Rozdział 44
“Pieczona gęś”
— Usiądź.
W głównym holu nie było nikogo innego, więc Mo Xi mówił spokojnie.
Gu Mang nie czekał dłużej. Odsunął krzesło i usiadł. Następnie uniósł pokrywę miski.
Wewnątrz znajdował się duszony ogórek morski z cebulką, smażony ryba z cebulką, pieczona dziczyzna z cebulką, smażona wołowina z cebulką, tofu z cebulką, zupa jajeczna z cebulką i naleśniki z cebulką. Wydawało się, że kucharz miał obsesję na punkcie zielonej cebulki. Jedynym daniem, które nie było zielone, była pieczona gęś postawiona na węglach przy stole.
Po całym dniu wymachiwania toporami Gu Mang był już głodny. W ogóle nie obchodziła go reakcja Mo Xi. Usiadł i zaczął jeść rękami.
Zignorował jadeitowe talerze na stole i chwycił rybę, żeby ugryźć duży kęs. Jednak po chwili żucia wypluł.
To obrzydliwe — powiedział Gu Mang.
Mo Xi nie mrugnął powieką. Skrzyżował ręce i usiadł po drugiej stronie stołu.
— Spróbuj innego dania — powiedział spokojnie.
Gu Mang tym razem chwycił kawałek pieczonej dziczyzny i przeżuł. Jednak po chwili żucia ją również wypluł.
— To też jest obrzydliwe?
— Tak.
— W takim razie spróbuj innego dania.
Tym razem Gu Mang zawahał się. Kilkakrotnie spojrzał na naczynia na stole. Potem wyciągnął rękę i ostrożnie wyciągnął z koszyka naleśnik.
Nie zjadł go bezpośrednio, jak za pierwszym razem. Zamiast tego trzymał naleśnik w dłoni i powąchał go. Zmarszczył nos i powąchał go ponownie. W końcu wystawił język i polizał go.
Mo Xi patrzył, jak liże naleśnik. Wydawało się, że o czymś pomyślał. Jego brązowe oczy poruszyły się lekko, a na jego poważnej twarzy pojawił się cień przygnębienia. Odwrócił twarz na bok.
— Nie podoba mi się to zielone — powiedział Gu Mang z bladą twarzą po kilku próbach. — Nie mogę tego jeść.
Byłoby dziwne, gdyby ci się to podobało — pomyślał Mo Xi.
Być może było wielu ludzi na tym świecie, którzy zaprosili Gu Manga na posiłek, ale niewiele osób wiedziało o tabu Gu Manga. Od dziecka Gu Mang podlegał najsurowszej dyscyplinie rodziny Murong. Był z natury bardzo życzliwy, więc zawsze się uśmiechał i dziękował innym za życzliwość. Nigdy nie wskazywałby na bankiecie potraw, które mu się nie podobały.
Nawet Murong Lian, który wychowywał go tak długo, nie wiedział, że będzie wymiotował za każdym razem, gdy spróbuje cebuli, ale Mo Xi wiedział.
— Jak nazywa się to zielone warzywo?
— Zielona cebulka — powiedział obojętnie Mo Xi.
Gu Mang zacisnął usta.
— W takim razie nie lubię zielonej cebuli.
Mo Xi nie odpowiedział. Zamiast tego uniósł palec i użył małego zaklęcia, by rozpalić ogień w kociołku. Brzuch gęsi w koksowniku był wypełniony drylowanymi śliwkami. Został nadziany gałęziami i powoli pieczony w ogniu rozpalonym przez drewno owocowe. W tym czasie gęsina była już złocista i chrupiąca. Mo Xi posypał go solą, a następnie wziął mały nóż i powoli odciął kawałek udka z pieczonej gęsi i podał mu go.
— Spróbuj tego.
Gu Mang go wziął. Po doświadczeniu koszmaru „zielonej cebulki” był bardzo ostrożny przed jedzeniem. Trzymał pieczoną gęsią nogę i długo patrzył w tę i z powrotem. Widząc, że było tłuste, złociste i wciąż parujące, unosił się także aromat mięsa i dym z drewna owocowego, jego jabłko Adama nie mogło powstrzymać się od poruszania się w górę iw dół. Ale wciąż zapytał ostrożnie:
— Nie ma zielonej cebuli?
— NIE.
Więc Gu Mang wziął kęs. Złocista, chrupiąca skórka natychmiast wydała zgrzyt między jego ustami a zębami. Gorący sos i olej nasiąkły teksturą gęsiego mięsa, a gdy tylko spłynęło na czubek jego języka, jego policzki pokryły się rumieńcem.
Gu Mang skończył gęsią nogę w kilku kęsach i oblizał palce. Potem patrzył błyszczącymi oczami na pieczoną gęś w palenisku.
— Więcej — poprosił.
Mo Xi miał dzisiaj wyjątkowo dobry nastrój. Nie miał nic przeciwko temu, żeby mu rozkazywać jak kucharzowi, a nawet z rozwagą podsunął Gu Mangowi miseczkę sosu/
Dał Gu Mangowi talerz pełen pieczonych plastrów gęsi. Widząc, jak Gu Mang je radośnie, nie zjadł ani jednego kęsa.
— Lubisz tę pieczoną gęś?
— Tak — powiedział Gu Mang z wypchanymi policzkami.
— To bardzo dobrze — powiedział lekko. — Pozostałe potrawy na stole zostały zrobione przez innych kucharzy. To jedyne danie, które ja zrobiłem.
— Jesteś dobry — Gu Mang od niechcenia powiedział coś, by uspokoić szefa kuchni Mo, po czym ponownie schował głowę w pieczonej gęsi. Oczywiście głos Mo Xi nie był tak uroczy jak chrupiąca skórka pieczonej gęsi.
— Nie jestem. Nie znam się na gotowaniu. Tej pieczonej gęsi nauczył mnie starszy brat wojskowy, kiedy maszerowaliśmy do fortecy granicznej we wczesnych latach.
Śnieg za oknem szeleścił i unosił się na kratce okiennej, gromadząc warstwę kryształków.
W jadalni Gu Mang schował głowę w mięsie. Głos Mo Xi był niezwykle spokojny, jak złapana w pułapkę bestia uwięziona w błocie wspomnień, niezdolna do bycia dziką.
— W tamtym czasie on i ja byliśmy tylko kultywatorami niskiego poziomu, dbającymi o siebie w wojsku… Należy powiedzieć, że to on bardziej dbał o mnie. Był ode mnie o trzy lata starszy, poznał świat wcześniej niż ja i był bardziej biegły w kultywacji. W tamtym czasie czułem, że nie ma na świecie nic, czego by nie wiedział. Od tajemnic duchów i bogów po sposób przyrządzania pieczonej gęsi, potrafił mówić o wszystkim jasno i logicznie.
— W tym czasie była też zima. W czasie oblężenia nieprzyjaciel zaatakował szlak zaopatrzeniowy i odciął nam zaopatrzenie. Armii brakowało żywności, która była rozdzielana według stopni kultywujących. — Mo Xi spojrzał na Gu Manga, jego zwykle zimne spojrzenie było nieco roztargnione. Powiedział cicho: — Ani on, ani ja nie mieliśmy dość jedzenia. Pewnej nocy byliśmy razem na nocnym dyżurze, patrolując obie strony obozu. I nie wiem, jak to zrobił, ale upolował grubą gęś w gęstym śniegu. Mógł to wszystko zjeść sam, ale zamiast tego radośnie mnie zawołał. Musisz wiedzieć, że w tym czasie byłem nie przywykłem do postu i mój apetyt był znacznie większy niż jego. — Kiedy Mo Xi to powiedział, nagle zobaczył, że Gu Mang przerwał jedzenie i spojrzał w górę.
…
— Co jest nie tak?"
Gu Mang oblizał usta i wysunął talerz przed siebie.
— Daj mi drugą nogę.
Mo Xi uniósł lekko brwi i odciął dla niego drugą nogę gęsi. Potem kontynuował opowiadanie swojej historii, nie dbając o to, czy Gu Mang słuchał, czy nie.
— Zebrał trochę śliwek z drzewa.
Gu Mang ponownie podniósł wzrok i patrzył prosto na niego, tak jak wcześniej.
Mo Xi zacisnął usta.
— Nie, gęś ma tylko dwie nogi. Poza tym nie skończyłeś jeść tej, którą masz na talerzu/
— Śliwki są pyszne — powiedział bez powodu.
…
Mo Xi patrzył na niego przez chwilę w zamyśleniu.
— Masz rację, śliwki są pyszne. Ta osoba też lubiła jeść śliwki. Często zadał sobie wiele trudu, aby wspiąć się na drzewo, aby je zerwać, ale powiedział, że istnieje ogromna różnica między śliwkami zestrzelonymi magią a śliwkami zbieranymi ręcznie. Nauczył mnie, jak upiec gęś. Składniki były bardzo proste. Oprócz gęsi potrzebował tylko odrobiny soli i garści świeżych owoców.
— Czy to zostało zjedzone z owocami? — zapytał Gu Mang.
— Nie, tylko brzuch był nadziewany owocami — powiedział Mo Xi. — Siedzieliśmy przy ognisku i on od czasu do czasu dokładał gałęzie. Kiedy gęś upiekła się na złoty kolor, posypał ją solą. Po zdjęciu wyjął śliwki i zjadł trochę mięsa. Wtedy też powiedział mi, że muszę bardzo uważać przy jedzeniu.
— Uważać na co?
— Po tak długim czekaniu z boku, wąchaniu zapachu przez tak długi czas i obserwowaniu, jak gęś stopniowo przybiera złocisty kolor przy palenisku i kapie olejem, było nieuniknione, że będę bardzo głodny. W tym czasie nie mogłem się doczekać, aż ją zjem — powiedział Mo XI lekko. — To było nieuniknione, że spalę sobie język.
— Więc spaliłeś sobie język?
— Jak mógłbym? — Oczy Mo Xi były trochę puste. — Ale ty…
Gu Mang przeżuł gęsią nogę i oblizał usta.
— Widzisz, ja też nie spaliłem sobie języka.
…
— Nie to miałem na myśli. Zapomnij o tym, to nic. Udawaj, że nic nie powiedziałem.
Gu Mang nadal sam jadł mięso. Zjadł połowę całej gęsi, a potem przez chwilę wpatrywał się pustym wzrokiem w odrobinę pozostawioną na palenisku. Przestał jeść.
— Już nie jesz? — zapytał Mo Xi.
Gu Mang skinął głową.
Mo Xi niejasno czuł, że to dziwne. Apetytu tej osoby nie można było lekceważyć. Jak mógł się najeść tylko połową pieczonej gęsi? Ale zanim zdążył o tym pomyśleć, usłyszał pytanie Gu Manga:
— Ten twój senior, jak się nazywa?
Jego słowa były jak strzała, która przeszyła jego serce.
Mo Xi nagle podniósł głowę i napotkał wzrok Gu Manga.
Kiedy Gu Mang zadał to pytanie, jego oczy były jasne, a na jego twarzy malowała się nieskrywana ciekawość. Co do Mo Xi, pod takim spojrzeniem stopniowo czuł się nieswojo.
Gu Mang… Udajesz?
Jeśli udajesz, jak możesz być taki spokojny i opanowany…?
— Ta osoba… — Mo Xi zatrzymał się. — Jego imię to …
Ale ostatnie dwa słowa utknęły mu w gardle i nie mógł ich wypowiedzieć. Mo Xi dusił się na to imię. Wymawiał to imię tak wiele razy, ale w tym momencie było to jak delikatny sen, który rozwiał się wiele lat temu. Przebiło jego serce i płuca, aż wypełniły się krwią.
Nie mógł wymówić imienia Gu Manga, a jego oczy stopniowo zrobiły się czerwone.
Mo Xi nagle odwrócił twarz w bok, a jego ton nagle stał się ostrzejszy niż kiedykolwiek wcześniej.
— Po co pytasz? Co to ma wspólnego z tobą?
— …
Po odejściu Gu Manga wzrok Mo Xi padł na sos. Nie wyjaśnił Gu Mangowi, jak go używać podczas posiłku, więc sos do maczania pozostał nietknięty i został całkowicie zignorowany.
Mo Xi zamknął oczy i wydawało mu się, że słyszy znajomy głos.
„Shidi, jedzenie samej pieczonej gęsi nie jest zabawne. Spróbuj tego sosu ze śliwek. Jest słodko-kwaśny, a kiedy go ugryziesz z chrupiącą skórką… Wow.”
Mo Xi wciąż wyraźnie pamiętał niektóre szczegóły z tamtego czasu. Był biały i bezkresny śnieg, lekko wzniesiony popiół drewna na opał i migoczące palenisko.
W tym czasie obok niego siedział także Gu Mang, śmiejąc się i bawiąc gałęziami sosny.
Gu Mang odwrócił głowę. Jego oczy były tak jasne w ciepłym pomarańczowym świetle ognia.
— Chodź, spróbuj tego mojego kawałka. Ten kawałek jest pokryty sosem śliwkowym.
— I to jest dobre?
— Hahaha, oczywiście. Czy twój brat Gu Mang kiedykolwiek cię okłamał? Jestem najbardziej uczciwą osobą na świecie. Nigdy nikogo nie okłamałem.
Mo Xi nie mógł się powstrzymać przed zaciśnięciem pięści. Paznokcie wbiły się głęboko w jego ciało.
Umyślnie pokroił pieczoną gęś bardzo cienko i na dużo plastrów. Celowo rozmawiał też z Gu Mangiem, ponieważ wiedział, że ludzie zawsze będą rozproszeni, gdy będą robić dwie rzeczy na raz.
Kiedy Gu Mang jadł w przeszłości tego rodzaju pieczoną gęś w plasterkach, każdy kawałek musiał być pokryty tym słodko-kwaśnym sosem śliwkowym. Jeśli przypadkowo zapomniał, nawet jeśli ugryzł kęs, musiał włożyć go z powrotem do sosu. To był głęboko zakorzeniony nawyk.
Mo Xi wcześniej myślał, że jeśli Gu Mang udaje, będzie mu bardzo trudno go słuchać, pozostając czujnym i nie zdradzając się. Gu Mang najprawdopodobniej bawiłby się sosem z przyzwyczajenia.
Ale nie zrobił tego.
Gu Mang zdawał się nie wiedzieć, do czego to służy. Sos śliwkowy był tak samo dobry, jak wtedy, gdy Mo Xi położył go po raz pierwszy na stole. Jednak Mo Xi nie miał już nadziei, którą miał, kiedy go tam umieścił.
Stał w holu. Za oknem szalała burza śnieżna, ale w przedpokoju stał połamany stół, który był jeszcze zimniejszy niż śnieg.
Nie wiedział dlaczego, ale nagle poczuł silne poczucie urazy. Był tak zły, że podniósł rękę i przewrócił stół pełen resztek. Kiedy Li Wei usłyszał zamieszanie i podbiegł, zobaczył Mo Xi stojącego przed oknem. Ukrył twarz w dłoniach i spuścił głowę. To było tak, jakby jego nadzieja została odcięta i nie był już zły.
— Panie…
— Wyjdź.
— Panie, dlaczego musisz to robić? Niezależnie od tego, czy pamięta przeszłość, czy udaje, czy nie, wynik jest taki sam. Dlaczego musisz…
Nie, to nie to samo.
Gu Mang, którego pragnął, Gu Mang, którego nienawidził, starszy brat Gu, którego podziwiał, to nie było to samo.
Tylko w ten sposób mógł odetchnąć z ulgą od nienawiści do zdrady. Tylko wtedy mógł mieć cel, tylko wtedy mógł mieć komfort zemsty, tylko wtedy mógł mieć nadzieję.
Dręczyło go uczucie zagubienia i bezsilności. Niezależnie od tego, czy była to jego nienawiść, czy niechęć, nie było miejsca, by naprawdę ją wylać.
— Panie, panie! — W tym momencie służący nagle wbiegł z zewnątrz. Li Wei natychmiast odwrócił głowę i spojrzał na niego. Powiedział bezgłośnie: „Po co krzyczysz? Nie widzisz, że Pan jest w złym humorze?”
Sługa wyglądał, jakby był w trudnej sytuacji. Po chwili wahania opuścił głowę i zameldował: — Mistrzu, posłaniec z rezydencji Jiang jest tutaj. Czeka na zewnątrz.
Mo Xi odwrócił lekko twarz i zmarszczył brwi.
— Posłaniec?
— Tak. — Sługa przełknął ślinę. — To bardzo pilne. Powiedział, że mistrz Jiang chce się z tobą zobaczyć z powodu… tej ważnej sprawy!
Komentarze
Prześlij komentarz