Rozdział 50

 

“Zostaniesz ze mną”



— Czy nienawiść do mnie sprawia ci ból?

— …

Mo Xi nagle zamknął oczy. Czuł się tak, jakby jego serce zostało przebite niewidzialnym nożem, a krew napłynęła mu do piersi.

Odkąd Gu Mang wrócił do Chonghua, widział tylko twarze pełne nienawiści, złości i chęci zemsty. Nigdy nie widział takiego wyrazu twarzy jak u Mo Xi. 

— Więc nie chcę, żebyś był moim panem. Nie bądź nieszczęśliwy — powiedział pospiesznie.

— Nie nienawidź mnie. Jeśli nie będziesz mnie nienawidzić, czy to przestanie boleć?

Na tafli jeziora pojawiły się drobne zmarszczki, a cienie rzucane przez światła latarni migotały niczym gwiazdy.

— Już za późno — po długim czasie Mo Xi odpowiedział mu ochryple. — Gu Mang, pewnego dnia umrzesz w moich rękach.… Takie jest nasze przeznaczenie Przysięgałem to. — Odwrócił głowę. Jego przystojna twarz była niewyraźna w czerwonym świetle latarni. — A ja wcale nie jestem dobrym człowiekiem. Shixiong już na samym początku źle mnie ocenił.

Gu Mang słuchał, kończąc swoją bułkę.


***


— Więc dlaczego musisz mnie nienawidzić?

— Ponieważ w przeszłości przez ciebie popełniłem wiele błędów — powiedział Mo Xi w drodze powrotnej.

Ale kiedy Gu Mang zapytał go, o jakie błędy chodzi, nic nie powiedział.

Właściwie to nie było tak, że zrobił coś źle. Jeśli chodzi o Gu Manga, była tylko jedna rzecz, którą czuł, że zrobił źle.

Zakochał się w nim.

To była zbrodnia, która powinna być karana, ale on wielokrotnie powtarzał ten błąd. Jak beznadziejny głupiec przypomniał sobie ze złością, że nie może zrobić tego ponownie, ale jednocześnie raz za razem wchodził do tej samej rzeki

Tej nocy Mo Xi leżał na łóżku i wpatrywał się w ciemne zasłony. Dlaczego po prostu nie zabił Gu Manga? Dlaczego po prostu nie przeciął węzła gordyjskiego? Co chciał osiągnąć, zachowując się w ten sposób?

Doszedł do jednego wniosku. Miał nadzieję, że Gu Mang pamięta przeszłość. Być może nie tylko dlatego, że chciał, aby Gu Mang odpowiedział na ówczesną zdradę, ale także dlatego, że chciał usłyszeć, jak Gu Mang żałuje, że chciał zobaczyć, jak Gu Mang płacze.

Prawdopodobnie chciał też, żeby Gu Mang zapytał o pewne sekrety, które znali tylko oni dwaj. 

To było lepsze niż dźwiganie wspomnień dwojga ludzi na własnych barkach.

— Gu Mang —  W tej cichej i pustej sypialni jego westchnienie było prawie niesłyszalne. — W końcu nadal jesteś bardziej bezwzględny niż ja.

Tak po prostu minęło kilka dni. Mo Xi zwracał uwagę na wszystko, ale nie widział żadnego potknięcia ze strony Gu Manga. Jego nadzieja stawała się coraz bardziej niepewna. Stopniowo zniechęcał się i coraz bardziej się irytował.

— W przeszłości, ilekroć pojawiał się Gu Mang, Pan patrzył na niego. Teraz, gdy pojawia się Gu Mang, Pan odwraca jego twarz. — podsumował Li Wei. — Pan jest bardzo niespokojny.

Nie trzeba dodawać, że cała rezydencja Xihe wyczuwała niepokój Mo Xi.

Mówiono, że represje czynią ludzi nienormalnymi. Mo Xi przez długi czas tłumił swoją niechęć, a jego ostra krytyka wobec Gu Manga stopniowo stawała się nienormalna.

— Dlaczego musisz jeść rękami?

— Nie wiesz, jak prać ubrania, więc skąd wiesz, jak je nosić?

— Li Wei trzy razy uczył cię, jak gotować owsiankę z korzenia lotosu, ale nadal nie potrafisz odróżnić soli od cukru. Jesteś ślepy lub masz zepsuty język?

Na Gu Manga nakładano coraz więcej obowiązków, a wymagania Mo Xi stawały się coraz większe.

Im bardziej Mo Xi czuł, że Gu Mang nie ma nadziei na odzyskanie wspomnień, tym bardziej się irytował. W końcu nawet słudzy  uznali, że jest to nie do pomyślenia.

— Chociaż Xihe-Jun jest zwykle opanowany, nigdy nie złości się na nas bez powodu i nigdy celowo nie utrudnia nam życia… To traktuje Gu Manga… — Westchnienie. — Wygląda na to, że naprawdę go nienawidzi.

Po pewnym czasie wszyscy słudzy Mo Xi nie mieli nic do roboty. Nie z powodu niczego innego, ale dlatego, że ich Xihe-Jun powierzył wszystkie zadania Gu Mangowi.

Trzeba przyznać, że Gu Mang był naprawdę bardzo bystry,

Chociaż jego świadomość została kiedyś uszkodzona, jego zdolności nie zostały uszkodzone. Po miesiącu był już w stanie w uporządkowany sposób zająć się wszystkimi zadaniami, których nauczył go Li Wei. Ponadto miał dobrą wytrzymałość i był szybki. Wykonywał pracę dziesięciu osób bez narzekania i ani razu nie powiedział słowa „zmęczony”.

— Spójrz, jakie dni on przeżywa. — Słudzy zebrali się i szemrali.

— Wstaje w środku nocy, aby rąbać drewno, rozpala ogień, aby gotować w środku nocy, a kiedy Pan się budzi, sprząta pokój. Nieważne, jak dobrze go posprząta, zostanie zbesztany. Po besztaniu je śniadanie. Podczas śniadania będzie jeszcze skarcony przez Pana. Następnie, gdy Pan pójdzie do Biura, będzie musiał wyprać i wysuszyć ubrania, wyczyścić płytki podłogowe w przedpokoju i kuchni, aż będą błyszczące , potem iść na podwórko nakarmić ryby, wyrwać chwasty i przygotować obiad…

— Mój Boże, jak on się czuje?

Jak on się czuje?

Nikt by w to nie uwierzył, gdyby powiedział to na głos. W rzeczywistości Gu Mang w ogóle nic nie czuł.

Jego słownictwo było zbyt ubogie. Kiedy Mo Xi go skarcił, mógł co najwyżej zrozumieć proste słowa, takie jak „jesteś idiotą?”. Co więcej, ponieważ nie rozumiał etykiety, sprawiedliwości, uczciwości i wstydu, nie czuł, że jest o co się złościć.

Jego zwierzęca natura sprawiła, że przywykł do patrzenia na rzeczy jak zwierzę. Chociaż Mo Xi nie zawsze traktował go dobrze, Gu Mang nie narzekał.

Ponieważ Mo Xi codziennie dawał mu dobre jedzenie.

W oczach Gu Manga rezydencja Xihe przypominała terytorium stada wilków. Mo Xi był bardzo potężny i był wilkiem alfa. Codziennie wychodził na “polowanie” i wtedy otrzymywał “pensję”, którą mógł wymieniać na jedzenie i ubranie. Dlatego Gu Mang uważał, że Mo Xi był dobrym wilkiem, który był szczególnie dobry w polowaniu.

Jednak widząc, że jest tak zdolny, Gu Mang postanowił go nie lubić.

Podział pracy w stadzie wilków był jasny. Ponieważ Mo Xi chciał wyjść na zewnątrz na polowanie, nie było nic złego w pozwoleniu mu na patrolowanie i czyszczenie terenu. Było też gotowanie. Chociaż gotowanie było trochę skomplikowane, a zapamiętanie słów na butelkach i słoikach zajęło mu ponad dziesięć dni, był bardzo dumny, ponieważ teraz nie tylko znał słowa „cukier” i „sól”, ale nawet wiedział, jak napisać „ryż”, „makaron” i „olej”. Czuł, że jest bardzo dobry, a to wszystko dzięki Mo Xi.

Jeśli chodzi o „ocet” i „sos”, były one zbyt trudne. Na razie nie wiedział, jak je napisać, i nie planował się ich uczyć. W każdym razie zapach octu był tak silny, że marszczył nos za każdym razem, gdy go wąchał. Nie dało się go pomylić z niczym innym.

Codziennie dzielił się zdobyczą z Mo Xi i stopniowo zaczął uważać Mo Xi za swojego partnera w swoim sercu.

Za każdym razem, gdy Mo Xi go skarcił, chociaż nic nie mówił, czuł się trochę zaniepokojony. Czuł, że porywczy wilk łatwo wpada w pułapki. Nawet gdyby nie wpadł w pułapkę, łatwo byłoby mu stracić dużo futra z powodu złości. Gdyby stracił zbyt dużo futra, łatwo by zachorował, a gdyby zachorował, łatwo byłoby mu umrzeć.

Nie chciał, aby Mo Xi umarł, ponieważ Mo Xi był jedynym, który był gotów podzielić się z nim zdobyczą.

Kilka razy chciał pocieszyć Mo Xi i poprosić go, żeby nie był taki zły, ale po dwukrotnej próbie, naprawdę nie wiedział, jak go uspokoić. W końcu mógł tylko stać z boku i słuchać karcenia Mo Xi, jednocześnie w duchu życząc Mo Xi długiego życia.

Tylko wtedy miał co jeść.

To były myśli Gu Manga.

Na szczęście Mo Xi o tym nie wiedział. W przeciwnym razie umarłby ze złości.

Był koniec roku i Biuro Spraw Wojskowych było bardzo zajęte. Mo Xi wracał do domu bardzo późno przez kilka dni z rzędu. Tego dnia, gdy wrócił z pracy, była już późna noc. Nawet Li Wei już poszedł do łóżka.

Mo Xi uniósł smukłą i zimną białą dłoń, poluzował mocno zaciśnięty kołnierzyk i wkroczył do rezydencji na długich nogach.

Właśnie wypił trochę wina na bankiecie, a jego twarz zdradzała lekkie zmęczenie. Wyglądał na jeszcze bardziej zniecierpliwionego niż zwykle. Zawsze jednak odznaczał się samodyscypliną. Pił tylko z grzeczności, nie dla przyjemności i nie pozwalał sobie na upijanie się. Po prostu jego klatka piersiowa była trochę ciepła i nie było to zbyt wygodne.

Pierwotnie planował się umyć i pójść spać, ale kiedy mijał plac, zobaczył Gu Manga kucającego przy studni, podwijającego rękawy, by wykąpać wielkiego czarnego psa.

— Dobry chłopiec, będziesz wyglądać lepiej, kiedy będziesz czysty.

Jednak czarny pies przestał być posłuszny, gdy tylko zobaczył Mo Xi. Uwolnił się z ręki Gu Manga i zniknął w jednej chwili. Gu Mang wstał. Jego ramię ociekało wodą.

Gu Mang podniósł rękę, żeby wytrzeć twarz. Na nosie wciąż zostało mu trochę piany.

— Wróciłeś — powiedział z uśmiechem.

Mo Xi zamknął oczy. Po chwili nie mógł powstrzymać się od przekleństwa.

— Czy jesteś idiotą?

Spojrzał na swoje ręce, które były trochę czerwone od zimna. Pomyślał o Gu Mangu, który zmywał naczynia za plecami wszystkich, żeby zarobić pieniądze na dodatkowe jedzenie. Poczuł się jeszcze bardziej poirytowany.

—  Nie wiesz, jak iść do drewutni, żeby zagotować wodę przed umyciem?

— Łapacz Ryżu  nie lubi gorącej wody.

— Kto?

Gu Mang rękawem wytarł kapiące krople wody. 

— Łapacz Ryżu..

Mo Xi zrozumiał, że mówił o czarnym psie, który był z nim od czasów Pawilonu Luo Mei. Mo Xi przez chwilę zaniemówił. Gu Mang zawsze dbał o innych w pierwszej kolejności. Był przyzwyczajony do znoszenia wszelkiego rodzaju niedogodności, które się z tym wiązały.

Teraz miał tylko tego psa za brata. Dlatego był tolerancyjny wobec emocji tego psa, tak jak był tolerancyjny wobec ludzi.

Pod zimnym nocnym niebem Mo Xi patrzył na twarz Gu Manga. Spojrzał na jasny księżyc, który świecił na jego czystej twarzy, czystym wyrazie twarzy i spokojnych, niebieskich oczach.

“Dlaczego musisz to robić?” — chciał zapytać.

Jednak kiedy poruszał ustami, powiedział tylko: 

— Jesteś naprawdę święty.

Wziął kąpiel, umył się i położył na łóżku. Jednak rzucał się i obracał, nie mogąc zasnąć.

Mo Xi czuł, że popada w coraz większą obsesję. Ten, który nie mógł uzyskać odpowiedzi, był jak złośliwy duch, którego nie można uwolnić z czyśćca. Jego serce płonęło coraz bardziej.

Czasami nawet myślał, że byłoby lepiej, gdyby Gu Mang nie żył. Lepiej by było, gdyby umarł. 

W drugiej połowie nocy zaczął padać śnieg. Mo Xi otworzył oczy i wpatrywał się w niekończącą się noc. Jego palce nieświadomie wbiły się w kołdrę.

Nagle krew w nim wezbrała. Nie mógł już tego w sobie trzymać. Z zamachem odsunął zasłonę i wstał z łóżka. Nawet nie zadał sobie trudu, aby założyć buty i stanął na białym i miękkim śniegu.

— Gu Mang!

Stojąc przed górą kamieni Taihu, Mo Xi poczuł, że prawdopodobnie naprawdę potrzebuje znaleźć lekarza, który by mu się przyjrzał.

— Gu Mang, wyjdź!

Z szelestem ciepłej zasłony Gu Mang wyszedł z drewutni. Jego twarz była senna i oszołomiona. Przetarł oczy.

— Coś nie tak?

Mo Xi zgrzytał zębami przez długi czas i powiedział.

— To nic takiego — powiedział sztywno.

Gu Mang ziewnął.

— W takim razie wrócę do środka.

— Stój! — powiedział Mo Xo.

Gu Mang zamrugał. 

— O co chodzi?

— Nie mogę spać — powiedział Mo Xi z ponurą twarzą. — Po chwili zacisnął zęby i powiedział: — Jeśli ja nie mogę spać, ty też nie możesz spać.

Gdyby to była jakakolwiek inna osoba, na pewno krzyknęłaby: „Zwariowałeś!”. 

Jednak Gu Mang najwyraźniej nie był normalną osobą. Dlatego przez chwilę patrzył tępo. Jego wzrok wciąż był trochę nieostre.

— Och — mruknął cicho.

Jego „och” było spokojne jak woda w starożytnej studni. Jednak woda wpadła do wrzącego oleju iw jednej chwili wszędzie poleciały iskry.

W Mo Xi nagle zapalił niewytłumaczalny ogień. Pośród lodu i śniegu jego bose stopy wcale nie były zimne. Zamiast tego zrobiło mu się bardzo gorąco. Wpatrywał się w Gu Manga, a jego oczy były pełne ognia.

Nagle złapał Gu Manga za ramię. Jego siła była tak duża, że na ręce Gu Manga od razu pojawił się czerwony ślad. Mo Xi przyciągnął Gu Manga i spojrzał na jego twarz.

— Słuchaj, jestem dziś w bardzo złym humorze.

— Więc co powinienem zrobić? — powiedział obojętnie Gu Mang. 

— Ty -! — Mo Xi przez chwilę zaniemówił. Potem zacisnął zęby i powoli powiedział: Dobrze. Bardzo dobrze… Czy jesteś głupi? Czy nie masz żadnej godności, poczucia wstydu i niczego nie pamiętasz? 

Spojrzał na parę zdezorientowanych oczu. W tych niebieskich oczach widział swoją twarz, która wyrażała tłumioną od wielu dni złość i frustrację.

Czuł, że jest śmieszny. Jego jabłko Adama zakołysało się, gdy próbował powstrzymać gniew.

Jednak oddech, który wydychał, był gorący i palący.

— Dobrze. — Chwycił go mocno za ramię i spojrzał na niego. — Dzisiejszej nocy zostaniesz ze mną.


Komentarze