Rozdział 74
“Prymitywne pragnie”
— Trawa Uspokajająca Serce? — W rezydencji mistrza medycyny Jiang Fuli odłożył książkę i podniósł oczy w kształcie migdałów na Gu Manga, który wciąż dźwigał na plecach kosz z rybami i ociekał wilgocią. — Dla kogo o to prosisz? Mo Xi czy Murong Liana?
— To Murong… — Zanim Gu Mang zdążył wypowiedzieć imię Chuyi, przypomniał sobie prośbę, którą Chuyi skierował do niego, zanim stracił przytomność. Danego słowa nie można cofnąć. Skoro się zgodził, musiał zrobić tak, jak obiecał. Dlatego zmienił swoje słowa: – Nie powiem ci.
Jiang Fuli zmrużył lekko oczy.
— Czy wiesz co to jest?
— Wiem. Używa się go do leczenia chorób.
— Może leczyć choroby, ale może też szkodzić ludziom — powiedział Jiang Fuli. — Trawa Uspokajająca Chociaż może łagodzić ból, nie można lekceważyć jego toksyczności. Ten kwiat leży w stosach w moim magazynie. To nie jest coś cennego, więc nie mam nic przeciwko, aby ci je dać, ale…
Gu Mang podniósł rękę i powiedział:
— Obiecuję, że go nie otruję.
— Otruć? Nie obchodzi mnie to specjalnie. Nie będę cię powstrzymywał.
— Więc co zrobisz? — zapytał z zaciekawieniem Gu Mang.
— Jeśli poprosisz mnie o Trawę Uspokajającą Serce, powiem twojemu panu, Xihe-Junowi.
Gu Mang zastanawiał się przez chwilę. Murong Chuyi był w tej chwili nieprzytomny i jego życie było ważniejsze. Wyjaśniłby to Chuyi, gdy uratujeł mu życie.
Dlatego zgodził się i poszedł za Jiang Fuli do magazynu po zioła. Kiedy Jiang Fuli skończył robić wywar z ziół, natychmiast wrócił z garnkiem do Jeziora Kwitnącej Brzoskwini i znalazł Murong Chuyi, który wciąż tam leżał.
Murong Chuyi wyglądał na bardzo słabego. Jego przystojna twarz była blada, a skóra była zimna w dotyku. Gu Mang podniósł go, przekręcił dziobek i kropelka po kropelce wlał lekarstwo do ust Muronga Chuyi.
Proces ten nie był łatwy. Chociaż Murong Chuyi był nieprzytomny, od czasu do czasu kaszlał. Wypił połowę leku i zakrztusił się nim. Zmarszczył brwi i coś wymamrotał.
Gu Mang słyszał, jak w jednej chwili woła swoją siostrę, a w następnej recytował imię Yue Chenqinga. Przez cały czas jego wyraz twarzy wyrażał ból.
Chociaż Gu Mang nie żywił z nim głębokiej przyjaźni, nadal miał miękkie serce. Dlatego pogłaskał go po głowie i namawiał do picia.
— Siostro…
— Siostra tu jest — powiedział Gu Mang. — Bądź dobry, bądź dobry.
— Chenqing…
— Tak, tak, tak. Jestem tym małym białym ptaszkiem — odparł Gu Mang. — Czwarty wujku, bądź grzeczny. Dokończ resztę lekarstwa.
W końcu blade wargi Muronga Chuyi zadrżały, jakby był uwięziony w jakimś koszmarze. Złapał Gu Manga za rękaw. Jego oczy poruszały się niespokojnie pod zamkniętymi powiekami, a rzęsy przypominające skrzydła motyla drżały niekontrolowanie.
— Nie… nie…
— Co?
—Ty… — Cała dłoń Murong Chuyi pulsowała. Ścięgna na grzbiecie jego smukłej dłoni nabrzmiały. — Ty draniu… Jak mogłeś… Ty…
Gu Mang był oszołomiony. Dotknął nosa i powiedział:
— Na pewno ci pomagam. Dlaczego tak ostro mnie karcisz?
Murong Chuyi wciąż był uwięziony w koszmarze. Jego kostki stawały się coraz bledsze. Nagle jęknął ochryple, jakby we śnie odczuwał ból i upokorzenie. Jego zamknięte oczy były lekko czerwone.
— Drań… drań…
Gu Mang patrzył na niego przez chwilę i westchnął.
— Kogo besztasz? Swoją siostrę czy Małego Białego Ptaszka?
Ale Murong Chuyi naturalnie mu nie odpowiedział. Gu Mang towarzyszył mu przez chwilę. Bełkot Murong Chuyi stopniowo cichł, a mniej więcej po czasie potrzebnym do spalenia kadzidła Murong Chuyi przestał mówić. Lekarstwo zaczęło działać. Jego wyraz twarzy powoli się uspokoił, a mocno ściągnięte brwi w końcu się rozluźniły.
Gu Mang na wpół niósł, a na wpół ciągnął go na suche miejsce na kamiennej platformie. Położył go płasko, żeby mógł leżeć wygodniej. Potem z nudów usiadł obok niego, złapał się za podbródek i powiedział:
— Aj, dałem ci już całą trawę. Kiedy otworzysz oczy?
— …
Po chwili odczekania oczy Murong Chuyi były nadal zamknięte. Nie obudził się.
Gu Mang westchnął. Trzymał się za podbródek i spoglądał tam i z powrotem na Chuyi.
Murong Chuyi był rzeczywiście rzadką pięknością. Był elegancki i przystojny. Gu Mang nie był zbyt oczytany, więc nie mógł tego szczegółowo opisać. Czuł tylko, że choć ta osoba miała głębokie rysy twarzy i bohaterskiego ducha, pomiędzy brwiami miała niebiańską aurę. Jego temperament był naprawdę podobny do temperamentu smoczej damy z książki z obrazkami. Jego szerokie rękawy przypominały padający śnieg. Krótko mówiąc, można było go opisać tylko jednym słowem: przystojny.
Inne słowo, żeby go opisać: piękny.
Dlatego Gu Mang cierpliwie trzymał się za podbródek i patrzył na niego przez godzinę.
Po godzinie, nieważne jak przystojny by nie był, Gu Mang nie mógł już tego znieść. Odwrócił głowę i zapytał psa:
— Czy naprawdę będziemy go tak dalej oglądać? Nie mam nic przeciwko… ale księżniczka wciąż czeka, aż ugotuję dla niej rybę w domu.
— Wof, wof, wof!
Gu Mang skinął głową.
— Masz rację — powiedział. — Smocza Dama jest samotniczką, a księżniczka jest chora. Więc najpierw złówmy rybę. W każdym razie nakarmiliśmy go już trawą. Jeśli się nie obudzi , to nie nasza wina.
— Wof, wof!
Gu Mang wrócił do wody, aby łowić ryby.
Wcześniej, gdy został zaatakowany przez Murong Chuyi, upadł. Wszystkie trzy tłuste karpie trawiaste, które złowił, zniknęły. Potem jego szczęście nie było już szczególnie dobre. Po długich poszukiwaniach złowił tylko kilka chudych ryb z dużą ilością ości.
Widząc zachód słońca i dym unoszący się z kuchni, Gu Mang nie mógł powstrzymać się od lekkiego przygnębienia.
Nie spodziewał się, że po długiej pracy nadal nic nie złowi. Stał na środku jeziora, opierając się o siatkę. Zachodzące słońce unosiło się na błyszczącej powierzchni wody.
— To nie powinno tak być — westchnął Gu Mang. — Czy książki nie mówią, że dobre uczynki zostaną nagrodzone? Dlaczego uratowałem Smoczą Damę z dobroci, ale do moich drzwi nie przysłano żadnej tłustej ryby?
Kiedy tak rozmyślał, nagle usłyszał za sobą czysty i zimny niczym jadeit głos:
— O jakich bzdurach mówisz?
Gu Mang był zaskoczony i podskoczył. Odwrócił głowę i cofnął się dwa kroki.
— W końcu się obudziłeś? Jak pojawiłeś się tu tak cicho?
Tym, który wszedł na wodę, był Murong Chuyi. Jego wyraz twarzy wrócił już do normy i wcale nie wyglądał na słabego czy nieprzytomnego.
Gu Mang nie mógł powstrzymać westchnienia.
— Ta Trawa Uspokajająca Serce jest całkiem skuteczna. Minęło dopiero pół dnia, a już wyzdrowiałeś.
Murong Chuyi lekko parsknął i z wdziękiem wskoczył na brzeg. Jego oczy feniksa omiotły ciało Gu Manga. Widząc, że Gu Mang wciąż ma na sobie mokre ubranie, podniósł opuszki palców i popłynęło złote światło.
Kiedy światło przygasło, Gu Mang ze zdziwienia i radości dotknął swoich suchych ubrań. Następnie uśmiechnął się i powiedział:
— Dziękuję. Jesteś naprawdę miłą osobą.
Murong Chuyi nie rozmawiał z nim o bzdurach.
— Przyszedłeś tu dzisiaj łowić ryby? — zapytał rzeczowo.
— Tak, księżniczka mojej rodziny jest chora. Nie może jeść, więc chciałem złowić świeżą, tłustą rybę, żeby przygotować dla niego danie. — Gu Mang potarł nos. — Jesteśmy rodziną, więc powinniśmy sobie pomagać.
Murong Chuyi zmarszczył brwi.
— Księżniczka?… Księżniczka Mengze?
Gu Mang machnął ręką.
— To księżniczka Mo Xi.
— …
Wyglądało na to, że ta boska bestia naprawdę straciła rozum i pamięć. W końcu nawet Mo Xi, żelaznokrwisty bóg wojny, otrzymał od niego przydomek „księżniczka”.
Murong Chuyi bez wyrazu oderwał wzrok od Gu Manga. Stał nad brzegiem jeziora z rękami założonymi za plecami, twarzą do wiatru i powiedział:
— Chodź na brzeg.
Gu Mang nie wiedział, co się dzieje. Oparł się o sieć i wyszedł na brzeg.
— Jakiego rodzaju rybę chcesz? — zapytał Chuyi.
Gu Mang nadal nie wiedział, co się dzieje, ale odpowiedział bardzo szczerze:
— Karp trawiasty.
— Ile?
— Im więcej tym lepiej.
— Więcej się zmarnuje — powiedział Murong Chuyi. — Myślę, że pięć wystarczy.
—Co zamierzasz zrobić? — zapytał z zaciekawieniem Gu Mang. — Pomożesz mi łapać ryby?
Słowo „łapać” było nieco nieodpowiednie w przypadku Muronga Chuyi, Nieśmiertelnego Chonghua. W końcu był to mistrz rafinacji, którego nawet Yue Juntian nie potrafił poskromić.
Murong Chuyi machnął swoimi szerokimi rękawami i wyleciała srebrna strzała. Strzała poruszyła się bardzo szybko i zniknęła w stawie z kwiatami brzoskwini. Kiedy wróciła na brzeg, srebrna strzała miała już dziesięć stóp długości i było na niej zawieszonych pięć świeżych i pulchnych ryb.
Gu Mang lekko rozszerzył swoje niebieskie, szklane oczy. Spojrzał na ryby, a następnie odwrócił głowę, aby spojrzeć na Murong Chuyi. Po dłuższej chwili prosto i szorstko wyraził swój wewnętrzny podziw:
— Kurwa…
Nic dziwnego, że Gu Mang był zmuszony przeklinać. To było naprawdę… Pracował tak ciężko przez pół dnia, a mimo to nie można było tego nawet porównać z machnięciem rękawów Muronga Chuyi.
Opuszki palców Murong Chuyi poruszyły się lekko i wszystkie ryby powędrowały do bambusowego kosza za Gu Mangiem, a srebrna strzała zniknęła.
— Co jeszcze chcesz? — zapytał Chuyi. — Powiedz mi wszystko na raz.
Gu Mang potrząsnął głową i wpatrzył się w przystojnego mężczyznę w bieli, który wydawał mu się emanować złotą poświatą.
Był człowiekiem bezpośrednim i cokolwiek myślał, mówił to.
— Nic dziwnego, że Mały Biały Ptaszek tak cię podziwia.
Murong Chuyi lekko zmarszczył brwi.
— Biały ptaszek?
— To Yue… Yue… Yue. — Gu Mang z rozpaczą trzymał głowę. — Ai, już nie pamiętam jego imienia.
— Yue Chenqing?
— Tak, tak, tak! To on! — Gu Mang klasnął w dłonie i się roześmiał. — Nic dziwnego, że lubi cię gonić. Wielki bracie, jesteś naprawdę niesamowity! Możesz mnie nauczyć swojej techniki łapania ryb?
…
Murong Chuyi westchnął cicho.
— Otwórz ręce.
Gu Mang zrobił, co mu kazano. Murong Chuyi wyjął nie wiadomo skąd garść srebrnych igieł i umieścił je w dłoni Gu Manga.
— Co to jest? — zapytał z zaciekawieniem Gu Mang.
— Słuchające Strzały — powiedział Murong Chuyi. — Dałem ci ich pięćdziesiąt. Te strzały mogą dowolnie zmieniać swój rozmiar i będą się poruszać zgodnie z rozkazami. Czy wystarczy ci na łowienie ryb?
— Wystarczy, wystarczy! — Gu Mang był zachwycony i wielokrotnie mu dziękował. — Jesteś taki hojny! I jesteś dobrym człowiekiem! — Kiedy skończył mówić, ostrożnie włożył srebrne igły do swojej sakiewki qianqun, niczym szczeniak mozolnie chowający kości.
Kiedy je ukrył, powiedział jeszcze raz:
— Dziękuję, dobry człowieku!
— …
Murong Chuyi nie był przyzwyczajony do tego, że ludzie myśleli o nim jako o dobrym człowieku. Przez cały czas mieszkańcy Chonghua uważali, że jest on nierozsądny i że jest po prostu fanatykiem, który podąża ścieżką udoskonalania narzędzi. Z tego powodu jego wyraz twarzy był nieco sztywny i nienaturalny. Po chwili ciszy zmienił temat.
— Nie mów nikomu o tym, co dzisiaj widziałeś, zwłaszcza Yue Chenqingowi. Nie mów mu.
Gu Mang skinął głową.
— Jasne, jasne. Ale obawiam się, że jest jedna osoba, przed którą nie mogę się ukryć.
— Kto?
— Mo Xi — powiedział Gu Mang, — Mistrz medycyny Jiang powiedział, że Trawy Uspokajającej Serce można również użyć jako trucizny, więc na pewno powie Mo Xi.
Murong Chuyi pomyślał przez chwilę, po czym powiedział:
— W porządku. Sam powiem Panu Xihe. Nie musisz się już tym martwić. Pamiętaj tylko, że nie możesz powiedzieć nikomu więcej.
— A co, jeśli Mo Xi zapyta mnie pierwszy?
— Musisz tylko odpowiedzieć zgodnie z prawdą.
— Dobrze — zgodził się Gu Mang. Kiedy się zgodził, nie mógł powstrzymać się od pytania: — Czy z twoim ciałem wszystko w porządku?
— W porządku. Zwykle Jezioro Kwiatów Brzoskwini wystarcza, aby to stłumić. Dzisiaj to był tylko wypadek
.
— Och… Ale twoja choroba… Mały Biały Ptaszek i inni o tym nie wiedzą?
— Widzą trochę, ale niewiele — powiedział obojętnie Chuyi. Właściwie to nie jest wielka sprawa. Po prostu Yue Chenqing ciągle mnie o to pyta. Nie chcę z nim rozmawiać, więc proszę, zachowaj to sekret.
W jego słowach było zbyt wiele luk, a powód, dla którego utrzymywał to wszystko w tajemnicy, był zbyt naciągany. Tylko idiota by mu uwierzył.
Ale Gu Mang niewiele różnił się od idioty. Dlatego Gu Mang mu uwierzył i bardzo szczerze podniósł rękę do Muronga Chuyi i przysiągł, że nigdy nikomu nie powie o tej sprawie.
Po pożegnaniu się z Murong Chuyi i powrocie do rezydencji niebo było już ciemne.
Li Wei stał w drzwiach, wyciągając szyję i rozglądając się w lewo i prawo. Kiedy zobaczył, że Gu Mang wrócił z zmierzchem spowijającym jego ramiona, nie mógł powstrzymać uczucia szczęścia i złości jednocześnie. Pośpiesznie podszedł do przodu.
— Co się z tobą stało? Byłeś na rybach czy hodowałeś ryby? Dlaczego wróciłeś tak późno?
Gu Mang zdjął koszyk z pleców i pokazał mu. Uśmiechnął się i powiedział:
— Złowiłem pięć tłustych ryb. Jest jeszcze czas. Czy mogę pożyczyć kuchnię?
Po tak długim pobycie w rezydencji Gu Mang nigdy wcześniej nie gotował ryb. Ale pamiętał, co robić. Z fragmentarycznych wspomnień wynikało, że gotował wiele potraw z ryb. Szybko przygotował kilka dań i włożył je do pudełek.
Kiedy wyszedł z kuchni, zobaczył Li Weia czekającego na zewnątrz.
— Czy nadal jest w gabinecie? — zapytał Gu Mang.
— Tak, wszedł do gabinetu zaraz po porannym spotkaniu. Jeszcze nic nie zjadł.
Gu Mang niósł uważnie pudełko w rękach.
— Więc patrz. Jestem najlepszy w namawianiu Shidi.
— Och… — powiedział radośnie Li Wei.
Po pewnym czasie poczuł, że sposób, w jaki Gu Mang nazwał pana był niewłaściwy i zbuntował się. Dlatego powiedział surowe “Hm”, ale Gu Mang zaniósł już pudełko na koniec werandy.
Światło świecy płynęło cicho, oświetlając zimny profil Mo Xi.
Chociaż wojna na północy dobiegła końca, była to sprawa długoterminowa. Kraj Liao i Chonghua nie mieli innego wyjścia, jak tylko zawrzeć dwuletni rozejm. Obie potęgi walczyły ze sobą i osłabiały się nawzajem. Teraz obie strony zobaczyły, że inne kraje wokół nich były gotowe narobić kłopotów. Gdyby nadal tak walczyli, mogliby stać się celem.
Dlatego chociaż rozejm był rozejmem, oba kraje nadal ze sobą konkurowały. Rywalizowali, kto pierwszy odzyska siły. Monarcha przez ostatni rok zwracał uwagę na działania Kraju Liao. Raport w rękach Mo Xi zebrali strażnicy Chonghua. Treść dotyczyła wielu potworów i nasion demonów w kraju Liao. Treść była szczegółowa i krwawa. Mo Xi marszczył brwi, kiedy to czytał.
Gdy czytał szczegóły, światło nagle zamigotało. Gu Mang pchnął drzwi i podszedł prosto do jego stolika.
— Mo-shidi, czas jeść.
— … — Mo Xi spojrzał w górę. — Po prostu to połóż. I nie nazywaj mnie tak. Ile razy cię pouczałem? Dlaczego nie odrobisz lekcji?
Gu Mang go nie słuchał.
Nie mógł porozumieć się z tą osobą. Najlepiej było stanąć z nim twarzą w twarz. Gu Mang udawał głuchego i niemego. Otworzył pudełko zaczął wyjmować naczynia jedno po drugim.
Mo Xi zmarszczył brwi.
— Co robisz?
— Ty przeczytaj swoje papiery, a ja zjem swoje jedzenie. Zostawię ci połowę.
…
— Chcesz zjeść ze mną?
Gu Mang zamrugał.
— Czy nie jedliśmy już razem?
— …
Jednak jedzenie przy tym samym stole różniło się od jedzenia z tego samego pudełka.
Gu Mang naśladował ton, jakiego używał kiedyś:
— Ai, nie mam wyboru. W kuchni nie ma nic dobrego do jedzenia. Mogę jeść tylko od ciebie. Xihe-Jun, dobrze sobie radzisz. Jesteś wspaniałomyślny. Czy możesz podzielić się ze mną połową?
Widząc, że Mo Xi zaniemówił, próbował dolać oliwy do ognia:
— Wszystkie dzisiejsze dania przygotowałem ja. Nie boisz się, że cię otruję? Więc najpierw zjem i przetestuję to dla ciebie. Pozwolę ci jeść szczęśliwie i czuć się swobodnie.
Mo Xi popatrzył na niego i zapytał:
— O czym mówisz?
Ale nadal pozwalał mu robić, co mu się podobało.
W ten sposób Gu Mang z radością i brzękiem postawił cztery naczynia, jedną zupę i prosty posiłek na nieskazitelnym biurku Mo Xi z czerwonego drzewa sandałowego.
Naczynia były nadal ciepłe i pachnące. Choć były to proste dania smażone na patelni i nie były tak wykwintne jak te przygotowywane przez szefa kuchni, pachniały bardzo dobrze, a kolor był orzeźwiający i atrakcyjny.
Był tam talerz z kryształowymi plasterkami wieprzowiny. Mięso zostało pokrojone w cienkie plasterki, a skóra na brzegach była miękka i delikatna. Podano je z octem Zhenjiang i mielonym imbirem. Był tam talerz smażonego korzenia lotosu. Delikatne kasztany wodne i zielona sałata były gładkie i pyszne. Warzywa świeże i delikatne. Następnie był talerz duszonych wiosennych pędów bambusa. Delikatne pędy bambusa posmarowano oliwą i gęstym, pachnącym sosem. Zupa była prosta. Była tylko miska grzybów bambusowych i zupa grzybowa z kilkoma świeżymi zielonymi liśćmi i kilkoma plasterkami szynki. To była dobra zupa na żołądek.
A ostatni był talerz słodko-kwaśnej ryby. Aby pozbyć się rybiego zapachu, rybę zmieszano z drobno posiekanym imbirem. Po ugotowaniu rybę polewano wrzącym olejem, który wydzielał silny zapach. Skórka ryby była chrupiąca i żółta, a tłuszcz rybny delikatny. Następnie rybę polewano gęstym syropem i sosem octowym. Kiedy pałeczki dotknęły ryby, białe i przezroczyste mięso ryby oraz zastygły tłuszcz lekko zadrżały, owinięte w słodko-kwaśny sos…
— Pyszne. — Gu Mang radośnie machał pałeczkami, nie patrząc na Mo Xi, który czytał ze spuszczonymi oczami. — Całe mięso z rybiego brzucha jest moje.
Po pewnym czasie jedzenia w ten sposób Mo Xi zobaczył, że Gu Mang naprawdę miał zamiar podnieść pałeczki i oczyścić najbardziej delikatną część rybiego brzucha. W końcu nie mógł powstrzymać się od zamknięcia dokumentów i uniesienia ręki, by chwycić Gu Manga za nadgarstek.
Gu Mang nadął policzki.
— Co robisz?
Mo Xi popatrzył na niego i niegrzecznie wyrwał mu pałeczki z dłoni. Wziął stojącą obok siebie miskę z ryżem i włożył kawałek ryby do swojej miski.
Chociaż Gu Mang śmiał się w głębi serca, jego twarz przybrała wyraz irytacji.
— Ej, oddaj mój kawałek!
Mo Xi ze złością oddał mu pałeczki i wziął własną parę.
— A co? Mam poczekać, aż pochłoniesz wszystko sam, a potem zjeść ciebie?
Mówiąc to, wziął duży kęs ryby. Jego białe zęby i gwałtowne gryzienie w połączeniu z dwuznacznymi słowami w niewytłumaczalny sposób sprawiły, że Gu Mang, który siedział naprzeciwko niego, zadrżał.
Taka zaborcza postawa i spojrzenie sprawiły, że głowa Gu Manga lekko pulsowała. Niektóre wspomnienia splecionych kończyn niewyraźnie przemknęły przez jego umysł jakby chciał powiedzieć Gu Mangowi:
Tak. Dawno, dawno temu był to pozornie zimny człowiek, który niczym dzika bestia użył swoich białych zębów, aby zabrać dla siebie kości i krew, rozrywając je i zjadając…
Spojrzał na przystojną twarz Mo Xi, od wysokiego nosa po wąskie, ale seksowne usta. Jego serce zabiło mocniej.
To uczucie sprawiło, że Gu Mang poczuł, że coś jest nie tak z jego sercem. Było gorąco i niespokojnie, jakby ogień rozpalił się na nowo z popiołów i narodził się ze stosu drewna na opał. Wyglądało to tak, jakby wiosenny wiatr powoli rozwinął kilka nowych pąków.
Nagle przed jego oczami pojawiło się wspomnienie nocy, gdy miał piętnaście lat. W tamtym momencie usta Mo Xi dotknęły jego ust. To był taki delikatny dotyk, ale sprawił, że zadrżał na samo wspomnienie…
Ale Mo Xi nie zauważył dziwnego spojrzenia Gu Manga. Skupił się na jedzeniu ryby. Jego wąska dolna warga była poplamiona sosem więc ją oblizał.
W tej chwili serce Gu Manga płonęło. Miał niewytłumaczalny impuls i prymitywne pragnienie – właściwie chciał podejść i delikatnie dotknąć policzków i ust Mo Xi.
Nie rozumiał nawet, co oznaczało to pragnienie. Po prostu instynktownie poczuł w piersi skupisko ognia i tylko w ten sposób mógł uspokoić swoją porywczość.
Jego jabłko Adama poruszyło się lekko. Niczym młody, badający teren wilk, po cichu zbliżył się do Mo Xi, który był tego zupełnie nieświadomy…
Oj dzieje się w tym rozdziale nie mogę doczekać się następnego. Szczęśliwie nowego roku❤️
OdpowiedzUsuńO rany ale się dzieje 😆 proszę chłopaki nie zepsucie tego, proooooszę 🤩
OdpowiedzUsuńKiedy mniej więcej dodajesz nowe rozdziały, bo nie mogę doczekać się następnych?
OdpowiedzUsuńW tej chwili niestety nie jestem w stanie powiedzieć, kiedy pojawi się nowy rozdział, ponieważ mam mały przestój w tłumaczeniu...prawdopodobnie będzie to w połowie lutego. Jeśli uda mi się w tym okresie wrócić do regularnego tłumaczenia (co jest całkiem prawdopodobne) rozdziały będą się pojawiać jak dotychczas raz w tygodniu w niedzielę/poniedziałek ^^
UsuńDziękuję za odpowiedź będę czekać na rozdziały ❤️
Usuń<3
Usuń