Rozdział 53

 

“Nakarmię cię”



Gu Mang nie lubił pić lekarstwa przepisanego przez Jiang Fuli.

Powód był prosty. Było zbyt ostre — Jiang Fuli przepisał wyjątkowo pikantne lekarstwo, które sprawiało, że ludzie wypluwali je, gdy tylko je wypili. Powiedział również, że smaku nie można zmienić i że nie zadziała, jeśli zostanie zmieniony.

Li Wei był bardzo zdezorientowany.

— Czy nie mówiłeś, że ostre lekarstwa niwelują zastój krwi? Powinieneś zażywać słodkie lekarstwo, kiedy jesteś w depresji.

Kiedy Jiang Fuli to usłyszał, jego reakcja była taka: 

— On gówno wie. Kto jest medykiem, ja czy on?

Tak więc sceną, którą można było zobaczyć każdego dnia w posiadłości Xihe, był Li Wei goniący Gu Manga i błagający go o wypicie lekarstwa. To był totalny bałagan, który trwał co najmniej godzinę.

Mo Xi lubił spokój i ciszę i nienawidził hałasu, więc Li Wei zwykle dawał lekarstwo Gu Mangowi, kiedy Mo Xi nie było w posiadłości. Ale dzisiaj Gu Mang stawiał zaciekły opór. Li Wei i ponad dziesięciu służących nie mogli go złapać. Zamiast tego zostali kopnięci w klatkę piersiową przez niego, a słoik z lekarstwem prawie został rozbity.

Widząc, że Gu Mang ma zamiar wybiec z dziedzińca, Li Wei krzyknął: 

— Złapcie go, złapcie go! Użyjcie liny do wiązania! 

Gu Mang obejrzał się podczas biegu i nagle uderzył z hukiem w coś twardego.

— Ałć… — Gu Mang zakrył bolące czoło, podniósł głowę i napotkał głębokie czarne oczy Mo Xi, spoglądające na niego chłodno.

— Co robisz? — zapytał protekcjonalnie Mo Xi.

Li Wei podbiegł, dysząc.

— Mój panie! On nie bierze lekarstw!

Mo Xi właśnie wrócił z porannego treningu, a jego ciało wciąż było pokryte zimnym potem. Przez chwilę patrzył w milczeniu na Gu Manga. Gdy Gu Mang miał już uciekać, złapał go za nadgarstek.

Wpatrując się w mężczyznę, nagle podniósł rękę.

— Li Wei — odezwał się cichym głosem.

— Tak tak!

— Daj mi butelkę z lekarstwem.

Gu Mang został wciągnięty do pokoju. Mo Xi zamknął drzwi kopniakiem i przycisnął Gu Manga do ściany. Pokój był słabo oświetlony. Oczy Mo Xi świeciły w ciemności. Przez chwilę wpatrywał się w Gu Manga, po czym nagle zacisnął zęby.

— Wszystkie dobre nawyki zniknęły, ale złe nawyki nadal pozostały.

W przeszłości Gu Mang miał ten sam problem. Wolałby chorować jeszcze kilka dni, niż brać lekarstwa.

Było dokładnie tak samo jak wcześniej!

Mo Xi wciąż pamiętał, jak wtedy poszedł się z nim zobaczyć. Jęczał i zwijał się w namiocie, zawinięty w kołdrę, odsłaniając kępkę miękkich, czarnych włosów. Słysząc, że ktoś wchodzi, Gu Mang pomyślał, że to Lu Zhanxing. Nawet nie otworzył oczu, gdy wymamrotał: — Zhanxing, nie przynoś mi już lekarstwa. Kurwa nie chcę tego pić… Mam dość tego smrodu…

Młody Mo Xi podszedł do niego i położył na stole parujące lekarstwo. Potem usiadł przy jego łóżku.

— To ja — powiedział cicho.

— Cholera. — Gu Mang nagle wystawił głowę z kołdry. Twarz miał zaspaną, a wysoka gorączka sprawiła, że jego policzki zapłonęły czerwienią. 

— Dlaczego tu jesteś? — zapytał oszołomiony.

Mo Xi nie odpowiedział. Podniósł tylko rękę i dotknął jego twarzy.

— Weź lekarstwo.

— Nie chcę tego brać! — Gu Mang przewrócił oczami i chciał wtulić się z powrotem w kołdrę, ale Mo Xi go z niej odkopał.

— Jeśli nie chcesz tego wziąć, wyrzuć to.

— To lekarstwo jest zbyt obrzydliwe. Nawet nie chcę go dotykać.

Mo Xi zmarszczył brwi.

— Czy nadal jesteś mężczyzną…

Kiedy Gu Mang to usłyszał, był nieszczęśliwy. Nagle odwrócił się i otworzył szeroko oczy. 

— Nie wiesz, czy jestem mężczyzną, czy nie? — wymamrotał. — Nie zidentyfikowałeś tego, kiedy spałeś ze swoim shixiongiem? Ty mały draniu, ja, twój shixiong, służyłem krajowi i ludziom. W porządku, jeśli nie klaszczesz dla mnie i nie ofiarowujesz mi kwiatów, ale ty jeszcze kwestionujesz moją płeć, ty mały draniu… 

Od początku jego umysł nie był jasny. Pociągał nosem i mamrotał, a wszystko, co mówił, było nonsensem.

Kiedy Mo Xi to zobaczył, poczuł się zmartwiony i rozbawiony jednocześnie. Jego ciemne oczy były głębokie i delikatne, gdy patrzył na swojego seniora, leżącego w potarganej kołdrze.

Policzki Gu Manga były czerwone.

— Łatwo ci tak mówić. Nawet nie wiesz, jak gorzkie jest to lekarstwo…

Gdyby jego umysł był czysty, powiedziałby to aroganckim i chuligańskim tonem. Ale nie był wtedy w odpowiednim stanie. Jego oczy były zaszklone, a usta mokre. Kiedy otwierał i zamykał usta, by udzielić reprymendy Mo Xi, nie miał w ogóle żadnej aury. Zamiast tego została tylko miękkość.

W tym czasie Mo Xi miał przeczucie, że gdyby powiedział to na głos, Gu Mang z pewnością eksplodowałby z powodu swojej choroby i udusiłby go na śmierć. Czuł, że Gu Mang zachowuje się jak rozpieszczone dziecko.

To sprawiło, że jego serce płonęło i swędziało.

Spuścił wzrok i spojrzał na swojego seniora, który leżał w kołdrze z rozczochranymi włosami. Jego oczy nie odrywały się od niego przez dłuższą chwilę. Po prostu wpatrywał się w twarz Gu Manga i podniósł rękę, by wziąć miskę lekarstwa ze stołu.

Gu Mang pomyślał, że zamierza wepchnąć mu lekarstwo do gardła i skarcił go ze złością: 

— Mo Xi, wynoś się stąd! Powiedziałem, że nie wypiję, więc nie wypiję! Ja…

Reszta jego słów została zagłuszona cudzymi ustami. Jego młodszy brat Mo wlał lekarstwo do własnych ust, a następnie opuścił głowę, by go pocałować. Gorycz lekarstwa rozlała się po ich ustach, ale ich zmysły zostały całkowicie opanowane przez gorący oddech Mo Xi i szorstką inwazję jego języka. Pod taką stymulacją Gu Mang czuł się, jakby miał kaca.

Otworzył szeroko oczy. Lekarstwo było bardzo gęste i nie było go dużo, ale Mo Xi pocałował go co najmniej dziesięć razy, zanim skończył go karmić. 

Gu Mang w końcu odzyskał zmysły. Chciał go skarcić za to, że jest trochę szalony, ale po nakarmieniu go lekarstwem, szorstki język wtargnął do jego ust i gwałtownie się poruszył. Resztki lekarstwa kapały z ust Gu Manga…

W tym czasie był młody i porywczy. Jego nowo narodzona miłość była tak silna, że nie bał się niczego. Nie obchodziło go, czy ktoś otworzy namiot i to zobaczy.

Kiedy Mo Xi puścił Gu Manga, czubek jego nosa delikatnie otarł się o policzek jego shixionga.

Wpatrywał się w Gu Manga. Jego oczy były bardzo głębokie i odbijały płonącą twarz pod nim.

Głos Mo Xi był trochę ochrypły. Podniósł rękę i delikatnie pogłaskał wilgotne i spuchnięte usta Gu Manga. 

— Czy to jest gorzkie? Dlaczego czuję, że… shixiong jest taki słodki?”

Gu Mang zacisnął zęby.

— Nie jestem cukierkiem! Pocałuj mnie w dupę! — powiedział.

Mo Xi spojrzał mu w oczy. Odległość między nimi była zbyt mała. Kiedy ich rzęsy trzepotały, prawie się stykały. 

— Jeśli nadal będziesz odmawiać wypicia lekarstwa, a ja się dowiem, będę cię tak karmił za każdym razem. 

— …

— Gorycz, której się boisz… spróbuję jej z tobą.

Gu Mang przewrócił oczami,

— Boję się goryczy? Haha, co za żart. Twój brat Gu Mang boi się goryczy? Hahaha…

Odpowiedzią Mo Xi było lekkie dotknięcie jego czoła. Potem wstał i podniósł rękę, żeby wytrzeć plamę lekarstwa z kącika ust.

Gu Mang zmrużył oczy, patrząc na niego. Po chwili nagle roześmiał się złośliwie.

— Zdaję sobie sprawę, że nie mówisz poważnie. Chociaż jesteś nudny, masz wiele asów w rękawie.

Młody Mo Xi był łatwy do rozczytania. Chociaż wciąż zmuszał się do zachowania spokoju, jego uszy były trochę czerwone.

— Kogokolwiek poślubisz w przyszłości, ta dziewczyna będzie wielką szczęściarą.

Mo Xi nagle odwrócił głowę i spojrzał na niego.

W tym czasie chciał powiedzieć Gu Mangowi: „Nie, jeśli mam kogoś na oku, to musi to być ta osoba do końca życia.  Czy to za życia, czy po śmierci, czy to w biedzie, czy w bogactwie, pójdę tylko za tobą. Chcę tylko ciebie.”

Czy rozumiesz?

Ale jego usta się nie poruszyły. Nie musiał nic mówić, by wiedzieć, że Gu Mang udzieli mu pobieżnej odpowiedzi. Nauczyłby go kilku przekłuwających uszy bzdur, takich jak „mężczyźni są z natury romantyczni”.

Gu Mang nie zrozumiał. Serca niektórych ludzi nie mogły zostać poruszone. Nigdy nie wiedzieli, jak się bawić. Zimno strzegli swoich czystych uczuć. Za ich życia obdarzali uczuciem tylko tę jedną osobę.

Gu Mang miał mnóstwo emocji, wielkich takich jak góry i niestałych niczym rzeki. Nie zrozumiałby.


W tej chwili w słabo oświetlonym pokoju Mo Mie wpatrywał się w niebieskie oczy Gu Manga. Dlaczego nawet po tym, jak jego kości i ścięgna zostały roztrzaskane, a dusza wydobyta, nadal nie chciał zmienić swojego irytującego nawyku?

— Otwórz usta — powiedział.

Gu Mang wpatrywał się w niego. Było widać, że odmawia.

Mo Xi złapał go za podbródek i wepchnął lekarstwo do gardła, nie dając mu szansy na protest.

Gu Mang początkowo nie chciał puścić, ale Mo Xi był naprawdę wredny. Bezpośrednio zakrył usta i nos Gu Manga, aby nie mógł oddychać. Kiedy twarz Gu Manga zrobiła się czerwona, mężczyzna puścił. Gu Mang natychmiast otworzył usta, by złapać oddech. 

Gu Mang wielokrotnie krztusił się i kaszlał. Jego oczy były czerwone.

— Dlaczego kazałeś mi to wypić? — zapytał ochryple.

— Ponieważ jesteś chory.

— …

— W przyszłości, kiedy Li Wei da ci lekarstwo, lepiej wypij je posłusznie. Jeśli znowu będziesz robić zamieszanie, wepchnę ci to do gardła razem z butelką.

Kiedy skończył mówić, zerknął na plamę lekarstwa na szatach Gu Manga. 

— Wyczyść to sam.

Wyszedł z pokoju nie oglądając się za siebie.


Po tym Gu Mang stał się znacznie bardziej posłuszny. W końcu po tym, jak Li Wei zmuszał go do wypicia lekarstwa, dawał mu miskę mleka lub cukierka. Jednak Mo Xi nic mu nie dał. Wcisnął lekarstwo do gardła i spojrzał na niego dziwnie.

Gu Mang nie rozumiał znaczenia tego spojrzenia. Poczuł tylko chłód na karku.

Po przyjmowaniu lekarstwa przez jakiś czas, Mo Xi zabrał Gu Manga do rezydencji Jiang na wizytę kontrolną. Było to na trzy dni przed ceremonią zakończenia roku.


Gospodarz Zhou zaprowadził ich do głównego holu. W luksusowym holu Jiang Fuli rozmawiał z mężczyzną w średnim wieku. Mężczyzna miał na sobie purpurową szatę czarnoksiężnika ze złotymi haftami na brzegach, co wskazywało na szlacheckie pochodzenie. Jednak oczy mężczyzny były pełne zmęczenia, a jego ciało zgarbione. Wcale nie wyglądał na wesołego.

Obok mężczyzny stała delikatna dziewczyna. Również miała na sobie fioletową szatę ze złotym haftem. Spuściła głowę i nic nie mówiła. W dłoni trzymała małą bambusową ważkę. Wyglądała na posłuszną i słodką.

Kiedy Mo Xi po raz pierwszy zobaczył tego zawstydzonego szlachcica, nie pamiętał, kim on jest. Jednak kiedy zobaczył tę małą dziewczynkę, Mo Xi zdał sobie sprawę…

To był Changfeng-Jun i jego szalona córka.

Kiedy weszli, Changfeng-Jun ocierał łzy z kącików oczu i jąkał się, dziękując Jiang Fuli. 

— Możesz najpierw wrócić do rezydencji. Twoja córka tymczasowo zostanie u mnie. Otrzymałem pieniądze i oczywiście dobrze się nią zaopiekuję. Nie musisz się martwić.

— To naprawdę… bardzo kłopotliwe, mistrzu Jiang. Ceremonia zakończenia roku jest za trzy dni. Nie będzie mnie w stolicy. Jeśli Lan-er zostanie sama w domu, nie będę mógł być spokojny… 

— Otrzymałem zapłatę, więc się nią zaopiekuję. Nie jesteś mi nic winien. Za co mi możesz dziękować?

Changfeng-Jun pogładził głowę swojej córki Lan-er. Starał się jak mógł, by na jego zmęczonej twarzy pojawił się uśmiech. 

— Tata wyrusza na ceremonię za kilka dni. Podróż będzie gorzka i zimna, więc nie mogę cię zabrać. Musisz być dobra i zostać w rezydencji mistrza Jianga. Nie sprawiaj kłopotów doktorowi, rozumiesz?

Chociaż Lan-er była młoda, najwyraźniej była poddawana ostracyzmowi i zastraszana z powodu swojej choroby. Była wyjątkowo rozsądna i posłuszna, jakby nieustannie bała się, że zostanie porzucona i wyrządzi krzywdę innym. Dlatego jej działania i słowa były łagodne. 

—  Jak długo ojca nie będzie?

— Krótko. Wrócę po ciebie najpóźniej za siedem dni. 

Oczy Lan-er były trochę załzawione, ale nic nie powiedziała. Wytrzymała to i skinęła głową.

Changfeng-Jun ponownie podziękował Jiang Fuli. Kiedy się odwrócił, zobaczył, jak Mo Xi i Gu Mang wchodzą do rezydencji. Prawdopodobnie dlatego, że został odrzucony przez innych szlachciców, ten mężczyzna w średnim wieku z siwymi włosami był jak spłoszony ptak. Ze strachem, który był zupełnie nieodpowiedni do jego wieku i statusu, nieśmiało spuścił głowę. 

— Xihe-Jun…

Mo Xi nie mógł znieść jego widoku w takim stanie, ale nie był dobry w wyrażaniu się, więc tylko się z nim przywitał.

W jego wspomnieniach Changfeng-Jun zawsze był bardzo uczciwą i obowiązkową osobą. Właśnie dlatego, że był zbyt uczciwy i trzymał się z dala od spraw doczesnych, wpływ jego szlachetnego rodu stopniowo malał. W końcu nawet niektórzy zwykli kultywatorzy w stolicy cesarstwa nie traktowali go poważnie.

Po tym, jak Changfeng-Jun przywitał się z Mo Xi, podniósł wzrok i spojrzał na Gu Manga.

W tym momencie Mo Xi również odwrócił wzrok i spojrzał na małą Lan-er, która stała obok Jiang Fuli.

Prawdopodobnie wyczuwając, że druga strona patrzy na pacjenta, którego przynieśli, obaj prawie jednocześnie użyli obronnego tonu: 

— Proszę się nie obawiać, Changfeng-Jun.

— Proszę się nie obawiać, Xihe-Jun.

Obaj zapadli w krótką, niezręczną ciszę.

W końcu Mo Xi powiedział: 

— Rozumiem. Nie musisz się martwić.

W dzisiejszych czasach Changfeng-Jun musiał wyjaśniać chorobę swojej córki wszystkim, dokądkolwiek się udał. Musiał też błagać szlachtę, aby nie wyrzucała jego córki z Akademii i nie niszczyła jej duchowego rdzenia. Zbyt wiele upokorzeń wycierpiał. Kiedy nagle usłyszał raczej życzliwy ton Xihe-Juna, serce go zabolało i był bliski płaczu.

Pospiesznie skłonił głowę i podziękował Mo Xi. Potem spojrzał z powrotem na Lan-er. Martwił się, że im dłużej zostanie, tym bardziej niechętnie będzie opuszczał córkę. Odwrócił się więc i opuścił rezydencję.

Jiang Fuli zmierzył puls Gu Manga i ponownie skorygował receptę. Potem wstał i spojrzał na Gu Manga i Lan-er. 

— Panie Xihe-Jun, porozmawiajmy na podwórku — powiedział.

Mo Xi zmarszczył brwi. 

— Możemy zostawić ich tutaj?

Gospodarz Zhou uśmiechnął się. 

— Xihe-Jun, nie martw się. Będę patrzył. Nic się nie stanie.

— Jeśli mój pacjent mógłby sprawiać kłopoty w moim mieszkaniu, zamknąłbym klinikę — kiedy Jiang Fuli mówił, zerknął na czarną obrożę na szyi Gu Manga. Jego słowa były pełne pogardy dla takich rzeczy. — Ponadto, czy Gu Mang nadal nie nosi przeklętego kajdana, który dał mu Xihe-Jun?

W rzeczywistości Mo Xi wiedział, że rezydencja Jiang była równie dobrze chroniona jak rezydencja Yue. W tak krótkim czasie nic by się nie stało.

Jednak poczuł niewytłumaczalny niepokój, gdy Gu Mang zniknął mu z oczu. 


Na podwórku rezydencji Jiang posadzono wiele egzotycznych kwiatów i drzew. Energia duchowa płynęła nieprzerwanym strumieniem, a kwiaty kwitły przez cały rok.

Jiang Fuli i Mo Xi rozmawiali, idąc krętym korytarzem. 

— Pojutrze jest święto końca roku. Wy, szlachcice czystej krwi, będziecie musieli podążać za cesarzem na Ceremonię Przywołania Dusz.

Mo Xi skinął głową. 

— To coroczna praktyka.

— Changfeng-Jun powierzył mi swoją córkę. A ty? Co planujesz zrobić?

— Gu Mang jest zbyt niebezpieczny. Zgłoszę się do Jego Wysokości i wezmę go ze sobą.

— Myślę, że będziesz otrzymasz taką samą odpowiedź. Jednak mam ci coś do powiedzenia — powiedział Jiang Fuli. Zatrzymał się i odwrócił w cieniu chmur z rękami za plecami. — Tętno Gu Manga jest stabilne i dochodzi do siebie. Musisz być ostrożny w drodze do Przywołania Dusz. Na pewno odzyska niektóre wspomnienia za kilka dni lub miesiąc.

Serce Mo Xi zadrżało. Zacisnął pięści.

— Dam ci jeszcze siedem recept i spróbuję opóźnić to, dopóki nie wróci do miasta. — powiedział Jiang Fuli. — Jednak rzeczy są nieprzewidywalne, jego pierwsze wspomnienia powrócą już wkrótce. Musisz być przygotowany.


Komentarze