Rozdział 49
“Nienawidzę cię”
Gu Mang był mniej lub bardziej przerażony nagłą zmianą w jego wyrazie twarzy. Zawahał się przez chwilę, zanim powiedział ponownie:
— Księżniczko…
Mo Xi poczuł się, jakby cała krew w jego ciele napłynęła mu do głowy. To słowo było jak ogromny kamień burzący spokojną taflę wody. W uszach Mo Xi brzęczało i przez chwilę nie mógł wypowiedzieć pełnego zdania.
— Ty, dlaczego ty… dlaczego ty…
— Dlaczego co?
Palce Mo Xi były zimne. Musiał chwycić filiżankę ze stołu, żeby ukryć drżenie.
— Dlaczego mnie tak nazwałeś? — zapytał ochryple.
— Och, Li Wei mnie nauczył. Powiedział, że księżniczka to bardzo szlachetna osoba, o którą należy się troszczyć. — Gu Mang uśmiechnął się. — Myślę, że jesteś właśnie taką osobą.
— …
— Coś nie tak?
Wielki kamień zdawał się opaść na dno. Drżenie nadal było, ale podniecenie opadło. Mo Xi zacisnął zęby i odwrócił twarz.
— Nic.
Po chwili dostrzegł nieco zdezorientowany wyraz twarzy Gu Manga. Mo Xi zamknął oczy, znosząc ból w sercu i niskim, ochrypłym głosem zmienił temat.
— Jedz. Nie martw się o mnie.
Gu Mang spojrzał na gotowaną kapustę w misce. Potem rozejrzał się po stole, a jego wzrok zatrzymał się na misce pikantnej zupy z klopsikami stojącą przed Mo Xi.
— Chcesz tego spróbować?
Gu Mang skinął głową.
Mo Xi był w złym humorze, ale jego emocje były skomplikowane. Nie chciał stracić panowania nad sobą, więc po prostu popchnął w stronę Gu Manga miskę zupy.
— Są w nim całe ziarna pieprzu. Smak jest bardzo mocny. Uważaj.
Gu Mang wziął miskę, złamał ostatni kawałek guokui w dłoni i zanurzył go w pikantnej zupie, ostrożnie unikając ziarenek pieprzu. Jednak było ich zbyt wiele i znalazło się jedno, które prześlizgnął się przez sieć i wpadło się do jego ust.
Z początku nie zareagował, a nawet zmiażdżył twardą skorupkę ziarna.
Wynik był oczywisty. Po chwili Gu Mang zaczął wypluwać pieprz. Oczy miał mokre, a czubek języka zdrętwiały i czerwony. Odsunął miskę z zupą.
— Tam jest trucizna.
Mo Xi był oszołomiony. Przecież Gu Mang uwielbiał pikantne jedzenie.
Ale potem przypomniała sobie, że Gu Mang nie od razu nauczył się jeść pikantne potrawy. Na początku nie chciał dotykać niczego ostrego. Kiedy kraj Liao zniszczył jego świadomość, prawdopodobnie zniszczył też tolerancję na ostre jedzenie, którą Gu Mang rozwijał przez lata.
Ta świadomość jeszcze bardziej go zaniepokoiła. Do tej pory wciąż miał iskierkę nadziei, że zachowanie Gu Manga było tylko grą. Ale po tak wielu dniach bycia razem, każdy jego ruch mówił mu, że tak nie jest.
Dzika bestia z przeszłości naprawdę była martwa.
Jedyną rzeczą, którą miał Mo Xi, jedyną rzeczą, której mógł nienawidzić i na której mógł się zemścić, była pusta skorupa, którą miał przed sobą.
Mo Xi spojrzał na niego.
— Nie ma trucizny.
Gu Mang otworzył usta i wystawił język. Wyglądał na zasmuconego.
— Zostałem otruty.
…
Nie było sensu mu się tłumaczyć. Mo Xi nalał filiżankę jaśminowej herbaty ziołowej i podał mu ją.
— Wypij to powoli. Trucizna zostanie zniwelowana.
Gu Mang podejrzliwie wziął filiżankę. Zmarszczył brwi i pił po trochu.
— Czy czujesz się lepiej?
— Tak. — Gu Mang skinął głową, ale z wahaniem spojrzał na stół. — Nie chcę już jeść.
… W porządku, o ile nie jesz„ trującego ” jedzenia — powiedział Mo Xi.
Gu Mang wykrzywił nagle usta.
— To nie jest dobre — powiedział nieszczęśliwie. — Nie przyjdę tu następnym razem.
Mo Xi spojrzał na jego usta, które były czerwone od odrętwienia. W jego sercu pojawił się niewytłumaczalny impuls.
— Gu Mang — powiedział nagle.
— Tak?
— Tylko raz zaprosiłem kogokolwiek na posiłek. Wiesz, kogo?
Gu Mang myślał przez chwilę.
— To ja?
Oczy Mo Xi zaświeciły się na chwilę, ale wkrótce dostrzegł zmieszanie w oczach Gu Manga.
— Czy dobrze zgadłem? — zapytał ze zmieszaniem w głosie.
Mo Xi więcej się nie odezwał. Zamknął w milczeniu oczy, westchnął cicho i nie odpowiedział.
Po obiedzie dwaj byli przyjaciele, którzy teraz byli wrogami, spacerowali nocą nad jeziorem Rouge. Na krytym moście wisiały czerwone latarnie, rzucając na taflę rzeki senną, delikatną poświatę.
Łódź przepłynęła obok. Wraz z pluskiem wiosła sen roztrzaskał się w iskrzące się światło.
Gu Mang szedł obok Mo Xi, żując bułkę, którą Mo Xi kupił mu na poboczu drogi. Jego policzki były wypchane, przez co przypominał chomika.
Mo Xi zatrzymał się i spojrzał na rzekę. Po chwili wydawało się, że zachował w sobie ostatni promyk nadziei, choć wydawał się być tylko bezsensownym szeptem.
— Gdyby Lu Zhanxing nie umarł… czy zdecydowałbyś się na ten krok…?
— Jaki krok?
Mo Xi spojrzał na lśniącą wodę.
— Nieważne — powiedział. — To nie ma znaczenia, jeśli nie pamiętasz. W każdym razie wciąż żyjesz. Zawsze będzie szanse na lepsze.
— Tak.
— Co masz na myśli, mówiąc „tak”?
— Niania Pawilonie Luo Mei powiedziała, że kiedy mówię „tak ”, oznacza to, że zgadzam się z kimś innym. Jeśli zgadzam się z kimś, ta osoba będzie szczęśliwa.
…
Dlaczego chcesz mnie uszczęśliwić? — zapytał Mo Xi.
Gu Mang wziął kolejny kęs bułki.
— Ponieważ jesteś dobrym człowiekiem.
Mo Xi przez chwilę był oszołomiony.
— Naprawdę nie wiesz, jak odczytać czyjś nastrój — powiedział obojętnie.
Gu Mang przełknął bułkę i spojrzał na Mo Xi parą czystych i niewinnych oczu.
— Tak.
— Nawet z tym się zgadzasz?
— Tak.
…
— Zapomnij o tym. — Po chwili odwrócił się niechętnie. — Co jest we mnie takiego dobrego?
— Zaczekaj — powiedział Gu Mang, przysunął nos bliżej i obwąchał twarz, szyję i uszy Mo Xi niczym szczeniak. Gdyby kobiety, które uwielbiały Mo Xi, zobaczyły tę scenę, byłyby oszołomione. Xihe-Jun rzeczywiście pozwolił komuś zbliżyć się do siebie i dokonać tak dziwnego i intymnego czynu.
Ale ci ludzie nie wiedzieli o pewnym fakcie. Mo Xi nie lubił być dotykany przez innych, ale Gu Mang był wyjątkiem. Nie tylko dlatego, że Gu Mang był teraz zbyt prosty. Nie miał celu w tym, co robił. Po prostu podążał za swoją dziecięcą naturą — jeśli był czegoś ciekawy, wkładał to do buzi, żeby tego posmakować. Jeśli chciał coś zrozumieć, podchodził bliżej, żeby to powąchać.
Było tak również dlatego, że Mo Xi i Gu Mang byli najbliższymi sobie osobami od dawna. Był do niego przyzwyczajony.
— Masz zapach – powiedział w końcu Gu Mang — Jest inny od innych.
Mo Xi spojrzał na niego.
— Jaki zapach?
Gu Mang potrząsnął głową.
— Nie wiem. Ale… — przerwał, jakby próbował znaleźć w swoim żałosnym umyśle jakieś przyzwoite słowa, żeby to opisać. Ale oczywiście w końcu mu się nie udało. — Jest bardzo słodki. Pachniesz jak łyżka miodu.
…
Mo Xi najwyraźniej nie chciał kontynuować z nim tej dziwnej rozmowy.
— Coś jeszcze? — zapytał.
Gu Mang trzymał obiema rękami na wpół zjedzoną bułkę.
— Tylko ty byś to dla mnie kupił.
Mówiąc, patrzył na Mo Xi z pewnym zakłopotaniem.
— Dlaczego tak bardzo ci zależy?
Mo Xi był lekko oszołomiony.
Okazało się, że troska na jego twarzy była tak oczywista.
W cieniu latarni wielkie oczy Gu Manga wpatrywały się w niego. Były takie spokojne…
Mo Xi potrząsnął głową i nie odpowiedział. Powiedział tylko:
— Jesteś drugą osobą na świecie, która mówi, że jestem dobry.
— Kto jest pierwszą osobą?
Mo Xi patrzył na niego w milczeniu.
— To także ty — powiedział w końcu.
Gu Mang był trochę zaskoczony.
— Jest mnie dwóch?
…
— Nie o to mi chodzi. Zapomnij, nie ma sensu ci mówić.
Gu Mang był zaskoczony,
— W takim razie powinieneś zapytać więcej ludzi. Będzie wielu ludzi, którzy powiedzą, że jesteś dobry.
Nie było nikogo innego. Od dawna nie mówiłby w ten sposób do drugiego człowieka i nikt nie potrafiłby otworzyć przed nim serca w ten sposób.
Jego obojętność i wyobcowanie mroziła krew w żyłach. Odpychał jedną osobę za drugą. Każdą, która próbowała się do niego zbliżyć.
Mo Xi myślał o sobie, gdy był nastolatkiem. Pomyślał o Gu Mangu, który zmywał naczynia w małej restauracji. Pomyślał o xianjunie i Mengze. W końcu pomyślał o roku, w którym jezioro Dongting było pełne wojny. Ukląkł w dymie jak żebrak i błagał Gu Manga, by zawrócił. Myślał tak dużo, że stara blizna na piersi zaczęła go boleć. Ci, którzy go zdradzili, albo ci, których on zdradził, byli w tej chwili obmywani w jesiennych wodach jeziora Rouge.
Zamknął oczy i poczuł wielką gorycz w sercu. Kiedy się odezwał, jego głos był tak ochrypły, że nawet on sam był w szoku.
— Gu Mang, wiesz? W rzeczywistości mamy wiele wspólnych tajemnic, o których nikomu nie mówiliśmy. Ja…
Nagle przestał mówić.
Nie robił tego od prawie dziesięciu lat, więc słowa utknęły mu w gardle i nie mógł ich wypluć. Powoli impuls zniknął.
Był jak złośliwy duch, któremu wyrwano język, ponieważ dopuścił się wielu złych rzeczy.
W tym momencie nagle usłyszał, jak Gu Mang mówi:
— Nie mów tego. Nie chcę słuchać.
Mo Xi spojrzał w górę.
— Dlaczego?
W wieczornym wietrze Gu Mang od niechcenia zgarnął z czoła niesforne włosy. Oparł się o drewniany filar krytego mostu i spojrzał z ukosa na Mo Xi.
— Bo nie chcesz mi powiedzieć.
…
— A jeśli naprawdę cię znam, może sam sobie o tym przypomnę w przyszłości. Więc to nie jest konieczne. — Zakrył uszy. — Nie chcę słuchać.
Mo Xi patrzył, jak ten zakrywa uszy. Po chwili ciszy nagle się roześmiał. To był pierwszy raz od dłuższego czasu, kiedy naprawdę się śmiał, zamiast szydzić lub przybierać fałszywy uśmiech.
Mo Xi oparł się o drewniany filar i długo się śmiał. Gu Mang spojrzał na niego. Powoli, z wahaniem opuścił ręce, które zakrywały mu uszy, ale potem znów je podniósł. Ale tym razem podniósł ręce, by dotknąć twarzy Mo Xi.
W dotyku była lekko zimna.
Logicznie rzecz biorąc, Mo Xi powinien udzielić mu reprymendy i robić uniki.
Ale w cieniu drzew, pośród dźwięku wioseł, w bólu, który dręczył go przez cały dzień, a może więcej niż cały dzień, odkąd Gu Mang go zdradził, jego rzęsy tylko lekko drżały, a on nie mógł powiedzieć nic ostrego.
Czuł nawet, że kąciki jego oczu są trochę mokre.
— Księżniczko — powiedział cichym głosem Gu Mang. — Czy twoje imię może być na odwrocie naszyjnika?
— Bo wydaje ci się, że jestem dobrą osobą?
Nieoczekiwanie Gu Mang tym razem potrząsnął głową.
— Nie — powiedział. — Ponieważ wydaje mi się, że… naprawdę cię znam.
Mo Xi czuł tylko, że jego serce ściska się boleśnie. Nawet oddychanie było trudne.
— Nie wiem, kim jest mistrz. Ale… to brzmi dobrze. Chcę, żebyś był mistrzem.
Mo Xi patrzył na niego przez długi czas. Nie potrafił powiedzieć, co czuł. Jego serce było czymś więcej niż zlepkiem kilku różnych emocji. W końcu prawdopodobnie użył ponad tysiąc razy więcej powściągliwości, by powiedzieć powoli:
— Jesteś daleki od kwalifikacji.
— Co rozumiesz przez kwalifikację?
Mo Xi po prostu zmienił swoje słowa.
— To znaczy, nie będę twoim mistrzem.
Gu Mang myślał przez chwilę.
— Więc co muszę zrobić, aby się zakwalifikować?
Mo Xi nie mógł odpowiedzieć. Patrzył na niego przez chwilę, nim jego usta ponownie się poruszyły.
— Nie widzisz, że cię nienawidzę? — zapytał tylko.
— Czym jest nienawiść? — zapytał oszołomiony Gu Mang.
— Spójrz mi w oczy. Nienawidzę tego, że nie mogę wypić twojej krwi, obdzierać cię ze skóry i osobiście torturować, dopóki nie znajdziesz się między życiem a śmiercią. Chcę, żebyś cierpiał tak bardzo, że chciałbyś umrzeć. — Mo Xi spojrzał na niego zimnymi oczami i powiedział słowo po słowie: — To jest nienawiść.
Gu Mang naprawdę spojrzał mu w oczy. Odległość między nimi była bardzo mała. Mierzyli się wzrokiem, a ich oddechy krążyły wokół siebie.
Mo Xi niejasno czuł, że coś jest nie tak. Gdy już miał go odepchnąć, usłyszał, jak Gu Mang mówi:
— Ale… wyglądasz, jakbyś cierpiał. Czy nienawiść do mnie sprawia ci ból?
Komentarze
Prześlij komentarz