie spojrzał na twarz Gu Manga.
— Słuchaj uważnie. Rezydencja Xihe jest inna niż Pawilon Luo Mei. Nikt cię tu nie będzie bił ani beształ, ale jesteś grzesznikiem. Jeśli chcesz jeść, musisz pracować.
— Ale ja nie wiem…
— Kiedyś wiedziałeś — powiedział Mo Xi. — Jeśli nie pamiętasz, Li Wei nauczy cię ponownie. Musisz po prostu robić to, co mówi. Kiedy skończysz, możesz przyjść i odebrać swoje jedzenie.
— Dostanę jedzenie, kiedy skończę?
— Tak, ale nie możesz się obijać. Rozumiesz?
Gu Mang skinął głową.
— Więc możesz iść. Kiedy skończysz dzisiejszą pracę, możesz przyjść i zjeść tutaj kolację.
— Mój Panie, czy chcesz dodać kolejne krzesło? — zapytał pospiesznie Li Wei.
— Co? — Mo Xi spojrzał na niego. — Czy nie ma tu gotowego pustego krzesła?
…
Ale to krzesło zawsze było bez właściciela. Czy nie zostawiłeś go dla księżniczki Mengze, tak jak głosiły plotki?
Chociaż Li Wei był zdziwiony, nadal się zgodził. Przygotowywał się do wyjścia z Gu Mangiem, ale zanim dotarli do drzwi, Mo Xi ponownie go zawołał.
— Poczekaj, chodź tutaj.
— Mój panie, czy masz jeszcze jakieś rozkazy?
Mo Xi spojrzał w zamyśleniu na Gu Manga, po czym powiedział do Li Wei:
— Idź do kuchni i powiedz szefowi kuchni, że mam prośbę na dzisiejszy obiad — mówiąc, zniżył głos i powiedział kilka słów do Li Wei. — To wszystko. Rób, co mówię. Idź.
Pierwsze zadanie, które Li Wei zorganizował dla Gu Manga, było bardzo proste, ale także bardzo męczące — rąbanie drewna na opał.
— Chociaż Xihe-Jun jest kultywatorem, wielu służących w rezydencji to zwykli ludzie. Nie mogą po prostu podnieść rąk i przywołać kuli ognia, więc w naszej rezydencji wciąż brakuje drewna na opał na zimę. — Li Wei wskazał na leżący przed nim przypominający górę stos drewna opałowego. — Posiekaj to wszystko. Dopiero po posiekaniu wszystkich dostaniesz posiłek.
Gu Mang wpatrywał się w leżący przed nim stos drewna opałowego, a potem bez słowa odwrócił się do Li Wei.
— Czy rozumiesz? Jeśli nie, to pytaj! — powiedział Li Wei.
— …
Widząc, że nadal nic nie mówi, Li Wei podwinął rękawy i wykonał kilka machnięć ręką.
— Rąbać. Drewno opałowe. Czy rozumiesz co znaczy rąbanie drewna opałowego?
Gu Mang tak naprawdę nie rozumiał, ale i tak pojął najważniejsze słowo — „porąbać”. Nie powiedział nic więcej, tylko poszedł do przodu, by podnieść wbitą w ziemię siekierę. Zwrócił się do Li Wei, aby potwierdzić:
— Porąbać to wszystko?
— Tak, porąbać.
— Wszystko?
— Wszystko.
— Mogę jeść dopiero po ich porąbaniu?
— Możesz jeść dopiero po ich porąbaniu.
Gu Mang zakończył rozmowę, odwrócił głowę i zaczął bez słowa rąbać drewno na opał.
W tej pracy nie było nic skomplikowanego, ale była ona czasochłonna i nużąca. Nikt w posiadłości Xihe nie lubił tego robić. Jednak Gu Mang zrobił to bez słowa skargi. Zacisnął lekko usta, a jego długie rzęsy były mokre od potu. Z całej siły rąbał siekierą drewno, jakby żywił głęboką nienawiść do tego drewna opałowego. Był bardzo zmotywowany. Za każdym razem, gdy stos drewna na opał rósł, czuł, że jest trochę bliżej swojej racji.
Kiedy nastał zmierzch, stos drewna na opał w końcu zmienił się w górę kłód. Gu Mang odrzucił siekierę i nawet nie zadał sobie trudu, aby wytrzeć pot z głowy. Poszedł prosto do sali po swoją "nagrodę" za dzisiejszy dzień.
Choć za oknem padał śnieg, a nawet było przejmująco zimno, główny hol był jasno oświetlony świecami. Na stole stały już naczynia przykryte pokrywką. Z garnka wydobywały się smużki pary.
Mo Xi siedział tam i czekał na niego.
Komentarze
Prześlij komentarz